Kościół likwiduje telefoniczną ′gorącą linię′ | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 27.06.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Kościół likwiduje telefoniczną 'gorącą linię'

Kościół katolicki uruchomił dwa lata temu telefoniczną "gorącą linię" dla byłych wychowanków domów dziecka, którzy padli ofiarą przemocy i pedofilii, i teraz już ją likwiduje. Pokrzywdzeni odbierają to jako cynizm.

O tym, że wychowankowie państwowych i kościelnych domów dziecka byli wykorzystywani seksualnie i że ich szykanowano, opinia publiczna dowiedziała się kilka lat temu z mediów.

W Niemczech, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, w domach dziecka przebywało blisko 800 tys. dzieci, z czego 300 tys. w placówkach należących do Kościoła katolickiego. Ile z nich było molestowanych seksualnie i bitych, nie wiadomo. Organizacje pokrzywdzonych wychodzą z założenia, że tysiące.

Deutschland Heimkinder Misshandlung 50er Jahre

Tysiące wychowanków niemieckich domów dziecka wykorzystywano seksualnie i szykanowano

Dwa lata działalności 'gorącej linii'

Reagując na presję opinii publicznej, Kościół katolicki uruchomił dwa lata temu hotline (telefoniczną gorącą linię) dla osób, które w placówkach kościelnych padły ofiarą przemocy. Mogły tam zadzwonić i podzielić się traumatycznymi przeżyciami sprzed lat.

Na początku 2010 roku zapotrzebowanie na takie rozmowy było niemałe - twierdzi Johannes Stücker-Brüning z sekretariatu Episkopatu Niemiec, gdzie zajmuje się sprawą "wychowania w domach dziecka".

DDR-Heimkinder Entschädigung

Koszmarne wspomnienia z domów dziecka

Stücker-Brüning wyjaśnia, że "tego telefonu nie uruchomiono po to, by móc w konkretnych przypadkach udzielać natychmiastowej pomocy". Chodziło przede wszystkim o umożliwienie ofiarom rozmowy na bolesny dla nich temat. Stücker-Brüning uważa, że w czasie takiej rozmowy "następowało coś w rodzaju pierwszej porady".

Jednak nie każdy rozmówca tak to odebrał. Reiner Kleine z Bünde w Westfalii poczynił inne doświadczenia. Gdy dzielił się swymi przeżyciami, czuł, że po drugiej stronie ktoś słucha, ale potem "nie było już żadnej reakcji". Nie dostał też żadnego odszkodowania za to, co musiał znosić.

Niezadowolenie wśród pokrzywdzonych

Rainer Kleine ma wrażenie, że Kościołowi zależało jedynie na statystykach. Deutsche Welle powiedział, że w jego przekonaniu "ta gorąca linia jest środkiem propagandowym", żeby pokazać, "przecież troszczymy się".

Deutschland Heimkinder Misshandlung

Byli wychowawcy i wychowankowie niemieckich domów dziecka, którzy przerwali milczenie

Mimo wszystko Stücker-Brüning określa działalność 'gorącej linii' jako sukces. Dodaje, że od początku 2010 roku nawiązano kontakty z 909 osobami, które były w dzieciństwie szykanowane i wykorzystywane seksualnie.

'Gorąca linia' kończy działalność

30 czerwca telefon 'gorącej linii' zadzwoni po raz ostatni. Dla Reinera Kleine to czysty cynizm. Podejmując taką decyzję Kościół sygnalizuje, że problem został rozwiązany. Kleine temu zaprzecza: "wiele ofiar dopiero po tylu latach odważyło się mówić o przeżytych koszmarach". Uważa, że jest jeszcze wiele niewyjaśnionych przypadków i że Kościół przerzuca teraz odpowiedzialność na inne instytucje.

Erzbischof Robert Zollitsch

Dla abp Roberta Zollitscha sprawa odpowiedzialności Kościoła nie kończy się na likwidacji 'gorącej linii'

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, metropolita Fryburga, abp Robert Zollitsch, likwidację 'gorącej linii' uzasadnił tym, że osoby pokrzywdzone mogą dziś korzystać z "innych bardzo dobrych ofert"; na przykład ofert Fundacji "Wychowanie w domach dziecka".

Zdaniem Zollitscha likwidacja 'gorącej linii' nie oznacza, że Kościół katolicki sprawę przemocy odłożył ad acta.

Dirk Kaufmann / Iwona D. Metzner

red. odp.: Małgorzata Matzke

Reklama