Kościół katolicki w Niemczech. Na czym oszczędza | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 28.09.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

KOŚCIÓŁ KATOLICKI

Kościół katolicki w Niemczech. Na czym oszczędza

W całych Niemczech Kościół katolicki zamyka świątynie i łączy parafie. Na górnych szczeblach diecezjalnej struktury nic się jednak nie dzieje. Dlaczego?

Liczba katolików w Niemczech spada dramatycznie, ale Kościół ma problemy z reformami

Liczba katolików w Niemczech spada dramatycznie, ale Kościół ma problemy z reformami

Od 1990 roku, czyli od czasu zjednoczenia Niemiec, liczba katolików w Niemczech zmalała z 28,3 do 21,6 miliona w 2021 roku. To oznacza spadek o 23,7 procent. Jeszcze gwałtowniej zmniejszyła się liczba księży w kraju, o 37,7 procent.

To zjawisko odzwierciedla już wyraźnie opadająca krzywa dochodów z podatku kościelnego. 27 katolickich diecezji tnie dziarsko, gdzie tylko się da. Tu zamykane są szkoły, tam biblioteki katolickie, jeszcze gdzie indziej centra konferencyjne. A przede wszystkim słychać wciąż apele o łączenie parafii i zamykanie świątyń, jakby to było ewangeliczne zalecenie. I tak się dzieje.

Infografik Zahl Katholikinnen und Katholiken in Deutschland PL

„Fuzje uwalniają zasoby"

Dwa dokumenty, oba z ostatniego weekendu. Pierwszy, „Fuzje w Kościele uwalniają zasoby”, ogłosił wikariusz generalny diecezji Eichstaett. A w Fuldzie, gdzie od poniedziałku obraduje 69 niemieckich biskupów katolickich i ich sekretarz generalny, miejscowa gazeta napisała: „Diecezja się reorganizuje. Z 200 gmin będzie 28 parafii”.

Ale nie wszystko jest scalane w celu pozyskania nowych zasobów. Z 27 diecezji pozostanie 27 diecezji, każda z biskupem i jego sztabem współpracowników, władzami i administracją. – Szczerze mówiąc, jeszcze nigdy merytorycznie nie dyskutowaliśmy kwestii, ile jest diecezji w Niemczech – powiedział przed rozpoczęciem plenarnego zebrania biskupów ich przewodniczący, biskup Georg Baetzing, w odpowiedzi na pytanie Deutsche Welle.

Jednak gdy się porozmawia z pracownikami Kościoła, zapewniając, że pozostaną anonimowi, można usłyszeć całkiem inne głosy. Na przykład, że biskupi nie traktują poważnie dramatyzmu obecnej sytuacji Kościoła. Ktoś nawet mówi pół żartem: – Jeśli chcesz osuszyć bagno, nie pytaj o zdanie żab.

Decyduje Watykan

Ale nie żaby trzeba by było pytać, tylko Watykan. Bo o utworzeniu lub zniesieniu diecezji decyduje papież. Mówiąc prościej: tam, gdzie jest wystarczająca liczba wiernych, głowa Kościoła może ustanowić diecezję. Albo odwrotnie. Na przykład sześć lat temu Rzym wezwał Kościół włoski do drastycznego zmniejszenia liczby diecezji. Z 226 miało ich zostać 119, przy ówczesnej liczbie 48,5 mln katolików w kraju. Natomiast papież Jan Paweł II ustanawiał różne nowe diecezje w swojej ojczyźnie. Ku radości wiernych.

Kościół pod wezwaniem świętej Marii w Akwizgranie ma ponad 1200 lat, ale katedrą jest od mniej niż stu lat

Kościół pod wezwaniem świętej Marii w Akwizgranie ma ponad 1200 lat, ale katedrą jest od mniej niż stu lat

W Niemczech sytuacja jest bardziej skomplikowana ze względu na liczne traktaty między państwem a Kościołem, a także z powodu regulacji przyjętych w konkordatach, czyli międzynarodowych porozumieniach prawnych między Stolicą Apostolską a krajami związkowymi (landami). Niemniej jednak od czasu II wojny światowej powstały diecezje w Essen w 1958 roku i w 1994 roku w Hamburgu, a także w Magdeburgu, Erfurcie i Goerlitz. Bywało też odwrotnie. W toku długiej historii (najstarsze niemieckie diecezje liczą sobie ponad 1700 lat) zlikwidowano około dwudziestu diecezji. Na przykład w Konstancji czy Wormacji stały też kiedyś katolickie katedry. Nawet w bawarskim Chiemsee było kiedyś biskupstwo (gdy powstało w XIII wieku, obejmowało dziesięć parafii, gdy niemal sześćset lat później było likwidowane, było ich jedenaście; katedrą był klasztorny kościół na jednej z wysp na jeziorze Chiemsee – przyp.).

Politolog, znawca Kościoła i autor Andreas Puettmann nie uważa, żeby pomysł łączenia diecezji był niedorzeczny. – Jeśli parafie są łączone z powodu braku księży, to góra powinna być również odpowiednio przerzedzona. W przeciwnym razie będzie bowiem jak w innych tradycyjnych organizacjach, gdzie jest wielu wodzów, a mało Indian – mówi w rozmowie z Deutsche Welle. Rzecznik archidiecezji berlińskiej Stefan Foerner uważa pomysł łączenia diecezji lub archidiecezji za „słuszny, ponieważ wszędzie w różnych procesach łączą się ze sobą parafie”. Dla mniejszych diecezji wysiłek wkładany w administrację i reprezentację jest „niewspółmiernie większy”. Kwestia, jak to wygląda na zewnątrz, to jedno, ale od wewnątrz istniało „duże przywiązanie do diecezji”.

Zadanie dla biskupa

Również teolog z Bochum Matthias Sellmann wyraża w rozmowie z DW przekonanie, że nadszedł czas na ponowne przemyślenia. Uważa on mianowicie, że zadaniem biskupa niekoniecznie jest zapewnianie dalszego istnienia jego diecezji. Powinien raczej zadbać o to, by parafianie mogli praktykować swoją wiarę, uczestniczyć w Eucharystii, żyć życiem Kościoła.

Biskupi na mszy świętej podczas ich zebrania plenarnego

Biskupi na mszy świętej podczas ich zebrania plenarnego

– Jasne, na drodze ku przemianom stoją bariery utworzone przez prawo kanoniczne i państwowe prawo kościelne – mówi Sellmann, który kieruje Ośrodkiem Stosowanych Badań Pastoralnych na Uniwersytecie w Bochum. W rozmowie z DW przypomina również, że Sobór Watykański II (1962-1965) ponownie podkreślił rolę diecezji i biskupa. – Ale kiedy dochodzi do punktu, w którym biskup musi podjąć decyzję o połączeniu lub integracji z inną diecezją, może to być również bardzo odpowiedzialny krok z teologicznego punktu widzenia – wyjaśnia.

Czy należy likwidować mniejsze diecezje?

Katolicy zachodnioniemieccy uważają, że można by na przykład zlikwidować wschodnioniemieckie diecezje Goerlitz (liczy niespełna 30 tysięcy wiernych) i Magdeburg (ma niespełna 80 tysięcy wiernych, ale jest czwartą pod względem powierzchni diecezją w Niemczech, trzykrotnie większą od archidiecezji kolońskiej). Do raczej biedniejszych diecezji należą także Spira i Trewir, Hildesheim, Essen i Limburg.

Biskup Magdeburga Gerhard Feige, który jest raczej typem duszpasterza niż administratora, powiedział latem ubiegłego roku na posiedzeniu Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich (ZdK), że „między Wschodem a Zachodem nie zawsze udaje się naprawdę się rozumieć lub być zrozumiałym dla drugiego”. Niemieckie diecezje są „bardzo nierówne pod względem personelu, finansów, struktury i kontekstu”. Jego diecezja gra w zupełnie innej lidze. On sam czuje się czasami „jak odbiorca zasiłków socjalnych w domach towarowych Zachodu”.

Nawet jeśli biskupi oficjalnie nie mówią o fuzjach swoich diecezji, to zapewniają, że od dawna współpracują w różnych dziedzinach, jak sądy kościelne, czy kompetencje pełnomocników do spraw ochrony danych lub zapobiegania nadużyciom, czy komisje prawa pracy, czy też klasyczna administracja. W prawie niemieckim jest coraz więcej wymogów, które każda diecezjalna administracja musi spełniać, jak każda inna władza. – To, czy administracja diecezji ma tysiąc pracowników, czy jak my w Magdeburgu tylko czterdziestu, nie jest bez znaczenia – mówił w ubiegłym roku biskup Feige. Dlatego im mniejsza jest diecezja, tym większe są tam wydatki na jednego mieszkańca.

Bp Georg Baetzing, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec

Bp Georg Baetzing, przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec

Ale bliższa współpraca diecezji ze sobą w rzeczywistości nie jest przewidywana. W odbiorze mediów w Niemczech przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec, biskup Georg Baetzing jest głową niemieckich biskupów i najwyżej postawionym człowiekiem Kościoła w Niemczech. Ale nic bardziej mylnego. Dla Watykanu, a właściwie także dla wielu współbraci w episkopacie, Baetzing jest po prostu biskupem Limburga. Żeby to wyrazić w sposób bardziej zrozumiały: poszczególni biskupi formalnie nie mają ze sobą wiele więcej wspólnego niż poszczególni franczyzobiorcy w hamburgerowym grillu McDonalda, którzy wszyscy razem pracują dla tego samego koncernu. Przykład: Przez lata biskupi dyskutowali o koncentracji kształcenia księży. W końcu zrobili jakieś kroki w tym kierunku, ale obejmującej cały kraj wspólnej linii brak.

Na pieniądzach się wszystko kończy

W każdym razie uderza fakt, że to współżycie często jest problematyczne, a nawet kończy się kompletną klapą, gdy chodzi o pieniądze lub majątek bogatych diecezji. Aktualny przykład: przed rokiem w westfalskich gazetach branżowych czy dziennikach regionalnych pojawiły się nagłówki „Kościelny mariaż bankowy pomiędzy Paderborn a Muenster”, czy „Fuzja warta miliardy: w Północnej Nadrenii-Westfalii powstaje największy bank kościelny w Niemczech”. Rozmowy dotyczyły połączenia dwóch instytutów pieniężnych, Darlehenskasse Muenster i Bank fuer Kirche und Caritas z siedzibą w Paderborn. Na wiosnę 2022 roku pojawił się mniejszy nagłówek „Kościelne banki przerywają rozmowy o fuzji”. A obecnie wygląda na to, że cała sprawa rozeszła się po kościach. 

Tak więc wszystko toczy się dalej starym torem. Nawiasem mówiąc, w 1990 roku wyświęcono w Niemczech na księży katolickich jeszcze 295 mężczyzn, głównie młodych. W 2021 roku było ich już tylko 48. Szansa na to, że każdy z nich zostanie biskupem, jest coraz większa. Jeden z nich przyznaje, że „jak nic się nie zmieni przez kolejne dziesięć lat, to polegniemy”.