Ile Niemcy zyskują na rozszerzeniu UE? | Moje życie w Niemczech | DW | 16.10.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Życie w Niemczech

Ile Niemcy zyskują na rozszerzeniu UE?

Kiedy w 2011 roku niemiecki rynek pracy stanął otworem dla większości nowych członków UE, obawiano się lawinowego napływu chętnych do pracy.

Saisonarbeiter stechen am Mittwoch (20.04.2005) bei Beelitz Spargel auf einem Feld. Etwas später als im Vorjahr beginnt jetzt in Deutschland die Spargelzeit. Im Vorjahr wurden im Land Brandenburg 954 Tonnen des Edelgemüses geerntet. Beelitz ist mit 940 Hektar die größte geschlossene deutsche Anbauregion. In Klaistow bei Beelitz wird am Donnerstag (21.04.2005) der offizielle Startschuss für die diesjährige Spargelsaison gegeben. Foto: Michael Hanschke dpa/lbn +++(c) dpa - Bildfunk+++

Pola szparagów koło Beelitz

- Za pieniądze, które zarobię tutaj w ciągu dwóch miesięcy jestem w stanie żyć w Polsce pół roku - przyznaje Danuta Jesionek (45), zmywając naczynia w kuchni w jednym z gospodarstw ogrodniczych w Bornheim koło Bonn. Od 9 lat Polka pracuje sezonowo w Niemczech. - Wcześniej potrzebowałem około miesiąca, aby zdobyć człowieka do pracy - opowiada właściciel gospodarstwa Claus Ritter. - Teraz wystarczy jeden telefon. W ciągu tygodnia pracownicy już są na miejscu - zaznacza. Jego zdaniem dzieje się tak dzięki prawu do swobodnego przepływu siły roboczej: od 1 maja 2011 roku obywatele państw Europy środkowej i wschodniej (oprócz Rumunii i Bułgarii) mogą bez ograniczeń pracować w Niemczech.

Wśród około tysiąca pracowników sezonowych, którzy między wiosną a jesienią pracują w gospodarstwie w Bornheim jest coraz więcej Bułgarów i Rumunów. Między nimi pracują także Niemcy, jak Gisela Klein (61). - Pracuję tu od sześciu lat i doskonale rozumiem się z pracownikami sezonowymi. Tylko czasami zdarzają się problemy z komunikacją. Poza tym - wszystko w porządku - mówi kobieta i pokazuje na leżącą na blacie kuchennym kartkę z wydrukowanymi zwrotami po rumuńsku, bułgarsku i po polsku.

Das Landesschild der Bundesrepublik Deutschland steht am Grenzübergang Philippsreut, aufgenommen am 22.06.2012. Foto: Armin Weigel dpa

Po otwarciu granicy nie nastąpiła masowa migracja zarobkowa do Niemiec

W Niemczech popracować, w Polsce żyć

Za kilka miesięcy kobiety się rozstaną - przynajmniej do następnego sezonu. Danuta Jesionek wraca do domu, do Polski. Tak, jak wielu jej rodaków. Jeżeli jest taka możliwość, chętnie podejmują oni pracę na miesiąc lub dwa w Niemczech, ale żyć wolą jednak w Polsce. Okazuje się, że podobnie myślą także lepiej wykształceni obywatele Unii z nowych państw UE. - 20 lat temu różnica poziomu płac między Niemcami a krajem pochodzenia motywowała do wyjazdu do Niemiec - wyjaśnia rzeczniczka Centralnego Ośrodka Pośrednictwa Zagranicznej Kadry Fachowej Federalnej Agencji Pracy (Zentrale Auslands-und Fachvermittlung der Bundesagentur für Arbeit, ZVA) Beate Raabe.

- Zmniejszyła się różnica w płacach i poprawiły możliwości zarobkowe w Polsce - zaznacza. Zdaniem urzędniczki z tego właśnie powodu chęć wyjazdu do pracy do Niemiec nie jest już zjawiskiem tak powszechnym jak jeszcze kilka lat temu.

Kiedy w 2011 roku niemiecki rynek pracy otwarto dla pracowników z Europy środkowej i wschodniej (wyłączając Rumunię i Bułgarię) panowała obawa, że mimo poprawiających się standardów życia w tych krajach, fala pracowników z nowych państw wspólnoty zaleje rynek pracy, Jednak zatrudniona jako pomoc kuchenna Gisela Klein zapewnia, że tacy ludzie jak jej koleżanki z Polski "nie pozbawią Niemców zatrudnienia".

To może także potwierdzić Oliver Koppel, ekspert ds. rynku pracy Niemieckiego Instytutu Gospodarczego z Kolonii. Jego zdaniem obawy przed zalaniem niemieckiego rynku przez tanią siłę roboczą okazały się zupełnie bezpodstawnie. - Po pierwsze, czysto ilościowe wskaźniki utrzymują się w normie i dają się oszacować - mówi Koppel. - Po drugie, mamy w Niemczech korzystną sytuacją na rynku pracy, co oznacza, że ​​panuje bardzo wysoki popyt na siłę roboczą.

W 2010 roku, rok przed wejściem w życie ustawy o swobodnym przemieszczaniu się siły roboczej w ramach UE, do Niemiec przybyło 130 tysięcy imigrantów z Polski, 75 tysięcy z Rumunii i 39 tysięcy z Bułgarii. W 2011 liczba ta prawie nie uległa zmianie, jak zaznacza ekspert. Wg szacunków Federalnego Urzędu Pracy oraz Ministerstwa ds. Migracji i Uchodźców (BAMF) rok po otwarciu niemieckiego rynku pracy dla obywateli większości państw UE do Niemiec przybyło między 63 tys. a 89 tys. osób.

Polscy uczniowie mogą uczyć się zawodu we wschodnich Niemczech

W społeczeństwie panował strach przed zalaniem niemieckiego rynku pracy przez nowych obywateli UE oraz obawy przed dumpingiem płacowym. Zakładano, że wschodnioeuropejscy pracownicy będą gotowi pracować za mniejsze wynagrodzenie, niż Niemcy, a przez to wpłyną na obniżenie poziomu wynagrodzeń. Jednak do takiej sytuacji nie doszło. Przeciwnie: swoboda przemieszczania się siły roboczej na wewnątrzunijnym rynku pracy wyszła Niemcom na korzyść. To potwierdza zarówno Federalna Agencja Pracy jak i liczni eksperci gospodarczy. - Napływ siły roboczej z nowych państw UE niewątpliwie spowodował załagodzenie sytuacji na niemieckim rynku pracy - zapewnia Oliver Koppel.

Meister Jozef Dziubaczka (vorn) aus Polen arbeitet auf der Baustelle Augustusplatz in Leipzig, auf dem in unmittelbarer Nachbarschaft zum Gewandhaus eine Tiefgarage entsteht. Unter den hier beschäftigten Bauarbeitern sind auch polnische Vertragsarbeiter. Die wirtschaftlichen Prognosen für das deutsche Baugewerbe sind nicht optimistisch. Beim gesamtdeutschen Bauvolumen wird in diesem Jahr ein Rückgang von drei bis vier Prozent hinter dem Vorjahr erwartet. Das betrifft den Wirtschaftsbau, öffentlichen Bau und Wohnungsbau gleichermaßen. Durch die Verdrängungskonkurrenz ausländischer Niedriglohnunternehmen verschärft sich zudem die Lage der deutschen Bauarbeiter. Bei mehr als 300.000 arbeitslosen Bauarbeitnehmern in Deutschland sind jetzt 210.000 Beschäftigte ausländischer Vertragsunternehmen tätig, was Marktanteilen zwischen 16 und 19 Prozent entspricht. Nach dem Scheitern des Mindestlohns besteht dringender Handlungsbedarf seitens der Tarifpartner der Bauindustrie, um Krawalle auf der Baustelle zu verhindern. Foto: Wolfgang Kluge

Obawa przed "wschodnioeuropejskimi pracownikami budowlanymi" jest zdaniem ekspertów nieuzasadniona

Na przykład w niemieckim szkolnictwie. We wschodniej części Niemiec jest obecnie o ok. 50 procent mniej chętnych do nauki zawodu, niż jeszcze dwadzieścia lat temu. Ta dość spora luka doprowadziła do nadpodaży miejsc nauki zawodu. - Ponieważ po zjednoczeniu Niemiec w landach wschodnich rodziło się znacznie mniej dzieci niż wcześniej, dziś te miejsca nauki zawodu mogą być zajmowane przez polskich uczniów - wyjaśnia Koppel. Lecz po pierwszych pionierskich próbach nauki zawodu w Niemczech większość młodych Polaków zrezygnowała. Nie radzili sobie z niemiecką mentalnością.

Autor: Marina Martinović / Agnieszka Rycicka

red.odp.: Małgorzata Matzke

Reklama