Niemcy łożą na „rozsypujące się” belgijskie reaktory nuklearne | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 23.05.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Niemcy łożą na „rozsypujące się” belgijskie reaktory nuklearne

Belgijskie siłownie jądrowe Tihange, Doel oraz francuska siłowania Fessenheim nie gwarantują bezpieczeństwa. Jednak Niemcy wciąż dostarczają im pręty paliwowe i pośrednio je finansują.

Kiedy z końcem marca b.r. okazało się, że Niemcy dostarczają pręty paliwowe do stwarzającego zagrożenie belgijskiego reaktora nuklearnego Tihange, znajdującego się 70 km od Akwizgranu, oburzenie było ogromne. Tym bardziej, że rząd RFN, władze landowe i gminne od dawna domagają się zamknięcia tej elektrowni.

Minister środowiska Nadrenii Płn.- Westfalii Johannes Remmel określa je mianem „rozsypujących się reaktorów”. – To zakrawa na absurd, kiedy z jednej strony górnolotnie żąda się wyłączenia siłowni atomowych w Belgii, a z drugiej strony nie wyciąga się żadnych konsekwencji, jeśli chodzi o wstrzymanie dostaw prętów paliwowych – krytykuje Remmel. 

Podatki na zagrożone reaktory

Jednocześnie rząd landowy, stawiając zarzuty federalnej minister środowiska Barbarze Hendricks (SPD) sam musiałby skonfrontować się z własnym brakiem konsekwencji. Badania przeprowadzone przez telewizję publiczną WDR wykazały, że Nadrenia Płn.-Westfalia od lat finansuje pośrednio z podatków nie tylko belgijską siłownię atomową Tihange, lecz także odległą o 130 km od belgijsko-niemieckiej granicy siłownię Doel.

Jak wynika z dokumentów landowego ministerstwa finansów, fundusze emerytalne tego kraju związkowego zainwestowały 23,3 mln euro we francuskie koncerny energetyczne EDF i ENGI. Koncern EDF jest największym i jedynym operatorem elektrowni jądrowych we Francji i odpowiada m.in. za budzące zastrzeżenia siłownie w Fessenheim i Cattenom. Koncern energetyczny ENGI odpowiada dzięki firmie-córce Electrabel za belgijskie siłownie jądrowe Doel i Tihange.

W grudniu 2016 parlament krajowy Nadrenii Płn.-Westfalii za zgodą prawie wszystkich frakcji domagał się zamknięcia reaktorów jądrowych w Tihange, zarzucając koncernom energetycznym „brak poczucia odpowiedzialności” oraz „rażące techniczne i organizacyjne niedociągnięcia w obsłudze”. Po takiej ocenie inwestycje finansowe we francuskie koncerny energetyczne byłyby inwestycją wysokiego ryzyka i choćby z tego powodu stałyby się niedopuszczalne. 

Tymczasem ministerstwo finansów Nadrenii Płn.-Westfalii, w odpowiedzi na pytanie o wspomniane udziały we francuskich koncernach EDF i ENGIE, odparło, że doszło do nich na długo przed wejściem w życie nowych dyrektyw dot. zarządzania aktywami. A decyzje co do dalszego ich wykorzystania dopiero zapadną i niejasne jest, czy i kiedy ministerstwo się ich pozbędzie.

dpa / Alexandra Jarecka

 

Reklama