Komentarz: Twierdza Putina | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 07.12.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Twierdza Putina

Rosyjski prezydent ponownie startuje w wyborach prezydenckich w 2018 r. i będzie wybrany. Putin ma jednak problem. Dlatego należy się spodziewać powrotu antyzachodniej retoryki – uważa Ingo Mannteufel.

To, że Władimir Putin jeszcze raz kandyduje w wyborach prezydenckich, nie zaskakuje. Nie zdziwi też, jeśli zostanie zwycięzcą tego przewidzianego na wiosnę 2018 r. spektaklu.

Kolejna kadencja, już czwarta z kolei, potrwa do 2024 r. Putin będzie miał 74 lata. Jeśli tak się stanie, to można będzie powiedzieć, że rządził Rosją przez całe ćwierć wieku. Czy na tym się skończy, tego nikt nie wie. Jedną z osobliwości systemu politycznego w Rosji jest bowiem też to, że kwestie, czy Putin weźmie udział w wyborach i czy będzie ich zwycięzcą naprawdę nie są ekscytujące.

Dozwoleni tylko pseudokonkurenci

Kreml stworzył w sieci skuteczny system manipulowania wyborami. Przeciwko Putinowi mogą kandydować tylko wybrani konkurenci, w gruncie rzeczy zupełnie bez szans na zwycięstwo. Wśród nich są tym razem prawdziwe polityczne dinozaury jak Gennadij Ziuganow czy spokojny liberał Grigorij Jawlinski. Wszystko bezbarwne i zużyte postacie, które rzeczywiście w Rosji już nikogo nie rzucają na kolana.

Ingo Mannteufel, szef rosyjskiej sekcji Deutsche Welle

Ingo Mannteufel, szef rosyjskiej sekcji Deutsche Welle

Ponieważ nawet Kremlowi zbyt powszednie wydawało się „zwycięstwo" Putina przeciwko tej starej gwardii z 1990 roku, więc wyczarował z kapelusza celebrytkę Ksenię Sobczak, rosyjską Paris Hilton.

Jest ona córką Anatolija Sobczaka, byłego burmistrza St. Petersburga i dawnego szefa Putina. Dlatego Putin zna ją jeszcze jako dziecko. Jeśli przesadzi ona ze swoją retoryką w kampanii wyborczej, Putin będzie wiedział, jak to przyjąć po ojcowsku. Kreml ma więc wszystko pod kontrolą.

Jedynego kandydata, z którym musiał się liczyć - Aleksieja Nawalnego – już dawno przed wyborami uziemiono przy pomocy błahych orzeczeń sądowych. Przy czym nie należy przeceniać sprawy. Nawet gdyby Nawalny przystąpił jako kandydat do wyborów, Kreml ma w mediach publicznych kontrolę nad wszystkim.

Ale to było Kremlowi zbyt ryzykowne. Już wybory burmistrzów w 2013 r. pokazały, że Nawalny ma ogromny potencjał polityczny i może przyćmić aurę zwycięskiego Putina.

Demobilizacja kontra aklamacja

Kreml ma teraz inny dylemat. Aby umocnić swoją pozycję, Kreml od lat prowadzi celową demobilizację polityczną i zapobiega w ten sposób tworzeniu struktur politycznej opozycji.

Prezydent Władimir Putin potwierdził w środę (6.12.17) na spotkaniu z załogą Gorkowskich Zakładów Samochodowych w Niżnym Nowogrodzie, że będzie startował w wyborach prezydenckich w 2018 r.(picture-alliance/TASS/M. Metzel)

Prezydent Władimir Putin potwierdził w środę (6.12.17) na spotkaniu z załogą Gorkowskich Zakładów Samochodowych w Niżnym Nowogrodzie, że będzie startował w wyborach prezydenckich w 2018 r.

Odbywa się to na wszystkie możliwe sposoby: poprzez pozyskiwanie osób, ich wykluczanie lub represje. W wyniku tego rosyjskie społeczeństwo tkwi w kompleksowej, politycznej apatii, a to zapewnia władzę Putinowi i jego elitom. Wybory sprzed roku do rosyjskiego parlamentu pokazały, dokąd to wszystko wiedzie. Ludzie – przeważnie w wielkich miastach - nie idą po prostu do wyborów. Ale to właśnie takiej reakcji obawia się Kreml. Odebrałaby ona prezydenturze Putina zasadność i niezbędną afirmację władzy przekazanej mu przez naród – nawet jeśliby otrzymał w pierwszej turze głosowania większość dwóch trzecich głosów.

Dlatego Kreml w najbliższych miesiącach chce na krótko politycznie zmobilizować apatyczne społeczeństwo Rosji, nie uruchamiając jednak trwale prawdziwej wewnątrzrosyjskiej rywalizacji. Wszystko wskazuje na to, że stratedzy Kremla znaleźli rozwiązanie dla swego dylematu w przekazie o „Rosji jako oblężonej twierdzy”. Według tego Rosja jest zagrożona przez „wrogów zewnętrznych" – przez liberalny Zachód w tym samym stopniu co przez islamskie południe i wschód, przez konspiratorski Międzynarodowy Komitet Olimpijski i przez zagraniczne media.

Dlatego nie wolno się dziwić, jeśli za chwilę zaostrzy się antyzachodnia retoryka Moskwy, a nawet rosyjska polityka stanie się bardziej agresywna wobec całego świata. Zachód powinien zachować spokój i roztropność. Nie powinien reagować na celowe prowokacje, które służą tylko doraźnemu celowi –zapewnieniu w wyborach wysokiej frekwencji, która będzie wyrazem aprobaty dla wyboru Putina na kolejną kadencję.

Po wyborach jest przed wyborami

Po wyborze Putina w 2018 r. na kolejną kadencję znów pojawi się w Rosji trend do politycznej demobilizacji rosyjskiego społeczeństwa. Najpóźniej do Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej złagodnieje też antyzachodnia postawa Kremla. A potem polityczne elity będą sobie zadawały pytania: co będzie po 2024 roku? Czy Putin przygotuje swego prawdziwego następcę na wybory w 2024 r., czy też zechce znów samodzielnie trzymać stery w rękach? W tym celu musiałby jednak zmienić konstytucję. Ale wtedy nie byłoby żadną niespodzianką, jeśli Putin ogłosiłby się dożywotnim prezydentem-carem. Wtedy Kreml pozbyłby się dylematu mobilizacji na krótki czas rosyjskiego społeczeństwa na odbywające się co sześć lat wybory prezydenckie.

Ingo Mannteufel       

 

Redakcja poleca

Reklama