Komentarz. Inwazja w Syrii i jej przewidywalne skutki | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 14.10.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Komentarz. Inwazja w Syrii i jej przewidywalne skutki

Zbrodnie wojenne, uchodźstwo i masowe ucieczki więźniów Państwa Islamskiego (PI) to bilans po tygodniu inwazji tureckiej na Syrię. PI nie zostało jeszcze pokonane, a już jawi się groźba powrótu - uważa Matthias von Hein.

Prezydent Turcji Erdogan nigdy nie ukrywał swoich zamiarów. Jeszcze we wrześniu przedstawił ONZ w Nowym Jorku mapę, na której był zaznaczony szeroki korytarz na granicy syryjskiej, znajdujący się pod kontrolą turecką. Być może zdecydowane wspólne działanie partnerów NATO mogłoby odwieść autokratę znad Bosforu od militarnych przygód. Jednak, jak wiadomo, stało się inaczej. Prezydent USA Trump otworzył drogę i w ostatnim tygodniu rozpoczęła się turecka ofensywa wojskowa w północnej Syrii, podawana jako misja antyterrorystyczna pod cyniczną nazwą "Źródło pokoju".

Co się odtąd wydarzyło? Według danych WHO, odziały tureckie wraz z sojuszniczymi bojówkami dżihadystów doprowadziły w Syrii Północnej do ucieczki 200 tys. ludzi. Nagrania wideo na mediach społecznościowych pokazują masowe egzekucje ujętych kurdyjskich wojowników i polityków. Nawet zdaniem sekretarza obrony USA Marka Espera są to przykłady zbrodni wojennych. Kurdowie szukają pomocy przed atakiem tureckim u Assada i jego rosyjskich sojuszników. A setkom, a może tysiącom więzionych zwolenników PI udaje się zbiec podczas exodusu z jednego z kurdyjskich obozów.  

Korzyści dla PI

Turecka operacja antyterrorystyczna wymierzona w kurdyjskie milicje w północnej Syrii boleśnie cofa walkę antyterorystyczną przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. PI jako samozwańczy kalifat terroru z własnym terytorium został wprawdzie pokonany, ale kosztem dotkliwych ofiar wśród kurdyjskich bojowników, którzy muszą się teraz bronić przed tureckimi atakami. Ale, gdy pół roku temu padł ostatni bastion PI w Baghouz, Państwo Islamskie jako organizacja terrrystyczna istniało dalej, skrywając się między bojownikami w Syrii oraz Iraku, za odłamami PI w Afganistanie czy Nigerii. W sporze o stopień zagrożenia ze strony pokonanego PI w grudniu ubiegłego roku na znak protestu były sekretarz obrony narodowej USA James Mattis zrezygnował ze stanowiska. Prezydent Donald Trump wówczas po raz pierwszy oświadczył, że zamierza wycofać z Syrii amerykańskie odziały wojskowe. Matties był przekonany, że wycofanie wojsk USA przygotuje tylko grunt pod powrót PI. Do dymisji podał się również specjalny ambasador Trumpa ds. walki z PI Brett McGurk.

Matthias von Hein

Komentator Matthias von Hein

Przeżyć w ukryciu

Państwo Islamskie wie jeszcze z okresu w Iraku, że aby w czasie wielkiego nacisku przeżyć, wystarczy się gdzieś zaszyć. Siły zewnętrzne wystarczająco często stwarzają warunki, w których PI może się znowu rozwijać. W Syrii przyczynia się do tego właśnie turecka ofensywa i powstający z tego powodu chaos. Podczas ataku powietrznego na kurdyjskie więzienie w Qamishali udało się z niego zbiec pięciu dzihadystom. Według "New York Timesa", nie udało się tymczasem przeprowadzić planowanego przez USA przeniesienia do irakijskiego więzienia 60 dzihadystów stwarzających wysoki stopień zagrożenia. I od początku wojny PI co najmniej dwa razy dawało zamachami ponownie o sobie znać.

Dziesiątki tysięcy zwolenników

W sumie w kurdyjskich więzieniach przebywa aktualnie 12 tys. bojowników PI. W obozach dla uchodźców strzeżonych są dziesiątki tysięcy zwolenników Państwa Islamskiego. Mimo popieranych przez Biały Dom ciągłych żądań kurdyjskiej administracji, Europa, w tym Niemcy, zawiodły na całej linii, bo nie sprowadziły z północnej Syrii własnych obywateli i nie postawiły ich przed sądem. Pomimo ryzyka wkroczenia wojsk tureckich na tereny kurdyjskie w północnej Syrii, nie zrobiono nic, by temu zapobiec. A teraz trzeba się liczyć z tym, że bardzo groźni ludzie dostaną się na wolność i nierozpoznani - na własną rękę do Niemiec, ze wszystkimi tego możliwymi konsekwencjami. Europa dała się Erdoganowi zaszantażować groźbami wypuszczenia 3,5 mln syryjskich uchodźców, ignorując przy tym zagrożenie, jakie stwarzają możliwe dziesiątki tysięcy zwolnionych sojuszników Państwa Islamskiego.

Redakcja poleca