Kobiety w ukraińskiej armii. „Buty w rozmiarze 42+” | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 09.12.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Kobiety w ukraińskiej armii. „Buty w rozmiarze 42+”

Ukraińskie wojsko nie było gotowe na napływ kobiet. Brakuje mundurów, hełmy są ogromne, a buty za duże, mówią organizacje pomagające żołnierkom. W ukraińskiej armii służy 57 tys. kobiet, 5 tys. na pierwszej linii frontu.

Masza (24 lata, pseudonim Jaskółka) do punktu poborowego przyszła 24 lutego, razem z mężem. Przed wojną była ilustratorką, dzisiaj służy jako sanitariuszka. Tania (35 lat, pseudonim Mini) w armii służy od dwóch lat, więc wojna zastała ją już w mundurze. W poprzednim życiu była menedżerką w klubach nocnych i salonach piękności, dzisiaj jest strzelcem obrony przeciwlotniczej. – Nazywają nas cichymi draniami. To dlatego, że możemy walczyć wszędzie i z każdym. Czekamy z naszą Igłą (broń przeciwlotnicza – red.) ukryci w krzakach i jak tylko usłyszymy nadlatujący samolot czy silnik helikoptera wroga, zabieramy się cicho do pracy – mówi.

Wiktoria (20 lat, pseudonim Wasia) studiowała pielęgniarstwo, na froncie służy jako sanitariuszka, do 20 kwietnia przebywała w oblężonym przez Rosjan Mariupolu. – Nie mogę za dużo powiedzieć, ale ewakuacja z Mariupola była bardzo trudna. 259 km przemierzaliśmy przez osiem dni z minimalnymi zapasami wody i żywności, której zabrakło już trzeciego dnia. Rano przymrozki. Chociaż był kwiecień, na ziemi wciąż leżał mokry śnieg, byliśmy zmarznięci i przemoczeni do kości – wspomina. Mówi, że wtedy, w kwietniu, dostała nowe życie.

Weronika, ps. Shakira, jest lekarką wojskową w pułku Azow

Weronika, ps. Shakira, jest lekarką wojskową w pułku Azow

Weronika (25 lat, pseudonim Shakira) krótko przed wybuchem wojny skończyła staż na oddziale anastezjologii. Dzisiaj jest lekarką wojskową w pułku Azow. Pamięta jak którejś nocy jej oddział dostał wiadomość, że Rosjanie przebili się przez obronę, dowódca dał jej granat: – To zamiast bycia jeńcem – powiedział.

Mundury w rozmiarze XL

Od wybuchu wojny Ukrainki coraz liczniej wstępują do armii. Dzisiaj w wojsku służy 57 tys. kobiet, z czego 5 tys. walczy na froncie. Problem w tym, że armia nie była przygotowana na taki napływ kobiet. Brakuje mundurów, obuwia, sprzętu. – Zdarza się, że dziewczyna, która na co dzień nosi XS dostaje umundurowanie w rozmiarze XL. Hełmy są ogromne, dyndają na głowie jak dzwon. Buty w rozmiarze 42+ też nie są wygodne, kiedy na co dzień nosi się rozmiar 37 – wymienia w rozmowie z DW Ksenia Draganiuk, założycielka organizacji pozarządowej Zemliaczki (też Zemliachky - po polsku Rodaczki) pomagającej kobietom na froncie. Opowiada, że kiedy wybuchła wojna, a cała rodzina zastanawiała się, co dalej robić, siostra jej męża, Nastia, spakowała plecak i wstąpiła do obrony terytorialnej.

Ksenia Draganiuk z organizacji Zemliaczki organizuje pomoc humanitarną dla żołnierek

Ksenia Draganiuk z organizacji Zemliaczki organizuje pomoc humanitarną dla żołnierek

To z jej opowieści o potrzebach kobiet w wojsku zrodziły się Zemliaczki. Dzisiaj – często we współpracy z innymi lokalnymi organizacjami, jak Help Center Ukraine czy COMMSX - dostarczają żołnierkom podstawowe wyposażenie, mundury, także zimowe, ocieplane buty, bieliznę termiczną, śpiwory, karimaty, hełmy, lekkie kamizelki kuloodporne czy apteczki. Na front trafiają też zestawy zawierające podstawowe środki higieniczne, jak szampony, chusteczki nawilżające tampony, leki przeciwbólowe. Wolontariuszki podrzucają czasem do paczek balsamy do ust, kremy do rąk, pincety, kawę, trochę słodyczy. – To minimum. Dziewczyny na froncie nie mają możliwości pójść do sklepu i zrobić zakupy, robimy je więc za nie – mówi Ksenia Draganiuk.

Jak dotąd na front wysłała ponad dwa tysiące paczek.

Okres? Na wojnie nie istnieje

– Przez większość czasu jesteśmy na pozycjach, czasem mamy możliwość się umyć, przeprać rzeczy. Kąpiel na wojnie? Mokre chusteczki i przenośne prysznice są na wagę złota. Okres? Na wojnie nie istnieje – śmieje się Wiktoria.

20-letnia Wiktoria jest sanitariuszka w ukraińskiej armii

20-letnia Wiktoria jest sanitariuszka w ukraińskiej armii

– Chyba wszystkie mamy problem z utrzymaniem higieny – ubolewa Masza.

Wiktoria mówi, że kiedy zaczęła się wojna, rosyjska armia znajdowała się półtora kilometra od jej miejscowości. – Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam, jak to jest, kiedy wokół pada deszcz pocisków – opowiada. Jej służba na froncie polega na ewakuacji rannych żołnierzy i ustabilizowaniu ich stanu do czasu oddania ich w ręce lekarzy. Mówi, że dzisiaj już nie zliczy, ile razy jej wóz był ostrzeliwany. – Jako że Rosjanie nie przestrzegają Konwencji Genewskiej, personel medyczny jest dla nich bardzo cennym celem. Wiedzą, że bez naszej pomocy chłopcy będą mieli trudniej – tłumaczy.

Tania z obrony przeciwlotniczej mówi, że wyjazd na front to była jej decyzja. – Nie postrzegam tego jako odwagi. Tutaj człowiek dokładnie wie co ma robić i jak, tu ma możliwość się bronić. Siedzenie w schronie i czekanie jest dużo bardziej przerażające. Ja już się nie boję, na wojnie widziałam ból i krew – mówi.

Weronika, anestezjolog, służy w jednostce artyleryjskiej na froncie wschodnim. Kiedy wybuchła wojna, chłopak wywiózł ją z Kijowa, nie mogła sobie jednak znaleźć miejsca. Kiedy usłyszała od znajomych z uczelni, że armii potrzebny jest lekarz nie wahała się. – Przyzwyczaiłam się do zasypiania przy eksplozjach. Nie zdejmuję już też na noc szkieł kontaktowych. Pamiętam jak którejś nocy trwał intensywny ostrzał, przywieźli rannego żołnierza z podejrzeniem złamania kręgosłupa szyjnego, nie miał czucia w rękach i nogach. Wiozłam go do szpitala i on się mnie pytał, czy widzę, że rusza dłonią. Uspokajałam go, że tak chociaż nie ruszał – mówi.

Marzenie? Gorąca kąpiel

Ksenia Draganiuk mówi, że zdarza się, iż paczki przychodzą za późno. – Zadzwoniła się do mnie dziewczyna, prosiła o spodnie, bo stare podarła w czasie walk. Kiedy paczka była już w drodze, jej oddział został ostrzelany. Nie doczekała przesyłki. Bywa, że dostaję telefon z prośbą o siedem mundurów, a następnego dnia dostaję wiadomość, że potrzeba już tylko dwóch, trzech, bo pozostałe dziewczyny zginęły, albo są ranne. Takich historii jest niestety dużo – opowiada.

Masza była przed wojna ilustratorką, dziś jest sanitariuszką w ukraińskim wojsku

Masza była przed wojna ilustratorką, dziś jest sanitariuszką w ukraińskim wojsku

28 października Zemliaczki ruszyły z produkcją mundurów dla kobiet. Pierwsza pula 300 zestawów niebawem wyjedzie ze szwalni na front.

– Tęsknię za rodziną, młodszym bratem, moim motocyklem. I ciepłymi ubraniami – wymienia Wiktoria.

– Wiem, że niedługo będziemy znowu nosić sukienki i obcasy! I będziemy świętować zwycięstwo – zapewnia Weronika.

– Po tym jak zwyciężymy, pojadę do domu wziąć gorącą kąpiel i porządnie się wyspać. Potem chcę pojechać z moim mężem do Lwowa – mówi Masza.

Ukraina: Wojna zmienia role kobiet