Niemcy chcą szybciej odsyłać uchodźców z Afryki Północnej. ″Mydlenie oczu″ | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 19.01.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Niemcy chcą szybciej odsyłać uchodźców z Afryki Północnej. "Mydlenie oczu"

Berlin przygotowuje specjalny pakiet środków, aby umożliwić szybsze deportacje uchodźców z Północnej Afryki. Krajom, które nie chcą przyjmować własnych obywateli, Niemcy grożą nawet obcięciem środków pomocowych.

Niemiecki rząd chce jak najszybciej zwiększyć liczbę deportacji imigrantów, zwłaszcza do krajów Afryki Północnej - Algierii, Maroka i Tunezji. Jak bowiem wykazają policyjne statystyki, to właśnie męzczyźni z tych krajów najczęściej dopuszczają się przestępstw. Także podczas nocy sylwestrowej w Kolonii, kiedy to doszło do gwałtów i molestowania seksualnego kobiet, zdecydowanie największą grupą narodową wśród podejrzanych są obywatele tych krajów.

Pierwszym krokiem mają być już zmiany w procedurze składania wniosków o azyl, które umożliwią rozpatrywanie wniosków Algierczyków i Marokańczyków w pierwszej kolejności. W ten sposób rząd chce skrócić okres oczekiwania obywateli tych krajów na decyzję w sprawie azylu do minimum. Obecnie muszą oni czekać od 8 do 10 miesięcy.

Algieria i Maroko - bezpieczne kraje?

Druga planowana zmiana proponowana przez chadecję to uznanie trzech krajów - Algierii, Maroka oraz Tunezji - za tzw. bezpieczne kraje pochodzenia. To przyśpieszyłoby rozpatrywanie wniosków i ograniczyło możliwość odwoływania się od decyzji. Prezydium partii CDU chce w tej kwestii doprowadzić do zmiany stosownej ustawy. Sekretarz generalny Peter Tauber wezwał również koalicjanta (SPD) do wsparcia takiej inicjatywy w Bundestagu oraz Bundesracie. Wcześniej rząd Niemiec zapowiedział, że chce taką zmianę również zaproponować na płaszczyźnie europejskiej.

Liczba wnioskujących o azyl z krajów Afryki Północnej bardzo szybko rośnie. Jeszcze w czerwcu 2015 wpłynęło 847 wniosków od Algierczyków i 368 od Marokańczyków. W grudniu było ich już 2296 i 2896. Odsetek tych, którzy otrzymują azyl polityczny pozostaje bardzo niski. W przypadku uchodźców z Algierii to 1,6 proc., Maroka 3,7 proc., a Tunezji jedynie 0,2 proc.

Nikt nie chce przestępców

Mimo to Algieria i Maroko odmawiają przyjmowania własnych obywateli deportowanych z Europy, zwłaszcza jeżeli dopuścili się w Europie przestępstw. Wprawdzie Niemcy mają z Algierią od blisko 20 lat specjalną umowę, która reguluje przyjmowanie uchodźców, jednak w praktyce umowa ta nie funkcjonuje. Algieria wymaga od Niemiec dowodów, iż w przypadku danego obywatela chodzi o Algierczyka. Tymczasem uchodźcy często celowo pozbywają się dokumentów tożsamości. Z 2 tys. osób oczekujących w pierwszej połowie 2015 roku na wydalenie, Niemcom udało się odesłać zaledwie 24. Podobnie wygląda sytuacja z Marokańczykami.

Wobec takiej sytuacji wicekanclerz Sigmar Gabriel (SPD) zagroził nawet zmniejszeniem pomocy rozwojowej dla tych krajów. Zaznaczył, że "Niemcy chętnie pomagają tym krajom, które będą się zachowywały uczciwie i przyjmą swoich obywateli, którzy nie otrzymali w Europie azylu politycznego". Gabriel nazwał to współpracą na "zasadach fair play".

Deutschland Algerien Sellal bei Merkel PK

Kwestia przyjmowania własnych obywateli była również tematem rozmów podczas ostatniej wizyty premiera Algierii Abdelmaleka Sellala w Berlinie

Wątpliwe skutki

Eskperci wątpią jednak, czy taka presja przyniesie oczekiwane skutki. Z ministerstwa pomocy rozwojowej słychać powściągliwe komentarze, gdyż obcięcie środków pomocowych może jeszcze bardziej nakręcić spiralę uchodźców. Komentatorzy zwracają też uwagę na fakt, że Maroko i Algieria otrzymają rocznie z niemieckiego budżetu zaledwie kilkadziesiąt milionów euro - w porównaniu z innymi regionami to niezbyt wiele.

Propozycję Gabriela poparł jego partyjny kolega, minister sprawiedliwości Heiko Maas, który wypowiedział się za renegocjacją umów z tymi krajami. Zieloni natomiast oceniają plany koalicji jako "mało realistyczne". Pomysły Gabriela nazywają "mydleniem oczu", bo ich zdaniem szybkie deportacje nie są możliwe. Poza tym przestrzegają przed wydalaniem osób, które mogą być w tych krajach prześladowane.

dpa, reuters, afp / Róża Romaniec

Reklama