Niemcy będą mniej zadawać. Nauczyciele – stworzymy generację idiotów | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 14.08.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Niemcy będą mniej zadawać. Nauczyciele – stworzymy generację idiotów

Rodzice nie chcą ślęczeć nad pracą domową i przyjmują entuzjastycznie pomysł ministerstwa edukacji NRW o jej ograniczeniu. Wychowamy generację idiotów – mówią nauczyciele. Zgody nie ma też wśród uczniów.

Z początkiem roku szkolonego nauczyciele z Nadrenii Północnej-Westfalii zostali skonfrontowani z rozporządzeniem landowego ministerstwa edukacji, wg którego ilość zadawanej pracy domowej ma podlegać restrykcyjnym ograniczeniom. Praca domowa powinna być tak przemyślana, aby uczniowie pierwszej i drugiej klasy spędzili nad nią nie więcej niż pół godziny dziennie. W trzeciej i czwartej klasie – 45 minut. W wyższych klasach 60 minut. Maksymalnie godzinę i piętnaście minut. Ograniczenia przestają obowiązywać dopiero w jedenastej klasie. Nauczyciele podzielili się w tej sprawie. Co ciekawe również uczniowie.

Paweł, Polak uczący się w jednej ze szkół średnich w NRW krytycznie widzi tę zmianę. Nie wyobraża sobie szkoły bez zadań po lekcjach. Zastanawia się też głośno, co będą robili jego koledzy z nadmiarem wolnego czasu, bo nie ma wątpliwości, nikt w tym czasie nie będzie się z własnej woli łapał za książki. Jego zdaniem opłakany poziom niemieckich szkół obniży się jeszcze bardziej.

– Rozumiem ich obawy – mówi Peter Silvernagel, prezes Stowarzyszenia filologów Nadrenii Północnej-Westfalii. Silvernagel obliczył, co to dokładnie znaczy dla przeciętnego gimnazjalisty. Są dni, w których uczniowie nie mogą dostawać pracy domowej: wówczas kiedy mają lekcje po południu – przeciętnie dwa razy w tygodniu, oraz w weekendy i dni wolne. Wychodzi na to, że zostają trzy dni, każdorazowo po 60 do maksymalnie 75 minut. Razem 225 min. Dzieląc to na liczbę przedmiotów, których jest średnio 12, daje to niecałe 20 minut na przedmiot tygodniowo.

Nauczyciele bombardują wydziały edukacji pismami i mailami. W kuluarach słychać często – to absurd. Bo jak w tym wszystkim wygospodarować czas na obowiązkową lekturę, skoro uczeń musi znaleźć też czas na chemię, fizykę matematykę – zastanawiają się nauczyciele w Düsseldorfie.

Wg intencji ministerstwa sztywne zasady odnośnie pracy domowej mają złagodzić presję wywieraną na uczniów, zwłaszcza na ósmoklasistów (gimnazjum), którzy szczególnie dotkliwe odczuli skutki reformy skrócenia czasu gimnazjum z trzynastu do dwunastu klas, wprowadzonego przed kilku laty niemal we wszystkich niemieckich landach. Ministerstwo, co słuszne, chce zmusić nauczycieli do wypracowania innej, bardziej dostosowanej do potrzeb dzisiejszego świata, formy prac zadawanych do domu.

Równamy do najniższego?

– Widzę przede wszystkim próbę zmarginalizowania znaczenia pracy domowej – twierdzi Heinz-Peter Meidinger, szef Stowarzyszenia filologów niemieckich. Jego zdaniem chodzi o politykę społeczną. Meindinger cytuje wypowiedź szefa SPD Sigmara Gabriela, który niedalej jak w 2013 r. miał powiedzieć, powołując się na ekspertów, że „dawanie pracy domowej powiększy przepaść między dziećmi pochodzącymi ze środowisk słabszych społecznie a wychowanych w środowiskach intelektualnych, ponieważ ostatecznie wykształceni rodzice mogą lepiej pomóc swoim dzieciom w nauce”.

Wśród zwolenników Partii Zielonych są również przeciwnicy zadań domowych, którzy na tym próbują ugrać politycznie coś dla siebie. Taką „polityczną podmurówką” są dla nich badania Nowozelandczyka Jana Hattie, w których mówi głośno o niskiej efektywności pracy domowej.

– Już dziś dawanie pracy domowej nie jest takie oczywiste dla wszystkich nauczycieli – mówi Meidinger. Jego zdaniem nowe przepisy doprowadzą do tego, że będzie dawało się jej coraz mniej. I nie ma wątpliwości – ofiarami będą uczniowie. To tylko bardziej zmobilizuje inteligentnych rodziców do organizowania korepetycji, co jeszcze drastyczniej powiększy przepaść między uczniami dobrymi, a słabymi.

Piętnaście minut dla jednego - dwie godziny dla drugiego

Nauczyciele przyjęli do wiadomości rozporządzenie ministra, jednak nie bardzo wiedzą, jak ugryźć temat. Na przykład jak skwantyfikować czas potrzebny na zrobienie zadania, skoro zdolni uczniowie rozwiążą problem w ciągu piętnastu minut, a słabszy będzie ślęczał nad nim dwie godziny – zastanawia się w imieniu swojego zespołu dyrektor publicznego Luisen-Gymnasium z Düsseldorfu. Jego zdaniem szczególną uwagę będzie trzeba zwrócić na takie przedmioty, jak wiedza o społeczeństwie, historia, geografia. Jednak dyrektor ma nadzieję, że nauczyciele podejdą do sprawy odpowiedzialnie. Przede wszystkim trzeba myśleć o dobru i przyszłości gimnazjalistów, którzy powinni być przygotowani do studiowania – mówi.

Jak ma być kontrolowane przestrzeganie zrządzenia? – Tego ministerstwo nie wyjaśnia.

Dpa/ap/ schulministerium.nrw.de, Agnieszka Rycicka

Reklama