Kryzys paliwowy na Krymie. Tak reagują mieszkańcy
15 czerwca 2026
Regularne ataki na infrastrukturę transportową na okupowanych przez Rosję terenach Ukrainy poważnie zakłócają szlaki zaopatrzeniowe prowadzące na anektowany Krym. Niedawno ukraińska armia zaatakowała mosty prowadzące na półwysep w kontrolowanej przez Rosję części obwodu chersońskiego. Rosyjscy przewoźnicy coraz częściej odmawiają kursów w kierunku Krymu, powołując się na ryzyko związane z bezpieczeństwem. Doprowadziło to do niedoborów paliwa na półwyspie. Już od końca maja benzyna trafia przede wszystkim do transportu publicznego oraz miejskich przedsiębiorstw komunikacyjnych.
Długie kolejki na stacjach benzynowych
W Sewastopolu, na stacjach sieci TES i Atan, od początku czerwca benzynę można kupić tylko po okazaniu kodu QR. Uprawnia on do zakupu maksymalnie 20 litrów paliwa i jest wydawany przez specjalnego bota w rosyjskiej aplikacji Max – nie częściej niż raz w tygodniu. Ograniczenia w sprzedaży paliwa dla klientów prywatnych obowiązują także w innych częściach anektowanego Krymu.
Nowe ograniczenia wywołują rosnące niezadowolenie wśród mieszkańców.W nagraniu wideo jedna z kobiet skarży się, że kody QR potrzebne do zakupu paliwa udostępniane są dopiero późnym wieczorem. – Dlaczego mam czekać do końca pracy? Ludzie próbują godzinami zdobyć kod, i dopiero potem mogą zatankować – mówi. Jak relacjonuje, niedobory paliwa zmusiły ją do chodzenia do pracy pieszo. Dodatkowym problemem jest transport publiczny, który w czasie alarmów lotniczych często przestaje działać. Kobieta przyznaje też, że spakowała już rzeczy i planuje z dziećmi opuścić Krym, by na kontynencie przeczekać najtrudniejszą fazę kryzysu.
Według źródeł DW obecna sytuacja na Krymie jest bezprecedensowa. – Na stacji benzynowej trzeba teraz stać sześć do ośmiu, a czasem nawet dziesięć godzin – mówi jeden z mieszkańców Symferopola. Coraz częściej pojawiają się też obawy, że niedobory paliwa mogą doprowadzić do problemów z zaopatrzeniem w żywność. W pierwszych dniach po wprowadzeniu ograniczeń w mediach społecznościowych pojawiały się doniesienia o pustych półkach w supermarketach, jednak mieszkańcy tłumaczą to głównie paniką i zakupami na zapas. „Teraz wszystko wróciło do normy” – można przeczytać na forach internetowych.
Sprzedaż na czarnym rynku
Mieszkańcy Krymu utworzyli tymczasem grupy w mediach społecznościowych, aby wymieniać się informacjami o czynnych stacjach benzynowych i dostępności paliwa. DW zidentyfikowała dwie takie grupy: czat na Telegramie liczący około 30 tys. członków oraz grupę na VKontakte z około 7 tys. użytkowników. Dyskusje w tych grupach koncentrują się głównie na tym, gdzie można zatankować, jak długie są kolejki i czy na stacjach w ogóle jest benzyna. Tematy polityczne pojawiają się sporadycznie i do wyjątków należy krytyka pod adresem władz regionalnych.
Jeszcze do niedawna w tych grupach regularnie pojawiały się ogłoszenia dotyczące sprzedaży paliwa i bonów na benzynę, jednak w ostatnich dniach ich liczba wyraźnie spadła. Jeden z członków czatu na Telegramie, który wcześniej oferował benzynę, relacjonuje, że grupie kierowców udało się przetransportować na półwysep około jednej tony paliwa. Jeszcze przed przejazdem przez Most Krymski z lądu od strony Rosji rozdzielili oni benzynę między kilka pojazdów. Obecnie obowiązuje przepis, zgodnie z którym przez most można transportować cysterną maksymalnie 100 litrów paliwa.
Według źródeł DW na Krymie paliwo na czarnym rynku osiąga ceny dwu i trzykrotnie wyższe od oficjalnych. W grupach czatowych mieszkańcy dzielą się również informacjami o stacjach, gdzie benzynę można wciąż jeszcze kupić za gotówkę. – Takie stacje istnieją, ale jest ich niewiele – mówi jeden z użytkowników.
Bezradni turyści
Z powodu niedoborów paliwa rezerwacje turystyczne na półwyspie spadły o 30–50 procent – podaje dziennik „Kommersant”, powołując się na dane systemu rezerwacji hoteli Travelline. Wynika z nich, że turyści coraz częściej wybierają inne kierunki na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego. Sytuację pogarszają także nowe ograniczenia w ruchu kolejowym. Zlikwidowano na Krym nocne połączenia pociągów dalekobieżnych, co dodatkowo utrudnia podróżowanie. Według turystów problematyczne jest nie tylko samo poruszanie się po Krymie, lecz również jego opuszczenie. – Stoimy w korku przy stacji benzynowej. Nie mamy wystarczająco paliwa, żeby wyjechać z półwyspu. Mamy w aucie trójkę dzieci i jesteśmy na skraju wyczerpania – mówi jedna z turystek.
Dla zmotoryzowanych turystów dostępne są wprawdzie specjalne bony paliwowe, ale obowiązują one tylko na określonych stacjach benzynowych.
Powściągliwe reakcje
Na pytania DW o politykę mieszkańcy Krymu reagowali bardzo powściągliwie. Jeden z nich, odnosząc się do ataków dronów, nie wymienił Ukrainy wprost, mówiąc jedynie o „drugiej stronie”. Na pytanie o przyszłość półwyspu odpowiedział krótko: „Czas pokaże, co będzie dalej”.
Trudno też ocenić nastroje panujące na Krymie. Według badania przeprowadzonego w 2024 roku przez krymski oddział Federalnego Centrum Badań Socjologicznych Rosyjskiej Akademii Nauk znaczna część respondentów pozytywnie oceniła sytuację społeczną i polityczną w regionie oraz wyraziła zaufanie do rosyjskich władz. W ocenie naukowców napięcia społeczne są stosunkowo niewielkie. Jednocześnie przeprowadzone ankiety ujawniły wyraźnie obawy związane z toczącymi się w pobliżu walkami oraz szeregiem nierozwiązanych problemów społecznych.
Do niezależnych badań opinii publicznej na Krymie DW nie udało się dotrzeć. Socjolożka Anna Kuleszowa tłumaczy, że dla wielu niezależnych badaczy półwysep stał się „białą plamą”, zarówno z powodu autocenzury respondentów, jak i dostępu do regionu badań. – Aby skłonić ludzi do rozmowy, potrzebne jest zaufanie, ale w sytuacji, gdy wszyscy są wobec siebie nieufni, trudno je zdobyć – tłumaczy ekspertka. Dodaje też, że niezależnym badaczom trudno jest pozyskać fundusze na takie badania poza granicami Rosji oraz zorganizować je pod względem technicznym tak, by nie narażać respondentów na niebezpieczeństwo.
Szanse na przełom?
Zdaniem politologa Dmitrija Oreszkina krytyczne nastroje w społeczeństwie rosyjskim mają niewielki wpływ na kierunki rozwoju polityki Kremla. Znacznie ważniejsze są nastroje wśród rosyjskich elit. – Dla Władimira Putina katastrofa zacznie się wtedy, gdy jakaś część elit uzna, że w tej wojnie ma znacznie więcej do stracenia niż do zyskania – mówi ekspert w rozmowie z DW. Dopiero wówczas mogłoby dojść do politycznego zwrotu – uważa Oreszkin. Według politologa nasilenie ukraińskich ataków będzie coraz silniej wpływać na rosyjską gospodarkę, sytuację demograficzną oraz zdolność rosyjskich władz do utrzymania kontroli nad zajętymi ukraińskimi terytoriami.
Ekspert nie wyklucza również, że w przypadku dalszego pogorszenia się sytuacji Kreml mógłby uciec się do bardziej agresywnej retoryki nuklearnej. Jego zdaniem rosyjskie elity nie są jednak obecnie gotowe na otwartą konfrontację z prezydentem i traktują takie groźby przede wszystkim jako środek wywierania presji na Zachód. – Kiedy zrozumieją, że albo odsuną go od władzy, albo on odsunie ich, wtedy dojdzie do kryzysu – uważa Oreszkin.
Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>