Niemcy: milionerzy w Bundestagu | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 07.08.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemcy: milionerzy w Bundestagu

Co czwarty poseł do Bundstagu obok sutego uposażenia i diety parlamentarnej ma dodatkowe dochody z różnych źródeł. Niektóre z nich budzą pytania o niezależność i bezstronność niemieckich deputowanych.

Obowiązujące w Niemczech przepisy nakazują deklarować posłom do Bundestagu dodatkowe dochody, jeśli przekraczają one tysiąc euro miesięcznie albo 10 tysięcy rocznie. Takimi "bokami" może pochwalić się 178 posłów, czyli jedna czwarta członków parlamentu liczącego 630 deputowanych. Ci, którzy w ten sposób zarabiają najwięcej, zasiadają w radach nadzorczych dużych firm, są członkami renomowanych kancelarii adwokackich lub prowadzą własną działalność gospodarczą, najczęściej w rolnictwie.

Ich dochody z tego tytułu ocenia się na 26,5 do 48,7 mln euro rocznie. Taką sumę podaje nowe opracowanie fundacji Otto Brennera przygotowane wspólnie z członkami inicjatywy na rzecz przejrzystości dochodów posłów do Bundestagu: abgeordnetenwatch.de. 

"Czysta samowola"

Jednym z posłów rolników jest Josef Rief (CDU) prowadzący hodowlę świń i uprawiający 50 ha w Górnej Szwabii. Rief ocenia dane opublikowane przez abgeordnetenwatch.de za skandalicznie zawyżone i krzywdzące, ponieważ opierają się one na podanych przez posłów informacjach o ich obrotach, do czego, jak wspomniano wyżej, są zobowiązani. Problem polega na tym, że - jak Rief powiedział w rozmowie z DW - obrotów nie wolno mylić z czystym zyskiem, który jest zawsze dużo niższy. On sam został "wyceniony" na 686 tys. do prawie 1,1 mln euro rocznie. Tymczasem po odliczeniu wszystkich kosztów związanych z prowadzeniem gospodarstwa rolnego, "jego najwyższy zysk netto wyniósł raptem 11 tys. euro", a w "2015 roku miał nawet stratę wynoszącą 15 tys. euro wskutek wysokich cen paszy i niskich cen wieprzowiny". Jego zdaniem zamieszczona lista posłów o największych dochodach jest niepoważna, myląca i stanowi "czystą samowolę" jej autorów.

Infografik Top-Nebenverdiener im Deutschen Bundestag

Lista posłów do Bundestagu o najwyższych dochodach dodatkowych

Nieprzejrzyste dane

Ile rzeczywiście warte są dane o dodatkowych dochodach posłów, o tym można się przekonać śledząc przypadek Peera Steinbrücka, kandydata partii SPD na kanclerza w wyborach w 2009 roku. W następującej po nich kadencji Steinbrück zarobił, jak podały niemieckie media, ok. 1,25 mln euro na odczytach i wykładach, ponad 0,5 mln euro z tytułu honorariów autorskich za opublikowane książki i ponad 110 tys. euro, które otrzymał za zasiadnie w radzie nadzorczej koncernu stalowego ThyssenKrupp.

Jego dochody wywołały ożywioną dyskusję. W rezultacie w 2013 roku Bundstag wprowadził obowiązujący posłów zmodernizowany formularz informujący o ich dodatkowych zarobkach. Od tej pory nie muszą się z nich rozliczać co do grosza, tylko podać, w jakim przedziale się one znajdują. Przedziałów jest 10; najniższy dotyczy dochodów od tysiąca do 3,5 tys. euro, a najwyższy obejmuje dochody przekraczające 250 tys. euro. Jak widać posłowie potrafili skutecznie obronić się przed nazbyt wnikliwym zaglądaniem im do kieszeni.

Niezależność i lobbing

Zarówno wspomniany wyżej Josef Rief, jak i zamykający listę najbogatszych posłów Hans-Georg von der Marwitz, też z CDU, są członkami komisji Bundestagu ds. wyżywienia i rolnictwa, co zdaniem Gregora Hackmacka, współzałożyciela i dyrektora portalu abgeordnetenwatch.de, może budzić wątpliwości, czy jako posłowie są rzeczywiście bezstronni, skoro w komisji mogą podejmować decyzje o subwencjach, z których później, jako rolnicy, sami korzystają. Hackmack twierdzi, że mamy tu do czynienia z oczywistem konfliktem interesów.

Infografik Außerparlamentarische Einkünfte

Najwięcej zarobków dodatkowych mają posłowie z CDU/CSU, a najmniej z partii Zielonych

Ciekawe, że z wyjątkiem socjaldemokraty Peera Stienbrücka wszyscy posłowie o najwyższych dochodach dodatkowych pochodzą z frakcji CDU/CSU. Taki stan rzeczy utrzymuje się od lat, co może budzić wiele pytań i prowadzić do różnych wniosków. Zwłaszcza jeden z nich zdaje się zyskiwać na znaczeniu: piastowanie mandatu poselskiego samo w sobie staje się przyczyną podejmowania dodatkowych czynności i uzyskiwania dodatkowych dochodów.

W rozmowie z DW Gregor Hackmack stwierdził wprost: "Jeśli poseł do parlamentu pod koniec kadencji ma wyższe dochody niż na na jej początku, to oznacza to, że w tym czasie wszedł w różne stosunki i powiązania, których wcześniej nie miał, a nawet nie mógł mieć", co prowadzi do wniosku, że taki poseł ma dodatkowy zarobek "tylko dlatego, że jest posłem".

Sabrina Pabst / Andrzej Pawlak

 

Reklama