Komentarz: „Co pozostało po 34. Ewangelickich Dniach Kościoła…” | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 05.05.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Komentarz: „Co pozostało po 34. Ewangelickich Dniach Kościoła…”

Dzięki 120 tysiącom uczestników Ewangelickie Dni Kościoła przybrały formę wielkiego wydarzenia religijnego. Zabrakło jednak odwagi do sporu politycznego, uważa komentator Deutsche Welle, Christoph Strack.

Dobrze, że przynajmniej raz doszło do małego dysonansu. W sobotę (4.05), w czasie wystąpienia ministra obrony Thomasa de Maiziere (CDU), tu i ówdzie odezwały się głosy niezadowolenia. Niektórzy skandowali nawet krytyczne hasła. Ministra to raczej nie wyprowadziło z równowagi. Tuż potem spokojnie kontynuował swoje przemówienie.

Tym niemniej chwilowe zamieszanie podniosło przynajmniej temperaturę spotkania.

Kiedyś było inaczej…

Christoph Strack, Redakteur im DW-Hauptstadtstudio.

Red. DW Christoph Strack

Kiedyś wielkie spotkania ewangelików stawały się drogowskazami, które wyciskały piętno na polityce niemieckiej. Na przykład na początku lat osiemdziesiątych, w Hamburgu (1981) i Hanowerze (1983), w ponurych czasach zimnej wojny i rozłamu w Europie, te spotkania w dużej mierze wpłynęły na ruch pokojowy i myślenie w kategoriach ekologicznych – na długo przed politycznym okrzepnięciem partii Zielonych. Albo gdy na Ewangelickich Dniach Kościoła za czasów czerwono-zielonego rządu Gerharda Schroedera (SPD) dochodziło do ostrych sporów o reformy socjalne i misje zagraniczne Bundeswehry.

„Tyle, ile potrzebujesz”

W dobie – już dawno nie tylko ekonomicznego – kryzysu w Europie, hamburskie Ewangelickie Dni Kościoła odbyły się pod hasłem „Tyle, ile potrzebujesz”. Motto to, zaczerpnięte z Pisma Świętego, mogło wzniecić w zamożnej metropolii debatę na temat zachłanności i braku umiaru oraz na temat sprawiedliwości społecznej. Ale zarówno organizatorzy jak i uczestnicy odebrali je raczej w kategoriach duchowych. Na prawie żadnych wielkich imprezach z udziałem czołowych polityków nie doszło do kontrowersji i nie było słychać głosów krytyki.

Dni Kościoła są dla wiernych i wątpiących forum pomagającym w umocnieniu wiary – w czasach zwątpienia a także, albo szczególnie, w czasach wielkich kryzysów politycznych i wyzwań globalnych. Są magnesem nadal przyciągająm tłumy; blisko 120 tysięcy stałych uczestników, a więc gości, którzy zarejestrowali się na wszystkie 5 dni tego religijnego wydarzenia, a to mówi już samo za siebie.

Katolicy uciekają do mniejszych miast

Ale może też być inaczej. Na przykład organizatorzy Katolickich Dni Kościoła, które nie cieszą się aż takim wzięciem, nie mają już odwagi do przygotowywania tego wydarzenia w wielkich miastach. Ostatnio te spotkania odbyły się w Osnabrück i Mannheimie, natomiast w 2014 ich gospodarzem będzie Regensburg. A w Marszach Wielkanocnych, które 20, czy 30 lat temu dominowały w świątecznych doniesieniach medialnych, uczestniczy dziś niewarta wzmianki garstka ‘zapaleńców’.

Tymczasem na Ewangelickich Dniach Kościoła za fenomen uważa się też obecność zaskakująco wielu młodych ludzi.

Nowa perspektywa: Europejskie Dni Kościoła

Evangelischer Kirchentag 2013 Angela Merkel

Kanclerz Niemiec Angela Merkel na Ewangelickich Dniach Kościoła 3.05.13

Obserwatorzy wysłani do Hamburga mieli wysondować możliwości zorganizowania Międzynarodowych; Europejskich Dni Kościoła.

Już kiedyś zarówno katolicy jak i ewangelicy zastanawiali się nad taką opcją. Ale jeszcze nigdy perspektywa umiędzynarodowienia tego wydarzenia nie była tak konkretna jak obecnie. Może dlatego nie, ponieważ mówcy pokroju byłego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera (SPD) ostrzegają dziś również przed niebezpieczeństwem nowego rozłamu wyznaniowego w nękanej kryzysem Europie.

Prężne organizacje świeckich niemieckich ewangelików i katolików

Dobrze, że myśli się o umiędzynarodowieniu tego wielkiego wydarzenia religijnego. Ale nie trzeba zbytniej fantazji, by uzmysłowić sobie, że ani Ewangelickich, ani też Katolickich Dni Kościołów raczej nie da się umiędzynarodowić. I to niekoniecznie z powodu rosnących kosztów, czy dłuższych dojazdów. Lecz dlatego, że w żadnym innym państwie europejskim oprócz Niemiec, nie ma w łonie wielkich Kościołów chrześcijańskich rzeczywiście sprawnie działających organizacji świeckich, których głos (jeszcze) się liczy w społeczeństwie, które kształtują społeczeństwo i chcą współuczestniczyć w polityce.

43. Evangelischer Kirschentag Hamburg Kirchentagspräsident Gerhard Robbers, Verdi-Vorsitzenden Frank Bsirske

Prezes Ewangelickich Dni Kościoła Gerhard Robbers (z l.) i szef związków Verdi Frank Bsirske 4.05.13

Ewangelickie Dni Kościoła, jako samodzielne wydarzenie religijne, które również wycisnęło piętno na rozwoju społecznym w Niemczech, nie ma porównywalnego odpowiednika w żadnym państwie europejskim. Również Centralny Komitet Niemieckich Katolików, organizator Katolickich Dni Kościoła, musiałby go długo szukać.

To wszystko przemawia zatem przeciwko umiędzynarodowieniu, ale uwypukla rolę organizatorów tych spotkań w Niemczech. Wszak do Hamburga wybrali się goście z ponad 80 krajów świata (w tym z Polski).

Prezes Ewangelickich Dni Kościoła, Gerhard Robbers, powiedział: „Około 50 procent hamburczyków uważa się za chrześcijan. W złości można zapewne wystąpić z Kościoła, ale przecież nie z poszukiwania sensu życia i szczęścia, ze zwątpienia i tęsknoty za wiarą”.

Christopf Strack DW / tł. Iwona D. Metzner

red. odp.: Elżbieta Stasik

Reklama