″Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat″ | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 24.11.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

"Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat"

Rok 2012 jest Rokiem Janusza Korczaka. Z jego biografką Joanną Olczak-Ronikier* rozmawia Monika Skarżyńska.

Roma-Kinder posieren lachend für den Fotografen im Flüchtlingslager in Leposavic im Nordkosovo, aufgenommen am 18.12.2011. In diesem bleiverseuchten Flüchtlingslager leben aus Deutschland und anderen europäischen Ländern in den Kosovo abgeschobene Roma-Familien auf engstem Raum unter schlechten hygienischen Bedingungen. Das Kinderhilfswerk der Vereinten Nationen UNICEF hilft bei der medizinischen Betreuung, der Förderung von Bildungsangeboten und der Reintegration der betroffenen Roma. Foto: Jens Kalaene

Kosovo - Flüchtlingslager Leposavic

Pani książka Korczak. Próba biografii ukazała się jeszcze przed ogłoszeniem roku 2012 Rokiem Janusza Korczaka. Co Panią zainspirowało, kto zachęcił do twórczego działania?

Pomysł zrodził się z inicjatywy pani Beaty Stasińskiej z wydawnictwa WAB, która zamówiła u mnie tę książkę. Dość lekkomyślnie i pochopnie przyjęłam tę propozycję, a potem się przeraziłam. Uświadomiłam sobie, jak wielki był to ogrom pracy, która trwała blisko dziesięć lat. Nie oznacza to jednak, że dziesięć lat siedziałam przy biurku. W międzyczasie wycofywałam się i próbowałam od nowa. Nie było to łatwe zadanie. Kiedy już zagłębiłam się w szczegóły, to zobaczyłam, że wiele faktów z życia Korczaka jest nieznanych. Podjęłam wyzwanie, aby przekazać je czytelnikom.

Korczak jako naukowiec, publicysta i pisarz miał wiele talentów. Jak można było połączyć tak wiele pasji w tak trudnym okresie, na granicy między realizmem a idealizmem?

Korczak był bardzo pracowity, a przy tym niezwykle zdolny. Przecież skończył medycynę, praktykował jako lekarz, a potem zajął się pedagogiką. Prowadził Dom Sierot dla dzieci żydowskich, współpracował z polskim domem dziecka, a przy tym nieustannie pisał książki dla dzieci, poradniki pedagogiczne dla dorosłych, traktaty i artykuły publicystyczne. Wydawał gazety dla dzieci. Poza tym dokumentował działalność Domu Sierot. Patrząc na niego z dzisiejszej perspektywy, trudno zrozumieć, jak znajdował czas na to wszystko. Rzeczywiście objawiał wiele talentów i wyróżniał się pracowitością.

Pisał do końca swoich dni. Czy była to potrzeba czy przymus pisania?

Żył w poczuciu swej misji. Miał wypracowany system pedagogiczny i uważał, że należy uczyć rodziców i wychowawców podstawowych zasad pedagogicznych, takich jak prawo dziecka do szacunku, miłości, traktowania go w należyty sposób i wychowania na pełnowartościowego człowieka. Była to jego życiowa misja. Tym samym tematem zajmował się bowiem jeszcze w getcie, w czasach największego poniżenia.

Autorengespraech mit JOANNA OLCZAK-RONIKIER, 18.10.2012, Heinrich-Heine-Institut in Duesseldorf Foto: Monika Skarzynska

Joanna Olczak-Ronikier (z lewej) w czasie spotkania w Instytucie Polskim w Düsseldorfie (18.10.12)

A przecież nie miał wsparcia ze strony rodziny. Musiał być niezwykle wytrwały w dążeniu do celu i silny psychicznie.

Jego stosunki rodzinne były dosyć skomplikowane. Z matką był zawsze w bardzo bliskiej relacji. Natomiast ojciec rozchorował się psychicznie, gdy mały Henryk Goldszmit miał siedem lat. Umarł zaś w szpitalu dla umysłowo chorych, kiedy Henryk skończył szesnaście lat. Myślę, że to zaciążyło na całym życiu Korczaka i jego samoświadomości. Z własnego doświadczenia wiedział, na czym polega strach i cierpienie dziecka. Potem chciał tę wiedzę przekazać dorosłym.

Z jednej strony kochał dzieci, ale z drugiej nie założył własnej rodziny. Nie miał własnych dzieci, choć nadarzały się okazje…

Sam pisze o podjęciu tej decyzji w dorosłym wieku. Jako prowadzącemu dom dziecka dość trudno byłoby mu pogodzić ze sobą te dwie funkcje. Rodzina wymaga dużo czasu i zaangażowania. Czy za tą decyzją kryły się może jakieś życiowe dramaty czy porażki? Zwierza się w Pamiętniku z tego, że kontakty z kobietami sprawiały mu trudność. Czy przyczyną była zawiedziona, nieszczęśliwa miłość, czy też nieumiejętność nawiązania osobistych relacji z kobietami? Nie wiadomo. W każdym razie pozostał wierny swojej decyzji aż do śmierci.

Pozostawia Pani wiele pytań bez odpowiedzi na temat intymnych sfer życia Korczaka. Wynika to z tabu czy raczej z braku informacji?

On był człowiekiem niezwykle dyskretnym. Żył zresztą w innych czasach. Nie publikowano wówczas jakichś szczegółów z życia osobistego. Ponadto Korczak był człowiekiem bardzo skrytym, mówił niewiele. Nigdy nie wypytałam mojej matki, czy wiedziała o nim coś więcej. Wydaje mi się, że nie ukrywał jakichś wielkich tajemnic. Nikomu jednak nie opowiadał o swoich prywatnych sprawach. Zwyczajnie zdecydował się na taki „samotniczy” tryb życia. Samotniczy, choć ciągle w otoczeniu ponad setki dzieci.

Umschlag des Buches von Janusz Korczak

Okładka niemieckiego wydania "Króla Maciusia na wyspie bezludnej"

Miała Pani osiem lat, kiedy zginął w Treblince. Czy dobrze pamięta Pani wydarzenia wojenne, czy dzięki opowieściom mamy?

Od wczesnych studenckich lat Korczak przyjaźnił się z moimi dziadkami. Mój dziadek Jakub Mortkowicz, polski wydawca, publikował wszystkie jego książki. Korczak był też domowym lekarzem mojej rodziny. Pamiętam go jak przez mgłę. Przekomarzał się ze mną, czego bardzo nie lubiłam. Byłam osobą bardzo serio, a on robił sobie żarty. „Czy ty wiesz, że twoja babcia umie fruwać, a twoja mama jest tak naprawdę kotem?”. Mówiłam do niego: „Nie mów głupstw, doktorku!”. Tuż po jego przeprowadzce do getta odwiedziłam z matką Dom Sierot, kiedy było jeszcze możliwe przedostawanie się z jednej strony na drugą. Potem już go nigdy więcej nie widziałam. Właściwie nie wiem, kiedy wiadomość o jego śmierci dotarła do mojej rodziny.

„Jutro kończę 63 albo 64 lata” – napisał Korczak w swoim Pamiętniku 21 lipca 1942 roku, na dwa tygodnie przed śmiercią. Czyżby nie wiedział, kiedy się urodził?

To było niedopatrzenie administracyjne. Jego ojciec za późno wyrobił mu metrykę i prawdopodobnie sam nie był pewien, w którym roku urodził się syn. Korczak żartował z tego przez całe życie. Natomiast dramat polega na tym, że wielka akcja likwidacyjna w getcie rozpoczęła się 22 lipca, czyli dokładnie w dniu jego urodzin, o czym wspomina on w Pamiętniku.

Czy dobrowolnie towarzyszył dzieciom w drodze na śmierć? Podobno mógł się ukryć po stronie aryjskiej. A może nie przypuszczał, co się może wydarzyć?

Myślę, że musiał sobie zdawać sprawę z tego, że będzie to podróż bez powrotu. Natomiast faktem jest, że wiele razy zachęcano go do przedostania się na tzw. aryjską stronę. Kiedy zdecydowano o przeprowadzce sierocińca do getta, proponowano mu pozostanie po polskiej stronie. Jeszcze przed wyruszeniem na Umschlagplatz pospieszono mu na ratunek. Nie była to jednak odosobniona postawa. We wszystkich gettach w okupowanej Polsce prawie wszyscy wychowawcy, nauczyciele i lekarze szli na śmierć razem ze swoimi wychowankami. Właściwie nieznane są przypadki dezerterów. To był etos epoki. Tak, jak rodzice nie opuszczają swoich dzieci, tak i wychowawcy pozostają przy nich do ostatnich chwil.

Das Archivbild zeigt den polnischen Arzt und Pädagoge Janusz Korczak, Verfasser von u.a. Wie man ein Kind lieben soll und Das Recht des Kindes auf Achtung, in einer zeitgenössischen Aufnahme. Seit 1911 leitete er das jüdische Waisenhaus in Warschau. Obwohl ihm die Möglichkeit zur Flucht gegeben war und wohl wissend um das zu erwartende Schicksal begleitete er die ihm anvertrauten Kinder in das Vernichtungslager Treblinka. 1972 wurde Janusz Korczak posthum mit dem Friedenspreis des Börsenvereins des Deutschen Buchhandels geehrt. Er wurde am 22. Juli 1878 (nach anderen Angaben 1879) in Warschau geboren und ist Anfang August 1942 in Treblinka ermordet worden. dpa (zu dpa-KORR.: Janusz Korczak: Respekt vor Würde der Kinder bis zum Tod in Treblinka vom 16.07.2003 - nur s/w)

Janusz Korczak (1878-1942)

Pisze Pani, że Korczak nie był zainfekowany bakcylem polskości”. Przecież bardzo kochał Polskę, co sam podkreśla w Pamiętniku. Do dziś przetrwało jego polskie, a nie rodowe nazwisko.

Przyjął taki pseudonim jako młody człowiek. Reprezentował w zasadzie podwójną tożsamość, zresztą bardzo rzadką w tamtych czasach. Czuł się zarówno Polakiem, jak i Żydem. Wszystkie swoje prace publicystyczne czy medyczne podpisywał nazwiskiem Henryk Goldszmit. Trudno powiedzieć, dlaczego został wierny nazwisku Korczak. Sprawdziło się, jak wiele innych pseudonimów literackich.

Wiele szkół nosi imię Korczaka, w tym roku obchodzony jest Rok Janusza Korczaka. To wielka lekcja skierowana zarówno do dzieci, jak i dorosłych. Co – Pani zdaniem – powinniśmy z niej wynieść?

Należałoby stosować się do głównych zasad jego systemu wychowawczego, to znaczy okazywać dzieciom szacunek, miłość, szanować ich poczucie godności, nie zawstydzać, nie straszyć i nie upokarzać. Dobrze byłoby upowszechnić kilka jego maksym tak, jak znane są wiersze poetów czy cytaty wielkich myślicieli. Jedną z piękniejszych jest sentencja „Śmieje się dziecko, śmieje się cały świat”.

rozmawiała Monika Skarżyńska

*Joanna Olczak-Ronikier, pisarka i scenarzystka, współzałożycielka kabaretu Piwnica pod Baranami. W roku 2011, nakładem wydawnictwa W.A.B., ukazała się książka "Korczak. Próba Biografii", za którą autorka otrzymała prestiżową Nagrodę Klio.

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama