Komentarz: Walka o las Hambach jest walką o przyszłość | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 18.09.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Komentarz: Walka o las Hambach jest walką o przyszłość

Co jest dla nas ważniejsze: krótkofalowy zysk czy długofalowa korzyść dla wszystkich? Właśnie o tę decyzję, która ukształtuje też przyszłą politykę energetyczną w Niemczech, toczy się walka w lesie Hambach. KOMENTARZ

Może dotarły do Was doniesienia o tym, co się dzieje w lesie Hambach, zaledwie 50 km od gmachu DW w Bonn.

Jeżeli tak, to wiecie, że od wielu dni policja robi wszystko, żeby usunąć grupę aktywistów, którzy od lat okupują tam drzewa. Tym, czego mogliście się Państwo nie dowiedzieć z dotychczasowych relacji w mediach, jest głębokie znaczenie rezultatu tego konfliktu – dla przyszłości niemieckiej polityki energetycznej, ale i dla ochrony klimatu na świecie.

Koncern energetyczny RWE eksploatuje na zachodzie Niemiec trzy kopalnie węgla brunatnego. Największą z nich jest Hambach. Od jej otwarcia w 1978 r. RWE ją powiększał, równolegle ze wzrostem zysków. Jeżeli wydobycie węgla miałoby się utrzymać na dotychczasowym poziomie, złoża wystarczą jeszcze tylko na jakieś 40 lat. Na skraju już teraz gigantycznej dziury zachowało się jeszcze parę hektarów lasu – opłakane resztki dumnego niegdyś lasu Hambach.

Życie na drzewach

Od 2012 roku aktywiści żyją w zbudowanych przez siebie domkach w koronach drzew. Teren należy wprawdzie do koncernu RWE, który miałby tym samym prawo ścięcia drzew, ale właśnie temu chcą zapobiec ekolodzy.

Sonya Diehn jest szefową zespołu redakcyjnego DW „Środowisko naturalne”

Sonya Diehn jest szefową zespołu redakcyjnego DW „Środowisko naturalne”

Dziś, jak się wydaje, nadeszła decydująca chwila. Godzina zero, kiedy ma się rozpocząć karczowanie resztek lasu, została wyznaczona na połowę października. Termin ten irytuje nie tylko aktywistów. Bo też dopiero kilka miesięcy temu Niemcy powołały do życia specjalną komisję, która do końca roku ma zalecić, kiedy najpóźniej Niemcy mają całkowicie pożegnać się z węglem. Węgiel brunatny jest w końcu najbrudniejszym z paliw kopalnych, a Niemcy, które uchodziły wcześniej za wzór przechodzenia na odnawialne źródła energii, wiedzą, że muszą zrezygnować z węgla, jeżeli chcą na dłuższą metę chronić klimat.

Tyle, że jeżeli chodzi o energię, Niemcy są schizofreniczne. Wcześniej kraj postawił przed sobą ambitny cel zredukowania emisji CO2 i w minionych dziesięcioleciach był zdecydowany przestawić swój mix energetyczny na odnawialne alternatywy.

Aktywiści od lat żyją na drzewach lasu Hambach (Reuters/W. Rattay)

Aktywiści od lat żyją na drzewach lasu Hambach

Ale w ostatnich latach rząd w Berlinie uległ naciskowi lobby węglowego i przystopował pożegnanie z węglem. Jest to jednak pozbawione sensu, jeżeli zważyć, że odejście od węgla jest nieuniknione, a energia odnawialna będzie wkrótce najtańszym źródłem prądu. Do tego dochodzi jeszcze jedno: gdyby RWE miał wyeksploatować całe złoże Hambach i spalić pozyskany węgiel w swoich kotłowniach, przekroczyłoby to cały, przewidziany dla Niemiec budżet emisji CO2.

Decydujący zrwot

W walce o las Hambach chodzi zatem o zasadniczą kwestię: co jest ważniejsze – krótkofalowy zysk, czy długofalowa korzyść dla wszystkich?

Podjęta decyzja ukształtuje całą przyszłość niemieckiej polityki energetycznej: jeżeli las zostanie ścięty a węgiel spalony, będzie to wyraźnym sygnałem, że dotychczasowe „buisness as usual” będzie kontynuowane – Niemcy będą przekraczały limity emisji CO2 i wnosiły niebagatelny wkład w zmiany klimatyczne. Jeżeli jednak las przetrwa, a tym samym węgiel pozostanie w ziemi, mogłoby to oznaczać prawdziwy przełom w historii niemieckiej polityki energetycznej.

Aktywiści w domkach w koronach drzew wyszukali sobie zatem potężnego przeciwnika: przyzwyczajenie. Większość z nich jest pokojowo nastawionymi idealistami, którzy walczą o to, co uważają za słuszne. Kochają przyrodę i podkreślają, jak wartościowy i różnorodny jest zajęty przez nich las. A las Hambach jest tak cenny, bo jest cichym przypomnieniem dawnych puszczy, które pokrywały niegdyś Niemcy i większość Europy.

Nietknięta przyroda czy katastrofa klimatyczna?

Co jako społeczeństwo bardziej sobie cenimy i co chcemy mieć w przyszłości: nietkniętą przyrodę i zrównoważony rozwój, czy zyski z paliw kopalnianych i katastrofę klimatyczną? Na tym polega sedno sporu.

Zwolennicy RWE argumentują, że jeżeli nie będzie można eksploatować węgla, znikną tysiące miejsc pracy. Ale ile zostanie utraconych miejsc pracy, miliardów euro, istnień, jeżeli zmiana klimatu będzie następowała z tą samą siłą, co dzisiaj? Tegoroczne skrajne lato w Europie, które w samych Niemczech przyniosło stratę jednej trzeciej plonów, jest tylko przedsmakiem tego, co nas czeka, jeżeli nic się nie zmieni.

Inni wskazują, że aktywiści w lesie Hambach nielegalnie zajmują własność RWE. Ale tylko dlatego, że coś jest nielegalne, nie znaczy, że jest niesłuszne z moralnego punktu widzenia. Jeszcze do 1964 roku segregacja rasowa była w USA chroniona prawem. Gdyby nikt się jej nie sprzeciwiał, istniałaby przypuszczalnie do dzisiaj.

Jakaś sprawa nie jest automatycznie słuszna tylko dlatego, że jest legalna. Byłoby słuszne pod względem moralnym, gdyby niemiecki rząd interweniował i uniemożliwił RWE zniszczenie lasu Hambach i spalenie węgla brunatnego. To byłby sygnał dla świata! Nadszedł mianowicie czas, by bronić się przed hegemonią paliw kopalnych i nareszcie poprowadzić naszą gospodarkę energetyczną w zrównoważoną przyszłość.

 

Redakcja poleca

Reklama