Janosch. Król literatury dla dzieci z Zabrzem w sercu | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 30.12.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Janosch. Król literatury dla dzieci z Zabrzem w sercu

Janosch, popularny autor i ilustrator literatury dziecięcej w Europie, urodzony w Zabrzu, ma tylko jednego biografa, a właściwie biografkę – Angelę Bajorek, któóra opowiada DW, jak udało się jej go skłonić do zwierzeń.

Horst Eckert, Janosch, Miś, Tygrysek, tygrysia kaczka, bohaterowie

Horst Eckert z Zabrza alias Janosch ze swoimi największymi bohaterami

Deutsche Welle:  Czy udało się Pani przekonać Janoscha do współpracy nad jego biografią dlatego, że też pochodzi Pani jak on ze Śląska, tyle że z Dolnego? Bo przecież Janosch znany z tego, że niechętnie udziela wywiadów, a Pani zaufał, jak nikomu dotychczas i po raz pierwszy opowiedział o swoim życiu.

Angela Bajorek: To był zbieg okoliczności i czysty przypadek. Przygotowywałam się na konferencję naukową w Krakowie. Potrzebny mi był jakiś temat związany z niemieckojęzycznym autorem. W Instytucie Goethego wypożyczyłam kilka książek Janoscha i stwierdziłam, że każda z jego książek dla dorosłych ma charakter autobiograficzny. Kiedy się dowiedziałam, że Janosch pochodzi z Zabrza, po prostu pojechałam tam i zaczęłam poszukiwania - w zasadzie detektywistyczne.

dr Angela Bajorek jest germanistką. Jest adiunktem na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Zajmuje się niemieckojęzyczną literaturą dla dzieci i młodzieży.

Angela Bajorek jest germanistką. Od ponad 20 lat mieszka w Krakowie,

"Udało mi się dotrzeć do Janoscha jako do człowieka"

DW: Janosch urodził się w Zabrzu w 1931 roku jako Horst Eckert i wyjechał do Niemiec zaraz po zakończeniu wojny. To było bardzo dawno temu. Co znalazła Pani ze śladów po nim w Zabrzu?

AB: Niesprawdzone informacje, przekręcone dane. Tam nawet historycy nie byli dobrze poinformowaniu, jeśli chodzi o imiona rodziców Janoscha. Dzięki temu, że miałam pismo od dziekana, że pracuję naukowo nad tym tematem, miałam wgląd do dokumentów. Takie były początki. Potem zaczęłam pisać książkę po niemiecku. A pewnego dnia jeden z historykw, który oprowadzał Janoscha po Zabrzu - co wcale nie było łatwe, bo on lubi chadzać  własnymi ścieżkami -  dał mi jego adres mejlowy. Postanowiłam mailowo zadać Janoschowi tylko jedno pytanie, odwołujące się do jego książki „Magiczne życiorysy”. Pisał tam, że życie ludzkie składa się z biogramów: urodzony wtedy i wtedy, w danej miejscowości, chodził do tej czy innej szkoły… Janosch mówił, że „takie życiorysy są nudne jak czerstwy chleb”. Więc zapytałam go, czy nadal tak uważa? A on mi odpisał, że zmienił zdanie. Przyznał też, że gdyby nie miejsce, w którym się urodził, czyli Zabrze, to nie byłby tym człowiekiem, którym teraz jest i myślałby zupełnie inaczej. Przecież cała twórczość Janoscha, głównie dla dorosłych, opiera się na jego wspomnieniach z dzieciństwa na Górnym Śląsku…

DW: …i wspomnieniach o tym bólu, którego tam doświadczył. Przecież jego ojciec pił i tłukł go i matkę.

AB: To była trauma dzieciństwa. Ale on potrafił się temu stawić. A ja z kolei, która nie jestem pisarką, ale osobą mającą pewną wiedzę, zadawałam mu bardzo konkretne pytania, zafascynowana nim w pierwszej kolejności jako człowiekiem. Nie muszę być fanką jego literatury. Po prostu udało mi się dotrzeć do Janoscha jako do człowieka.

Różni nas płeć, wiek i miejsce pochodzenia, bo ja jestem z Dolnego Śląska. Ale sądzę, że połączył nas wspólny język. Nasza rozmowa zaczęła się od prostych rzeczy na temat jego rodziny, pochodzenia, itd.

"Jest to niezwykle empatyczny pisarz"

DW: Pani była u niego na Teneryfie, gdzie od wielu lat Janosch mieszka, a wasze rozmowy toczyły się też za pośrednictwem mejla.

AB: Byłam u niego na Teneryfie trzy razy. Za każdym razem było to inne spotkanie. Pierwsze było dla mnie praktycznie spotkaniem na bezdechu. Kiedy Janosch przyszedł do hotelu, miałam wrażenie, że mi się to wszystko śni. Wtedy z panem wiceprezydentem Zabrza wręczaliśmy mu tytuł honorowego obywatela miasta. Pamiętam jak wyłonił się zza rogu rosły, prawie dwumetrowy mężczyzna - dla mnie ikona. Przywitał nas z uśmiechem i tymi błyszczącymi oczami. On zawsze ma świecące się, takie pozytywne oczy. I wtedy na przywitanie powiedział coś niecenzuralnego, ale nie mogę powiedzieć co, bo to było już prawie przekleństwo… Nie wiem, czy to miało służyć przełamaniu barier. Ale na pewno tym sformułowaniem udało mu się je przełamać.

DW: Pani podkreśla bardzo pozytywne nastawienie Janoscha do życia. Jak to się wyraża?

AB: On jest bardzo pozytywnym, optymistycznym człowiekiem. Ostatnio pytałam go, czy szklanka jest dla niego do połowy pełna czy do połowy pusta? Odpowiedział mi, że zawsze „halb halb” (pół na pół). Jest to niezwykle empatyczny pisarz. Kocha zwierzęta. Bardzo kocha dzieci. Lubi kuchnię. Kocha życie, słońce i ciepło. Dlatego uciekł na Teneryfę w poszukiwaniu tego, co mu nie było dane w dzieciństwie, w Zabrzu, gdzie mieszkał w familoku na kupie z kilkoma rodzinami, bez wolnej przestrzeni, bez bieżącej wody. Teraz ma wszystko, czego mu brakowało. Pierwszy etap spokoju w jego życiu po opuszczeniu w 1945 r. Zabrza to był okres, kiedy zamieszkał w Oldenburgu…

"Cholonek": życie, jakie znał

DW: Janosch przyjechał z Zabrza do Oldenburga jako wysiedlony…

AM: …ale oni w ogóle nie musieli wyjeżdżać. Udało mi się dotrzeć w katowickim archiwum do dokumentu, w którym matka Janoscha, Jadwiga (Hedwig) wnioskowała o polskie obywatelstwo. Niestety odpowiedź na ten wniosek przysłano po wyjeździe rodziny do Niemiec. Ale Janosch chciał wyjechać wiedząc, że będą mieli lepszy start, lepsze warunki do życia. Tam w Zabrzu nie mieli już niczego. Spalił im się dom. Stracili wszystko.

Angela Bajorek spotykając się z dziećmi opowiada o Janoschu i pokazuje różne związane z nim i jego twórczością przedmioty. Z jednego z pobytów u pisarza na Teneryfie przywiozła odcisk jego dłoni

Angela Bajorek chętnie opowiada o Janoschu

DW: Co Panią osobiście fascynuje w książkach Janoscha?

AB; Janosch jest autorem ponad 300 książek dla dzieci przetłumaczonych na 40 języków świata – jak udało mi się sprawdzić. Powieści dla dorosłych napisał zaledwie kilka. W Polsce kultową powieścią jest „Cholonek, czyli dobry Pan Bóg z gliny”. Ukazała się w latach 70-tych i była wznawiana. Od kilku lat wg. tej powieści wystawiana jest w teatrze Kores w Katowicach sztuka po śląsku, o Śląsku i o Ślązakach. I cieszy się wielką popularnością. To jest sztuka, przy której się na przemian śmieje i płacze. Janosch nie szczędzi krytyki Górnoślązakom, ale też potrafi być bardzo czuły wobec nich. Jest też sarkastyczny. Mówił mi kilkakrotnie, że on przedstawił takie życie, jakie znał, że to nie było zmyślone, że żył w takich plebejskich warunkach, wychowywał się w takim kulcie i takiej atmosferze i innego świata nie znał. To był cały jego górnośląski świat.

"Jest to człowiek żyjący pomiędzy Polską a Niemcami"

DW: Czy nie powinno się – w Pani opinii - więcej mówić o Janoschu w kontekście polsko-niemieckim?

AB: Janosch jest przykładem tego, co Niemcy nazywają „Grenzmensch”. To taki człowiek żyjący pomiędzy Polską a Niemcami. Jak go ciągle pytają, kim się czuje, odpowiada: „Ich bin weder Pole noch Deutscher”…

DW: …ani Polakiem ani Niemcem…

AB: Ani ani. Jak trzeba napisać do Oldenburga, to on pisze, że „ja mam Oldenburg w sercu”, a do Zabrza pisze: „mam Zabrze w sercu” – trochę tak się nagina. Janosch jest bardzo zadowolony, że nikt sobie nie uzurpuje praw do niego. On jest najlepszym przykładem tego, jak pogmatwana była historia Górnego Śląska i jak on sobie z nią poradził.

Janosch napisał 300 książek dla dzieci

Janosch napisał 300 książek dla dzieci

Janosch jest bardzo dumny z tego Śląska. Zawsze podkreśla, że chce umrzeć w Zabrzu, nad Czarniawką, nad tą rzeką graniczną, gdzie kilka kroków było, by przejść na stronę polską. I te polskie korzenie mają na pewno wpływ na jego tożsamość, na jego twórczość przede wszystkim. Widzę, że ma typowe zachowania dla Ślązaka. Ale on też powtarza, że jest kosmopolitą, takim wagabundą, który podróżuje w różne miejsca i wszędzie może się odnaleźć. W końcu w 80-tych latach osiadł tam na Teneryfie, która nie jest podobna ani do Polski ani do Niemiec. Jakby świadomie wybrał inną kulturę.

DW: Janosch kiedyś powiedział, że Górny Śląsk to jest takie miejsce, w którym człowiek się szybko odnajduje…

AB: To jest taki tygiel kulturowy. Tam kipi od różnych kultur, od różnych historii, geografii, mentalności, literatury też. To jest taka mieszanka, a Janosch jest „pomiędzy tym”, właśnie taki „Zwischenmensch”.

"Janosch wywołuje skrajne emocje"

DW: Janosch wydaje się nie być tak popularny w Polsce jak w Niemczech. Trudno sobie to wytłumaczyć, bo nie ma dziecka w Europie, które nie zna Misia, Tygryska i tygrysowej Kaczki.

AB: Na pewno nie jest. Myślę, że głównie Górny Śląsk go hołubi, ale ma też swoich krytyków. Mówi się o nim jako o „królu literatury dla dzieci”, ale też jako o „obrazoburcy”. Mówi się o nim też jako o tym, który „kala własne gniazdo”. Są to więc dość skrajne opinie. Nie każdy musi zaraz wielbić pisarza. On właśnie taki jest – wywołuje skrajne emocje.

DW: Pewnie dlatego stworzył sobie inny świat pisząc książki dla dzieci?

Rysunek 12-letniej Aliny dla Janoscha. Namalowała mu po swojemu jego tygrysią Kaczkę

Rysunek 12-letniej Aliny dla Janoscha. Namalowała mu po swojemu jego tygrysią Kaczkę

AB: To jest taki przeciwstawny świat, który on sobie stworzył. Po ukazaniu się w 2016 r. biografii Janoscha po niemiecku ludzie mówili mi na spotkaniach lub pisali do mnie, że byli zszokowani, bo myśleli, że jego życie było kolorowe i cukierkowe. A takie przecież nie było. To on sam stworzył sobie taki świat. Taki raj w zasadzie.

DW: Stworzył sobie raj, bo wiedział, czym jest piekło…

AB: On sam tak zatytułował jeden z rozdziałów swojej biografii. To był jego pomysł. Bo jego dzieciństwo to było piekło. Z każdej strony dostawał kuksańce:i w szkole, od rodziców i od rówieśników.

Im mniej masz, tym mniej potrzebujesz

DW: A co stało się jego życiowym mottem po tylu latach spędzonych na Teneryfie?

AB: „Im mniej masz,tym mniej potrzebujesz”. Taki tytuł nosi nota bene niemieckie wydanie biografii. Janosch jest ascetą. Nie potrzebuje wiele do życia. Miałam okazję obserwować, jak on żyje: skromne ubranie, hamak – wszechobecny, bo hamaki wiszą wszędzie. On też śpi w hamaku. Nasze rozmowy to była wymiana myśli na hamaku. Mimo jego gabarytów i wzrostu świetnie sobie radzi z hamakiem.

Dzieci w Oldenburgu zainscenizowały rozmowę w Janoschem ze swoim ulubionym autorem książek, który nie mógł osobiście przyjechać do nich na Targi Książki, którym patronował

Dzieci w Oldenburgu zainscenizowały rozmowę w Janoschem, swoim ulubionym autorem książek

DW: Janosch ma już 86 lat…

AB: Co roku w Zabrzu organizujemy 11 marca urodziny Janoscha, które trwają jak dobre polskie wesele. Jeszcze w 2005 i 2007 był w Zabrzu. Ale ja go wtedy jeszcze nie znałam. Moja przygoda z nim i jego biografią rozpoczęła się dopiero 2011 roku. Te urodziny w Zabrzu obchodzone są też bez niego. Organizuje je miasto Zabrze i kilka osób z organizacji pozarządowych. Tam jest też przedszkole im. Janoscha, jedyne w Polsce i dzieci zawsze występują, śpiewają, malują, potem wysyłają mu swoje prace. Kiedyś wysłały mu nawet ciastka. Przepiękne jest to przedszkole, tak kolorowe i ciepłe. Są tam sale Misia i Tygryska.

Ja od paru lat uczestniczę w tych urodzinach i przy tej okazji promuję mojego "Heretyka z familoka”, bo taki tytuł nosi biografia Janoscha po polsku. W tym roku pokazywano w Zabrzu dokumentalny film o jego życiu, nakręcony też m.in. na Teneryfie. Mam nadzieję, że zostanie  też pokazany w Niemczech, bo to bardzo wartościowy film. Jest on kolażem artystycznym, jest tam trochę rysunków Janoscha i autentycznych zdjęć. A Janosch komentuje swoje życie.

Jeden z obrazów Janoscha na wystawie w Oldenburgu. Jego zbiory twórczości artystycznej znajdują się w depozycie, w Muzeum Ilustracji w Troisdorfie

Jeden z obrazów Janoscha na wystawie w Oldenburgu. Jego zbiory twórczości artystycznej znajdują się w depozycie w Muzeum Ilustracji w Troisdorfie

DW: Pani jest jedyną osobą, która dotychczas napisała biografię Janoscha

AB: I mam nadzieję, że ostatnią, bo Janosch powiedział, że już nikomu więcej tak dużo o sobie nie opowie, jak mi opowiedział. A ponieważ nie pracuje przy komputerze, to sądzę, że nikt takiej szansy jak ja już nie dostanie.

Rozmawiała Barbara Cöllen

 

*dr Angela Bajorek jest germanistką. Od ponad 20 lat mieszka w Krakowie, jest adiunktem na Uniwersytecie Pedagogicznym, zajmuje się niemieckojęzyczną literaturą dla dzieci i młodzieży. Biografia Janoscha pt. „Heretyk z familoka” ukazała się w 2015 r. w wyd. Znak, a po niemiecku „Wer nichts braucht, hat alles” w 2016 w oficynie Ullstein. W 2017 r. biografia po polsku ukazała się w wydaniu kieszonkowym.

 

Redakcja poleca

Reklama