Komentarz: Rewolucja na francuskiej scenie politycznej | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 12.06.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Rewolucja na francuskiej scenie politycznej

Prezydent Macron sięga po większość w parlamencie. Stare partie zostają zepchnięte na margines. To rewolucja na politycznej scenie Francji.

Inaczej niż w Wielkiej Brytanii prognozy francuskich sondażowni sprawdziły się – nowy prezydent Francji Emmanuel Macron jest na drodze do zdobycia zdecydowanej, a może nawet przytłaczającej, większości mandatów w parlamencie. Jego sukces przyćmił wszelkie oczekiwania. Jeszcze nigdy w zachodniej demokracji jeden człowiek i stworzona przez niego ad hoc partia nie osiągnęły tak wielkiego sukcesu w tak krótkim czasie.

Macronmania

Francuzi mieli zaledwie cztery tygodnie na to, by przyjrzeć się swojemu młodemu prezydentowi w trakcie sprawowania urzędu. Jego polityczny instynkt i zmysł orientacji sprawiają wrażenie, jakby miał doświadczenie mierzone w dekadach. Aż trudno uwierzyć, że ten polityczny nowicjusz już za pierwszym razem z taką swobodą i pewnością siebie ściskał zarówno dłonie prezydenta Trumpa jak i  władcy Kremla Władimira Putina.

A riposta Macrona na Twitterze (a jakżeby inaczej) na wypowiedź prezydenta USA o wycofaniu się z paryskiego porozumienia klimatycznego znakomicie oddała nastroje internautów – "Make our planet great again". Ta trawestacja wyborczego sloganu Trumpa pobiła dzienny rekord odsłon. Tylko pogratulować prezydentowi Macronowi współpracowników obsługujących media społecznościowe.

Francuzi przyjrzeli się w ciągu tych tygodni Macronowi i jak się wydaje, to, co zobaczyli, spodobało im się. Wokół jego udanych wystąpień na arenie międzynarodowej powstała prawdziwa Macronmania. Zaufaniem obdarzyły go zarówno rynki finansowe, jak i niemiecka kanclerz, a teraz ogromnego kredytu zaufania udzielił mu jego własny naród.

Prawdziwa walka dopiero się zaczyna

Ale po tym złotym deszczu, który zrosił skronie Macrona po marnych latach prezydentury Francois Hollande'a zaczyna się codzienność. Potrzebne mu będą szybkie sukcesy, przede wszystkim na rynku pracy. I potrzebować będzie pomocy niemieckiego rządu, by rozluźnić finansowe okowy strefy euro.

Obejrzyj wideo 01:21
Teraz
01:21 min

"Macronaparte" i "macronmania" - powyborcze komentarze niemieckiej prasy

Bo to, do czego zabiera się Emmanuel Macron to nic innego jak całościowa reforma zmurszałego francuskiego państwa: podatków, edukacji, administracji, wymiaru sprawiedliwości i sytuacji na przedmieściach wielkich miast. Prezydent ma przed sobą dziesiątki politycznych placów budów. Będzie musiał udowodnić, że jest nie tylko czarujący i błyskotliwy w obejściu ze swoimi zagranicznymi kolegami, ale że potrafi być wytrwały – nie pozwoli się zastraszyć lewicującym związkom zawodowym i konsekwentnie przeprowadzić do końca swoje plany.

Polityczna codzienność w Paryżu będzie w najbliższych latach mniej efektowna za to o wiele bardziej twarda i brutalna. W drugiej turze wyborów w nadchodzącą niedzielę Macron osiągnie wielki sukces – ale tak naprawdę dopiero wtedy rozpocznie się prawdziwa walka.

Gen rewolucji 

Tradycyjne partie francuskiego establishmentu z prawa i lewa zostały zepchnięte na margines jak zbita w środku tafla szkła. Liczba mandatów socjalistów zmaleje z kilkuset do kilkudziesięciu. Tak wygląda totalna klęska. W defensywie znalazła się też Marine Le Pen i jej Front National – po wzlocie w kampanii prezydenckiej jej partia nie będzie miała w parlamencie nawet na tyle mandatów, by stworzyć klub poselski. Z marzeń o władzę pozostanie kilku krzykaczy w tylnych rzędach.

Skrajna lewica zostanie zredukowana do tych kilku posłów, których miała od dawien dawna. Ale wielkimi przegranymi są także konserwatyści. Podczas gdy jeszcze cztery tygodnie temu marzyli o większości parlamentarnej, która miałaby zarzucić Macronowi cugle i zmusić go do kohabitacji, teraz przypadła im już tylko rola największej partii opozycyjnej. Przed nimi głęboki kryzys tożsamości.

Ta rewolucja na politycznej scenie we Francji jest zadziwiająca i w pewnym sensie ożywcza – pojawi się mnóstwo nowych młodych twarzy, wiele kobiet, przedstawicieli gospodarki i społeczeństwa obywatelskiego.

Francuzi najwidoczniej mają w sobie coś, co każe im co sto lat dokonywać jakiejś większej lub mniejszej rewolucji. To z jednej strony wyzwalające, a z drugiej nie pozbawione zagrożeń. Emmanuel Macron musi teraz stąpać obiema nogami po ziemi, dużo słuchać, ciężko pracować i nie spocząć na laurach. Otrzymał ogromny kredyt zaufania i musi teraz udowodnić co potrafi. Opozycja jest słaba i nie ma prawie nic do zaoferowania. Dopiero teraz tak naprawdę okaże się, na ile dorosły i na ile mądry jest rzeczywiście ten młody prezydent.

Barbara Wesel


tłum. Bartosz Dudek

Audio i wideo na ten temat