Merkel w Egipcie i Tunezji. Chodzi o migrantów | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 02.03.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Merkel w Egipcie i Tunezji. Chodzi o migrantów

Kanclerz Merkel wybrała się z wizytą do Egiptu i Tunezji. Cel podróży jest jasny: znalezienie nowych partnerów w kryzysie migracyjnym.

To już któraś z kolei próba kanclerz Angeli Merkel, by znaleźć partnerów, którzy byliby pomocni w rozwiązaniu europejskiego kryzysu uchodźczego.  Ale znów jeden z nich, podobnie jak w przypadku umowy z Turcją, jest bardzo kontrowersyjny.

Czy można polegać na Egipcie?

Angela Merkel w czwartek będzie bawiła z wizytą w Egipcie, w piątek w Tunezji. Wizytom tym przyświeca różny cel. W Egipcie chce rozmawiać o sąsiedzkim kraju, Libii, trawionej przez wojnę domową. Stamtąd właśnie każdego dnia wielu ludzi wyrusza przez Morze Śródziemne do Europy. Bez stabilizacji Libii niemożliwe jest ukrócenie działalności przemytników, którzy za wysokie sumy oferują migrantom karkołomne przeprawy na pontonach i w szalupach. W obecnej chwili Egipt wspiera kontrowersyjnego generała Chalifę Haftara.

Poza tym Merkel prawdopodobnie będzie chciała rozmawiać o zawarciu umowy w sprawie uchodźców, na wzór tej, jaka została wynegocjowana z Turcją.

Libyen Tripolis festgenommene Bootsflüchtlinge (Reuters/H. Amara)

Najwięcej uchodźców wyrusza do Europy przez Libię

Motywem działania szefowej berlińskiego rządu są nie tylko w niemieckie wybory powszechne na jesieni. Równie ważne są zbliżające się wybory we Francji i Holandii, gdzie prawicowi populiści jak Marine Le Pen i Geert Wilders zabiegają o poparcie elektoratu swoim antyimigranckim i antyeuropejskim kursem. Jak w rozmowie z Deutsche Welle podkreśla Joachim Paul, szef biura Fundacji im. Heinricha Boella w Tunisie, niemiecki rząd i Unia Europejska próbują wszelkimi sposobami dokonać zwrotu w polityce imigracyjnej. Jednym z pomysłów jest urządzenie w Afryce Północnej obozów dla uchodźców uratowanych z Morza Śródziemnego. W obozach tych migranci mogliby składać wnioski o azyl albo byliby kwaterowani przed odesłaniem z powrotem do swoich krajów pochodzenia.

Jak zagwarantować poszanowanie praw człowieka?

Angela Merkel jeszcze niedawno podkreślała, że Egipt jest „stabilizującym elementem” w regionie kryzysowym, co można interpretować jako próbę zyskania przychylności prezydenta Abd al-Fattaha al-Sisiego. Lecz obrońcy praw człowieka są bardzo sceptyczni. W przypadku reżimu, który w bezprzykładny w najnowszej historii Egiptu sposób dopuszcza się łamania praw człowieka – jak ujęła to organizacja Human Rights Watch – można powątpiewać, czy w takich obozach zostaną zagwarantowane chociaż minimalne standardy w zakresie praw człowieka – podkreśla Paul.

Jego zdaniem reżim nie jest w stanie zagwarantować bezpieczeństwa, bo pod tym względem sytuacja w samym Egipcie raczej się pogorszyła niż poprawiła. Walka reżimu z terroryzmem skierowana jest nie tylko przeciwko dżihadystom, lecz wykorzystuje się ją jako legitymację do zwalczania niewygodnej politycznej opozycji – podkreśla szef biura niemieckiej fundacji w Tunisie.

– Powinniśmy bardzo dokładnie się przyjrzeć, czy kraje, z którymi chcemy kooperować – mam na myśli szczególnie Egipt – są naprawdę stabilne i czy naprawdę sensowne jest zawieranie z tymi krajami tego rodzaju umów i wspieranie reżimów.

Represjonowanie koptów

Pozarządowa organizacja praw człowieka Gesellschaft für bedrohte Völker (GfbV) w wydanym oświadczeniu stwierdza, że Angela Merkel upiększa bilans poszanowania praw człowieka w Egipcie.

– Jej słowa są policzkiem wymierzonym koptom – stwierdzono w odniesieniu do chrześcijańskiej mniejszości wyznaniowej, represjonowanej w Egipcie. Organizacja zarzuca niemieckiej kanclerz, że zbyt przychylnie traktuje władze w Kairze, aby skłonić je do bliższej współpracy na polu polityki migracyjnej. Kanclerz Merkel w swoim cotygodniowym przesłaniu wideo stwierdziła niedawno, że chrześcijanie mogą w Egipcie swobodnie praktykować swoją wiarę, co jest bezprzykładną sytuacją w kraju muzułmańskim.

Tunezja na dobrej drodze

Nie jest jeszcze pewne, czy obozy dla uchodźców będą także tematem rozmów w Tunezji. Kiedy premier Tunezji Jusef Szahid przed dwoma tygodniami gościł w Berlinie, nie było o tym mowy. Sam Szahid w rozmowie z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” negował możliwość tworzenia takich obozów w Tunezji. – Obecnie nie jest to dobrym pomysłem – powiedział.

Z niemieckiego punktu widzenia Tunezja, najmniejszy z krajów Afryki Północnej, jest jednak niesłychanie ważna. Jako jedynemu krajowi Maghrebu Tunezji udało się po „arabskiej wiośnie” dokonać demokratycznego zwrotu i wdrożyć reformy.

– Dlatego mamy nadzieję, że rozmowy nie będą sprowadzały się tylko do polityki migracyjnej – powiedział przewodniczący Towarzystwa Niemiecko-Tunezyjskiego Raouf Khamassi w rozmowie z DW. – Chodzi nam przede wszystkim o wzmocnienie dwustronnych stosunków i wsparcie demokratycznych struktur. Obozy nie byłyby korzystne dla naszej młodej demokracji – stwierdził.

Także Joachim Paul  nie jest przekonany o celowości takich planów – Tunezja jest na drodze do demokracji i nie można obarczać tego kraju czymś, co nie dzieje się za jego sprawą. Poza tym tylko znikoma część fali migracyjnej przebiega przez Tunezję, a sytuacja prawna ludzi, ze względu na brak prawa azylowego w Tunezji, byłaby dość niepewna.

Deutschland Tunesien Angela Merkel und Youssef Chahed (picture alliance/AP Photo/M. Schreiber)

Kanclerz Merkel przyjmowała w lutym 2017 premiera Tunezji Szahida w Berlinie

Mocne argumenty

Z tego względu Angela Merkel wyłoży na stół jeszcze jeden temat: powrót do kraju Tunezyjczyków, których wnioski o azyl zostały odrzucone. Co prawda ich liczba (ok. 1500) jest dość znikoma, ale przez fakt, że zamachu na berliński jarmark świąteczny dokonał Tunezyjczyk , temat ten nabrał szczególnej ostrości. Niemieckie władze zaliczyły 29-letniego Anisa Amriego do kategorii "osób niebezpiecznych", lecz jego deportacja do Tunezji była niemożliwa ze względu na brak dokumentów.

– Tunezja musi oczywiście przyjmować swoich obywateli, niezależnie od tego, czy są oni elementami niebezpiecznymi czy nie – podkreśla szef biura Fundacji Heinricha Boella w Tunisie. Lecz także Tunezja boi się terrorystów spod znaku IS i także w Tunezji toczy się bardzo ożywiona dyskusja na temat powrotu islamistów z regionów kryzysowych. Dlatego też nie wiadomo, czy plany Angeli Merkel znajdą tam posłuch. Można się spodziewać, że sięgnie ona po argumenty natury ekonomicznej. 

Stephanie Hoeppner / Małgorzata Matzke

 

Reklama