Konferencja klimatyczna COP23 w Bonn | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 06.11.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Konferencja klimatyczna COP23 w Bonn

W poniedziałek 6 października rozpoczyna się w Bonn ramowa konwencja Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Przewodniczy jej małe państwo wyspiarskie Fidżi, szczególnie zagrożone ociepleniem klimatu.

ICE-Sonderzug Train to Bonn zur 23. UN-Klimakonferenz (picture alliance/dpa/M. Gambarini)

Pociąg specjalny Deutsche Bahn wiozący 250 uczestników COP23 do Bonn

W 23 konferencji klimatycznej ONZ w Bonn uczestniczy ponad 20 tys. polityków, dziennikarzy i ekologów ze 190 państw z całego świata. Przewodniczy jej Fidżi, małe państwo wyspiarskie, należące do najbardziej narażonych wskutek stałego podnoszenia się poziomu morza.

Pełnomocniczka Rady Kościelnej Pacyfiku ds. Klimatu w Republice Fidżi, Frances Namoumou, obawia się, że wyspiarskie państwo może zostać w dużym stopniu zalane przez wody Oceanu Spokojnego, jeśli nie uda się zrealizować głównego celu konferencji klimatycznej w Paryżu z 2015 roku. Jest nim, jak wiadomo, ograniczenie globalnego wzrostu temperatury do "znacznie poniżej 2° C", a najlepiej do 1.5 ° C, przy czym już teraz przyjmuje się, że nawet ten drugi cel jest niedostateczny przy obecnym poziomie emisji.

ICE-Sonderzug Train to Bonn zur 23. UN-Klimakonferenz (picture alliance/dpa/M. Gambarini)

Minister środowiska Barbara Hendriks (pierwsza z prawej) i szef Deutsche Bahn Richard Lutz

- Jest to dla nas zasadnicza różnica. Utrzymanie globalnego ocieplenia na poziomie dwóch stopni Celsjusza oznacza dla nas wyrok śmierci bo zostaniemy zalani - mówi Namoumou, która sama musiała wyprowadzić się z rodzinnej wioski rybackiej, liczącej ok. 200 mieszkańców, na wyżej położony teren. Wszyscy są tam wprawdzie bezpieczni, ale utracili swą "małą ojczyznę" i nie mogą już zajmować się dłużej rybołówstwem, będącym dla nich od pokoleń głównym źródłem utrzymania. "To smutne, ale nic na to nie poradzimy", dodaje.

Za pięć dwunasta, czy już pięć po?

Niekorzystne zmiany klimatyczne na Ziemi są dziś już tak daleko posunięte, że Wyspy Fidżi można uratować przed zalaniem tylko pod warunkiem ograniczenia globalnego wzrostu temperatury do maksymalnie 1.5 ° C. Trudno w tej chwili przewidzieć, czy uczestnicy COP23 w Bonn zgodzą się na tak ambitny cel.

Frances Namoumou, Klimabeauftragte des Pazifischen Kirchenrates aus Fidschi (DW/J. Thurau)

Frances Namoumou dzieli się z reporterem DW obawami o przyszłość Wysp Fidżi

Można mieć co do tego wątpliwości, tym bardziej, że postanowienia z Paryża sprowadzają się w praktyce do tolerowania globalnego ocieplenia na średnim poziomie trzech stopni Celsjusza. Tak czy inaczej oddanie prezydencji COP23 Fidżi daje temu państwu szansę zwrócenia uwagi świata na nadzwyczaj trudną sytuację małych państw wyspiarskich na Południowym Pacyfiku.

Hendricks: diabeł tkwi w szczegółach

Niemiecka minister ochrony środowiska Barbara Hendricks doskonale sobie z tego zdaje sprawę. Przypomina, że w Paryżu  zgodzono się na ograniczenie globalnego wzrostu temperatury do znacznie poniżej 2° C, "my zaś powinniśmy zdobyć się na odwagę osiągnięcia bardziej ambitnego celu, jakim byłaby granica 1,5° C. Państwa wyspiarskie na Pacyfiku mają absolutną rację, kiedy twierdzą, że inne państwa, a zwłaszcza północne, powinny zrobić dla nich dużo więcej".

W rozmowie z Deutsche Welle minister Hendricks przyznała, że konferencja w Bonn zakończy się sukcesem "jeśli jej uczestniczy zgodzą się na wspólne zasady osiągania celów klimatycznych, wyznaczonych na okres po roku 2020". Chodzi tu przede wszystkim o konkretne sposoby, obowiązujące poszczególne państwa, które obiecały w Paryżu, że ograniczą emisję gazów cieplarnianych. Tymczasem, jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach i część z nich albo się z nich teraz wycofuje, albo wskazuje na najrozmaitsze trudności, którym muszą stawić czoło.

Jens Thurau / Andrzej Pawlak

Reklama