Koronawirus i uchodźcy. Jak Ateny wykorzystują kryzys | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 02.04.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Koronawirus i uchodźcy. Jak Ateny wykorzystują kryzys

Koronawirus określa dziś kurs polityki wobec uchodźców w Grecji. Podczas gdy Erdogan musiał odpuścić próbę szantażu na granicy, Ateny wykorzystują epidemię, by przeforsować własną politykę.

Wolontariusze rozdzielają maseczki w obozie Moria

Wolontariusze rozdzielają maseczki w obozie Moria

- Teraz jest spokojnie. "Nielegalni imigranci" zostali odesłani z powrotem - relacjonuje Stavros Tsamalidis, burmistrz Kastanies. Ta mała miejscowość na grecko-tureckim pograniczu aż do wybuchu epidemii koronawirusa znajdowała się w centrum uwagi światowej opinii publicznej. Po tym, jak Turcja pod koniec lutego otworzyła granice do Grecji, tysiące migrantów zebrało się wzdłuż pasa granicznego w nadziei na przedostanie się do Europy. Teraz jednak na ziemi niczyjej między Europą a Turcją jest spokojnie. - Spalili namioty - opowiada Tsamadis - dlaczego wywieźli nagle imigrantów, nie wiadomo. Może z powodu koronawiris, a może dlatego, że Erdogan się zmęczył i chciał przejść do kolejnej sceny.

BND: sterowana akcja

Kastanies to spokojna mieścina. Tureccy turyści zaglądają tu, by zjeść lub kupić alkohol, który pod rządami Erdogana mocno podrożał. W opinii Tsamalidisa relacje między obu państwami są w głębokim kryzysie. - Będzie trudno po tych ostrych zajściach przejść nad tym do porządku dziennego. Jednak oczywiście nasi przyjaciele po drugiej stronie granicy pozostaną naszymi przyjaciółmi. Nie mamy problemu w relacjach międzyludzkich.

Najwidoczniej nieufność po greckiej stronie wobec nagłego naporu uchodźców na granicę była uzasadniona. Według mediów, niemiecki wywiad BND jest przekonany, że to Ankara sterowała całą akcją. Tymi samymi autobusami, którymi przywieziono migrantów na granicę, odwieziono ich do Edirne po tureckiej stronie granicy. Bardziej na północ, na pograniczu turecko-bułgarskim, panował spokój. Erdogan najwyraźniej za cel obrał sobie Greków. Możliwe, że liczył na to, że podsyci nacjonalistyczne nastroje w Grecji i doprowadzi do eskalacji na wyspach, gdzie sytuacja jest krytyczna; zaszantażuje Europę falą uchodźców. Celem tych działań było zmuszenie NATO do interwencji w Syrii.

Zainteresowanie światowych mediów gwarantowało mu stosowny rozgłos. Doszło do napięć między tureckim a greckim wojskiem. Aż koronawirus przekreślił wszystko. Reporterzy odjechali, a turecki prezydent został skonfrontowany z porażką. Wirus rozwiązał sytuację na grecko-tureckim pograniczu - przynajmniej na razie.    

Obejrzyj wideo 00:43

Ponad 600 uchodźców czeka na deportację z Grecji

                       

Bez poprawy na wyspach

W Turcji przebywa oficjalnie około czterech milionów uchodźców, nieoficjalnie o wiele więcej. W Grecji znajduje się obecnie około 400 tys. osób ubiegających się o azyl. 41 tys. z nich przebywa na wyspach Lesbos, Samos, Chios, Leros i Kos. Jedną z nich jest 20-letnia Somaya z Afganistanu. Mieszka w oficjalnym obozie dla uchodźców w solidnej kwaterze. Tylko niewielu ma tutaj taki luksus. Wokół obozu powstało postapokaliptyczne siedlisko z namiotów, tak zwana dżungla. Tutaj, w namiotach i szałasach z kartonu mieszka większość z 21 tys. migrantów na Lesbos. - Obecnie jest bardzo zimno. Zycie jest ciężkie. Dużo padało - opowiada Somaya.

Wielu azylantów boi się wirusa. - Brakuje nam wody i uchodźcy nie wiedzą co się dzieje. Czy można zarazić się wirusem? Niepokoję się - dodaje. Jednak Somaya sama chce pomagać i wspiera jako wolontariuszka duńską organizację pomocową "Team Humanity". W "Centrum Nadziei i Pokoju" rozdziela jedzenie i odzież. Ale i tutaj ważnym tematem jest korona. Na własną rękę szyje się tu maski i rozdziela w obozie. Rozprowadzane jest mydło i ulotki z instrukcjami. 

obóz Moria

Wielu uchodźców boi się dziś wirusa. Na zdjęciu obóz Moria

Więcej słów niż czynów

Dwa tygodnie temu Ateny w związku z epidemią koronawirusa wydały 12-punktowe zarządzenie dla obozów dla uchodźców. Zawieszono wizyty i życie w ramach obozu. Mieszkańcy mogą poruszać się po nim tylko jeśli jest to konieczne. Zakupy poza terenem obozu może dokonywać tylko jeden z członków rodziny. Do sklepów dowozi ich policja. Od godz. 19 obowiązuje zakaz opuszczania kwater. Zarządzenie zabrania też uchodźcom korzystania z bankomatów w okolicznych wsiach. Zapowiedziano zainstalowanie bankomatu na terenie obozu. Kiedy - nie wiadomo.

Jedno z zarządzeń zobowiązuje azylantów do przestrzegania higieny. Apostolos Veizeis z organizacji "Lekarze bez Granic" ma jednak spore wątpliwości. - Wszystko jest przepełnione. To idealne warunki do rozprzestrzeniania się Covid-19. Od miesięcy nie wywozi się śmieci. 1300 osób dzieli jeden kran. Wielu nie ma dostępu do bieżącej wody, prądu czy toalet i zaspokaja swoje potrzeby pod gołym niebem. 

Własnego wyrobu maski mają zapobiec zarażeniom w obozie Moria

Własnego wyrobu maski mają zapobiec zarażeniom w obozie Moria

Polityczna kalkulacja kosztem uchodźców?

Grecki rząd nie chce się wypowiadać. Po kilkakrotnych zapytaniach, w jaki sposób realizowane są wspomniane zarządzenia i czy są robione testy na koronawirusa, DW przesłano jedynie opublikowane już wcześniej zarządzenia.

Apostolos Veizeis uważa to za hipokryzję. Zarządzenia w sprawie koronawirusa zostały wydane jedynie dla ochrony lokalnej ludności i dyskryminują one uchodźców w obozach, w których i tak są pozbawieni ochrony. Szczególnie narażeni powinni zostać ewakuowani. Na całej wyspie Lesbos jest pięć łóżek z respiratorami, na Samos - dwa. Trzech lekarzy z ministerstwa zdrowia opiekuje się 20 tys. osób, nie mając do dyspozycji prawie żadnych lekarstw ani wyposażenia.

Veizeis przypuszcza, że grecki rząd chce wykorzystać wirusa do celów politycznych. - Jeśli mówią, że nadszedł czas, żeby być ostrożnym i najlepszym rozwiązaniem jest ulokowanie uchodźców w zamkniętych ośrodkach, to po to, żeby zrealizować wreszcie tę koncepcję - mówi lekarz. Dotychczas organizacje ochrony praw człowieka i Bruksela ostro krytykowały Grecję za takie działanie. I podczas gdy na pograniczu turecko-greckim wirus pociągnął za hamulec awaryjny, w kwestii uchodźców na wyspach Ateny zdają się stawiać na eskalację. Jak dotąd oficjalnie nie zdiagnozowano jeszcze żadnego przypadku Covid-19 w obozach dla uchodźców. Doktor Veizeis jest jednak pewien: - Jeśli wirus pojawi się w obozach, będzie to katastrofa. 

Redakcja poleca

Reklama