Leszek Możdżer: mój umysł nie należy do mnie [WYWIAD] | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 28.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Leszek Możdżer: mój umysł nie należy do mnie [WYWIAD]

Skromny geniusz, sensualny wulkan. Dwutysięczną publiczność kolońskiej filharmonii spoił w jeden organizm, któremu swoją muzykę podawał jak tlen. Leszek Możdżer – demon czy anioł? I co go łączy z Niemcami?

Obejrzyj wideo 02:50
Teraz
02:50 min

Możdżer i Trio. Koncert w Kolonii [WIDEO]

DW: To nie jest twój pierwszy koncert w Niemczech. Lubisz tu grać?

Leszek Możdżer: To prawda, dość często tu gram. Mam podpisany kontrakt z tutejszą wytwórnią, więc jest to terytorium, na którym dość aktywnie się poruszam. Z Niemcami mam kontakt od czasów szkolnych. Pierwsze w życiu nagrania robiłem z Christofem Griese, Nickiem Scheuble, więc ten związek był bardzo bliski. Jednak dziś przed kolońską publicznością zagram ze szwedzkim kontrabasistą Larsem Danielssonem i izraelskim perkusistą Zoharem Fresco.

Czyli mieszanka dusz, światów i języków. A tak przy okazji – mówisz po niemiecku?

Dość słabo, aczkolwiek w sytuacjach koniecznych poradzę sobie (śmiech...). Przyznam szczerze, że chociaż jestem tu często i często spotykam się z niemieckimi przyjaciółmi, nie posiadłem tej umiejętności. Ale język to tylko język. Wolę muzykę. Muzyka jest językiem abstrakcyjnym i chociaż ma pewne swoje zasady gramatyki, jest czystą abstrakcją, wibrującym powietrzem. O wiele łatwiej jest mi wyrażać się w tym języku.

Podobno chowasz się za muzyką? Przed czym?

Tak, rzeczywiście tak powiedziałem w jednym z wywiadów. Mówiąc o tym, że chętnie się chowam za muzyką, żeby nie rozmawiać z ludźmi, miałem na myśli to, że każdy z nas jest wielokrotnie zmuszany do kurtuazji; do kontaktu z ludźmi, których nie rozumiemy, których nie odbieramy pozytywnie.

Ale Niemcy nie tworzą publiczności, do której musisz się wdzięczyć?

Ja chyba nigdy nie wdzięczyłem się do publiczności, ale staram się nawiązać z nią kontakt. To w pewnym sensie pozostałość z czasów szkolnych, kiedy raz na pół roku grało się przed komisją, która zawsze „wiedziała lepiej”. Został mi pewien rodzaj szacunku, ale i obawy, że słuchacze wiedzą wszystko na temat muzyki. Dużo więcej, niż ja.

A Niemcy to profani czy koneserzy?

Niemiecka publiczność ma sporą wiedzę na temat muzyki. Cały system koncertów abonamentowych, który tutaj świetnie funkcjonuje, sprawia, że ludzie naprawdę wiedzą, o co chodzi w muzyce i przychodzą na koncerty regularnie. I to się czuje.

Jak smakuje przywilej bycia pierwszym Polakiem na okładce niemieckiego prestiżowego magazynu „Jazzthetic”?

Rzeczywiście dostałem się na okładkę magazynu dla miłośników jazzu, natomiast powiedziałbym, że to bardziej zdjęcie mojej twarzy się tam dostało, a nie ja, nie moja muzyka.

... ale to o Tobie powiedziano, że dzięki Możdżerowi jazz cieszy sie taką estymą, jak muzyka klasyczna. Lubisz takie pochlebstwa?

(Uśmiech...) Powiem tak: każdy człowiek ma różne warstwy osobowości. Jedną z nich jest warstwa ego, które bardzo lubi komplementy i o nie zabiega. Ale są też inne warstwy, bardziej wyrafinowane, bardziej rozwinięte ewolucyjnie, przez co mniej zachłanne na komplementy, dobra materialne i posiadane terytoria. Bo pojawianie się na okładkach jest niczym innym, niż zagarnięciem jakiegoś terytorium. A odpowiadając na twoje pytanie: warstwa mojego ego jest z tego typu porównań bardzo zadowolona, jednak zdaję sobie sprawę, że to nie jest w życiu najważniejsze i staram się nie zwracać na nie uwagi. Szczerze powiedziawszy nawet nie widziałem okładki, o której mówisz.

Nie mówmy więc o Twojej twarzy, wróćmy dla muzyki: Dla kogo za chwilę zagrasz utwory m.in. z albumu „Polska”?

Zagram dla wszystkich, którzy przyjdą na koncert. Poprzez uprawianie muzyki czasami udaje mi się nawiązać kontakt z wyższymi warstwami świadomości, z informacjami, które nie do końca dotyczą wszystkiego, czym rozbrzmiewa nasze ciało na co dzień. Muzyka to kontakt z warstwami świadomości, które dotyczą wyższych pól informacji: pól harmonii, pół pełnego dostrojenia się i pól piękna przede wszystkim.

I to świetnie Ci sie udaje....A propos piękna i estetyki: kiedyś widziałam taki plakat w Niemczech: „Klasyka niemieckiej muzyki rozrywkowej, od Beethovena do Bohlena”. Do którego z nich jest Ci bliżej?

(Śmiech....) Ładne, ale o ile oczywiście rozmawiamy poważnie, to jest mi dużo bliżej do Beethovena, który przez to, że stracił słuch, rozmontował cały system tonalny. Udało mu się w swoich pracach pójść tak bardzo w abstrakcję w stosowaniu systemu tonalnego, że w zasadzie skręcił już w stronę atonalną, przez co dał fundament pod wszystko to, co wydarzyło się później w muzyce. Paradoksalnie musiał stracić słuch, aby działać tylko na polu wyobraźni.

Przejdź do strony 2 | Pełna wersja wywiadu

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat