Jan Krzysztof Bielecki: „Z Niemcami było pragmatycznie”
14 czerwca 2026
– Z Niemcami było pragmatycznie – mówił były premier Polski Jan Krzysztof Bielecki o kulisach pracy nad traktatem o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a Niemcami 35 lat temu. – Potrzebowaliśmy nowego otwarcia i na drodze tego otwarcia były Niemcy. (…) Uważaliśmy, że ta droga wiedzie przez Berlin – opowiadał podczas konferencji polonijnej w Bonn w sobotę, 13 czerwca.
To właśnie Jan Krzysztof Bielecki i kanclerz Helmut Kohl jako szefowie rządów Polski i Republiki Federalnej Niemiec podpisali 17 czerwca 1991 roku w Bonn traktat, który stał się fundamentem relacji polsko-niemieckich po demokratycznym zwrocie w Polsce i zjednoczeniu Niemiec.
Tego Niemcy nie chcieli
Negocjacje nie były łatwe. Polacy i Niemcy pracowali nad tekstem przez dziesięć miesięcy. Niejednokrotnie diabeł tkwił w szczegółach. Warszawa chciała, aby w preambule było napisane: „Naszym wspólnym celem jest członkostwo Polski we Wspólnocie Europejskiej”. Na takie sformułowanie nie chciała jednak zgodzić się strona niemiecka. – Trzeba było znaleźć słowo-wytrych – opowiadał Bielecki.
Takim okazało się określenie „świadome znaczenia” i „przyłączenie”. Ostatecznie w preambule traktatu czytamy, że strony są „świadome znaczenia, jakie dla przyszłych stosunków obu Państw ma członkostwo Republiki Federalnej Niemiec we Wspólnocie Europejskiej oraz polityczne i gospodarcze przyłączanie Rzeczypospolitej Polskiej do tej Wspólnoty”. W jednym z artykułów traktatu zapisano, że „Republika Federalna Niemiec odnosi się pozytywnie do perspektywy przystąpienia Rzeczypospolitej Polskiej do Wspólnoty Europejskiej, gdy tylko powstaną ku temu przesłanki”.
Spór o „mniejszość polską”
Jednym z najbardziej spornych punktów była kwestia Polaków w Niemczech. Polskiej delegacji nie udało się przeforsować „mniejszości polskiej w Niemczech”. W traktacie jest mowa o „osobach w Republice Federalnej Niemiec, posiadających niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia, albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej”. Z kolei po stronie polskiej jest mowa o mniejszości niemieckiej w RP.
Opór Niemiec wynikał nie tylko ze stanowiska, że ludność polskiego pochodzenia przybyła do Niemiec dobrowolnie, ale i z polityki wewnętrznej. Ze względu na inne liczne grupy imigrantów, a także z uwagi na głosy ziomkostwa, rząd Kohla starał się uniknąć dyskusji o mniejszościach narodowych w Niemczech. – Z drugiej strony nawet w tym traktacie zapisano prawo do zapisywania imion i nazwisk w brzmieniu języka ojczystego – co na Litwie zajęło nam kilkanaście lat – mówił Bielecki, odpowiadając na pytanie Deutsche Welle.
Dzieliło ich jedno pokolenie
Kiedy 35 lat temu Bielecki podpisywał traktat dobrosąsiedzki w Bonn, od kanclerza Helmuta Kohla dzieliło go nie tylko jedno pokolenie, ale i doświadczenie w polityce. Bielecki miał 39 lat, Kohl – 61 i od prawie dziesięciolecia był kanclerzem Niemiec. Czy „ojciec zjednoczenia Niemiec” patrzył na młodego polskiego polityka z góry? – Kohl grał na wiele lat do przodu. Operacyjnie – tłumaczył Bielecki, podkreślając, że kanclerz Niemiec miał wizję Europy i „budował nową europejską architekturę”.
Jedną z tych wizji nakreślił podczas kolacji po zjeździe swojej chadeckiej partii CDU, na który w grudniu 1991 roku zaprosił m.in. Jana Krzysztofa Bieleckiego. – Na kolację poszliśmy tylko w trójkę – Wilfried Martens, premier Belgii z dwunastoletnim stażem, Helmut Kohl i ja. Trochę egzotycznie, ponieważ mówiliśmy każdy w tym języku, którego drugi nie za bardzo rozumiał. A nie było żadnych tłumaczy – wspominał Bielecki.
Żeby przygotować do tego dobrą atmosferę, na przystawkę podano „deutsche Wurst”, niemiecką kiełbasę. – Duża porcja, ale okazało się, że to jest początek dopiero – opowiadał z uśmiechem były premier Polski. Potem była kaczka, a na koniec jeszcze tort, bo Martens miał urodziny.
Tego wieczoru Kohl w im lepszym był nastroju, tym śmielej kreślił swoje wizje i europejską architekturę. Najpierw powiedział, że Polsce należy się członkostwo we Wspólnocie Europejskiej, że to jest poza wszelką dyskusją, tylko pytanie, w jakim czasie to nastąpi – wspominał Bielecki. A potem kanclerz stwierdził: – My musimy iść dalej i mieć na szybko co najmniej stowarzyszenie z trzema krajami bałtyckimi – Litwą, Łotwą i Estonią.
Było to zaledwie kilka miesięcy po interwencji wojsk radzieckich na Litwie, kiedy Polska i inne kraje nadal otoczone były wojskami radzieckimi.
Kombinacja języków
Wycofanie tych wojsk też wymagało współpracy Kohla z Warszawą. A nacisk na to musiał położyć premier Bielecki w rozmowie z kanclerzem w cztery oczy i przy barierze językowej. Obaj szefowie rządów porozumiewali się kombinacją języka niemieckiego, francuskiego i angielskiego, co nie zawsze było proste.
Podczas jednej z takich rozmów Jan Krzysztof Bielecki ustawił trzy przedmioty na stole symbolizujące trzy kraje. – Jeżeli mamy być przyjaciółmi i dobrymi sąsiadami, to nie może być tak, że tutaj są wielkie Niemcy, tu jest wielki Związek Radziecki, a ja siedzę tu, w Warszawie, i tylko patrzę na to, jak dyskutujecie o tym, że wojsko przejdzie przez polski teren i ze mną nie rozmawiacie. A 300 tys. musi jakoś przejechać – denerwował się Bielecki.
Kohl miał odpowiedzieć, że to słuszna uwaga i że on to zmieni. – Nic nie będzie o was bez was – zapewniał. A potem, nawiązując do podpisanego wcześniej traktatu polsko-francuskiego, w którym zapisano perspektywę członkostwa Polski we Wspólnotach Europejskich, Kohl wykorzystał te same trzy przedmioty, żaląc się na polską politykę: – Ale tu była wielka Polska, tu była wielka Francja, a tu były małe Niemcy i wyście latali i rozmawiali o Europie w Paryżu.
Potrzebny nowy traktat?
Dla Jana Krzysztofa Bieleckiego w relacjach polsko-niemieckich jest jeszcze wprawdzie „cała długa lista spraw, począwszy od zbrojeniówki, przez sprawy z historii i kultury” – ale nie jest potrzebny nowy traktat polsko-niemiecki. – Jest wiele rzeczy do uzupełnienia, ale część wynika z tego starego traktatu. Natomiast ważniejsze jest to, jak uczynić działania Niemiec wbudowane w architekturę europejską. Żeby to były działania wspólnotowe – mówił na konferencji w Bonn.
Potrzeby podpisywania nowego traktatu między Polską a Niemcami nie widział też uczestniczący w dyskusji panelowej były przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Pöttering. – Nie potrzebujemy nowego traktatu między Polską a Niemcami, tylko powinniśmy realizować to, co jest zapisane w traktacie z 17 czerwca 1991 roku. I wszystko, co bilateralnie robimy – Polska i Niemcy – musi służyć większemu celowi – europejskiemu porozumieniu – mówił Pöttering.
Dwudniową konferencję polonijną w Bonn 13 i 14 czerwca organizują Centrum Kompetencji i Koordynacji Języka Polskiego KoKoPol oraz Biuro Polonii w Niemczech. W niedzielę w centrum uwagi znajdzie się nauka języka polskiego w Niemczech.