Komentarz: Ostatnie zwycięstwo Merkel | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 26.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Ostatnie zwycięstwo Merkel

Nawet, jeżeli CDU wyszła z wyborów jako najsilniejsza partia, koniecznie musi pomyśleć o swojej obsadzie personalnej w przyszłości.

Angela Merkel w niedzielnych wyborach poniosła sromotną klęskę, ale wygląda na to, jakby to przesłanie jeszcze nie do wszystkich dotarło. Już w wieczór wyborczy, wobec frenetycznego entuzjazmu młodzieżówki CDU w centrali partyjnej w Berlinie, wielu widzów przed telewizorami z pewną irytacją zadawało sobie pytanie, co ci ludzie brali. Potem można było obejrzeć stoickie stwierdzenie kanclerz Merkel na konferencji prasowej w Berlinie w poniedziałek, że ona naprawdę nie wie, co powinna była robić inaczej. Bardzo możliwe, że to do tej wypaczonej percepcji rzeczywistości przyczyniły się wylewne gratulacje od Jean-Claude'a Junckera i Emmanuela Macrona, jakie nadeszły na ręce Angeli Merkel. Obydwaj politycy powinni chyba wiedzieć, że Niemcy w niedzielę – zgodnie z konstytucją RFN – dokonali wyboru swojego nowego parlamentu, a nie kanclerz Merkel.

Kwadratura koła

Angela Merkel, żeby pozostać kanclerzem, jak przez ostatnie 12 lat, musi teraz ukuć koalicję z CDU, CSU, FDP i Zielonych, bo socjaldemokraci nie są już do dyspozycji jako partner koalicyjny. Lecz teraz dokładnie widać, że będzie to istna kwadratura koła. Co jeszcze ważniejsze – o ile AfD do tego czasu sama się nie zdemontuje, bo zapowiedź wystąpienia z partii jej przewodniczącej Frauke Petry daje już tego przedsmak – koalicja tych czterech partii byłaby znakomitym programem wzmacniającym prawicowych populistów w następnych wyborach powszechnych. Tak daleko sprawy jednak nie zajdą, bo o to zadba już bawarska CSU.

Steiner Felix Kommentarbild App

Felix Steiner: Niemcy wybrali nowy parlament, ale nie kanclerz Merkel

Jej porażka wyborcza była bowiem jeszcze boleśniejsza niż partii CDU w pozostałych Niemczech. Dlatego na polityków w Monachium w niedzielę wyborczą padł blady strach przed utratą absolutnej większości w wyborach landowych, które odbędą się za rok. Pomimo że szef CSU Horst Seehofer nigdzie nie kandydował, został i tak ostro ukarany. Co prawda zarzucał on szefowej niemieckiego rządu świadome łamanie prawa, ale nie był w stanie przeforsować swojego uporczywie powtarzanego, kategorycznego żądania wprowadzenia górnego limitu przyjmowanych uchodźców, ale teraz powinien wystąpić z tej koalicji, a nie krótko przed wyborami znowu kłaść uszy po sobie. Przynajmniej wtedy nie będzie można się dziwić, że AfD zdobędzie jeszcze więcej głosów.

Ale Seehofer opornie przyswaja nową wiedzę: teraz chce jednoznacznie określić stanowisko partii i zamknąć prawą flankę. I to w koalicji z Zielonymi i FDP. Dobry żart!

Głupio tylko, że Angela Merkel w wielkiej koalicji ostatniej kadencji, mając większość dwóch trzecich w Bundestagu, mogła bez problemu przeboleć utratę Bawarczyków, a teraz jest skazana na nich jako koalicjanta dla utrzymania większości. Czyli wszyscy będą teraz trąbić, jak bardzo przejmują się losem państwa, będą ogłaszać swoją gotowość do przejęcia odpowiedzialności, prowadzić długie rozmowy sondujące i jeszcze dłuższe negocjacje koalicyjne, ale koniec końców bez żadnego rezultatu.

Furtka Martina Schulza

I co potem? Zanim zaryzykuje się kompletnie nieprzewidywalne nowe wybory, ktoś w CDU na pewno przypomni sobie słowa Martina Schulza z wyborczej niedzieli i powyborczego poniedziałku: „SPD nie wejdzie w żadną nową koalicję z Angelą Merkel na czele”. Szczwany lis Schulz, przechodząc do opozycji, zostawił sobie jeszcze małą furtkę. Ponieważ także on zdaje sobie sprawę, że ani naród, ani elektorat CDU po 12 latach rządów nie będę upierać się przy Angeli Merkel, co już sugerują niektóre tendencyjne sondaże. Bezgranicznym podziwem i szacunkiem cieszy się ona przede wszystkim u tych, którzy albo zawdzięczają jej swoje stanowiska, albo w kręgach, w których tak czy inaczej nikt nie głosuje na CDU, ponieważ teraz wreszcie także chadecja zaczyna kierować się własnym światopoglądem.

Otwarte pozostają więc dwie kwestie: Kto inny z CDU może zostać kanclerzem? I kto będzie pierwszym, który będzie miał odwagę to wyartykułować? Jeżeli CDU, jako żywotna partia ludowa, w dalszym ciągu będzie miała ambicje być nie tylko administratorem, ale aktywnym kreatorem przyszłości, to do spełnienia tych obydwu zadań powinien się tam jednak ktoś znaleźć. Były czasy, że sekretarze generalni przejmowali taką rolę. Czy ktoś to jeszcze pamięta?

Felix Steiner / tł. Małgorzata Matzke