Grecja po wielkim ogniu: mobilizacja i szukanie winnych | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 26.07.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Grecja po wielkim ogniu: mobilizacja i szukanie winnych

Grecja jest w szoku po katastrofalnych pożarach, które spustoszyły okolice Aten. Ale ludzie nie siedzą z założonymi rękami. Pomoc płynie z całego kraju – relacjonuje z Salonik Florian Schmitz.

W pożarach niedaleko Aten zginęło co najmniej 81 osób

W pożarach niedaleko Aten zginęło co najmniej 81 osób

Kilkadziesiąt godzin po katastrofie. Jej bilans jest przerażający. 81 ofiar śmiertelnych, ponad 200 rannych, w tym wiele dzieci. Wakacyjna miejscowość Mati, położona na wschód od Aten, nie nadaje się do zamieszkania. Ratownicy wychodzą z założenia, że liczba ofiar jeszcze się zwiększy. – Jest bardzo prawdopodobne, że znajdziemy kolejne ciała w domach, do których na razie nie udało się nam dotrzeć – mówi jeden ze strażaków. Zdjęcia spustoszonych okolic rozlewają się po Internecie. Pełni zwątpienia ludzie kręcą się po polach popiołu. Niektórzy szukają swoich bliskich, wielu straciło dorobek całego życia.

Strażacy niosą ciało ofiary pożaru niedaleko Mati

Strażacy niosą ciało ofiary pożaru niedaleko Mati

W piątek (27.07.2018) kończy się ogłoszona przez premiera Aleksisa Tsiprasa trzydniowa żałoba. – Pomożemy wszystkich i odpowiemy na wszystkie pytania – zapewniał w telewizyjnym orędziu. Jego słowa skierowane były do tych, którzy już w poniedziałek szukali winnych tragedii. 

Solidarność w całym kraju

Po tragedii przez kraj przetacza się fala solidarności. Kiedy ogień jeszcze płonął, supermarkety i kawiarnie rozdawały za darmo jedzenie i wodę. Setki ludzi w całej Grecji oddawały artykuły spożywcze, ubrania, leki. W mediach społecznościowych pojawiły się apele o zbiórki pieniędzy i wezwania do oddawania krwi. W zaimprowizowanych centrach pomocowych stoły uginają się od darów. Kraj jest w szoku, ale Grecy nie siedzą z założonymi rękami.

To ich mocna strona. W momentach zwątpienia pomaganie innym staje się oczywistością. – Nie można przecież zostawić ludzi samych sobie – mówi 48-letnia mieszkana Salonik. W rękach trzyma dwie torby z jedzenien. Właśnie niesie je do miejsca zbiórki. Te gesty człowieczeństwa przypominają akcje niesienia pomocy uchodźcom w roku 2015 i 2016. Grecy, nauczeni doświadczeniem, wiedzą, że kiedy potrzebna jest szybka pomoc, nie należy liczyć na państwo. Własna inicjatywa to nie tylko przejaw miłości do bliźniego, ale też sposób na przeżycie.

Pomoc dla tych, którzy stracili wszystko

Pomoc dla tych, którzy stracili wszystko

Prawosławny biskup: ogień to kara boska

Szukanie przyczyn tragedii rozpocznie się w piątek. Na razie wiadomo tylko jedno: brak opadów i temperatury przekraczające 40 stopni stworzyły doskonałe warunki dla pożaru. Silne podmuchy wiatru rozniecały zaś ogień roznosząc go z taką prędkością, że służby nie nadążały z niesieniem ratunku. Wiele osób mówi o podpaleniach. Nie byłoby to nic nowego. Nie tylko w Grecji, ale też we Włoszech, Hiszpanii i Portugali dochodzi do podpaleń na chronionych terenach, aby pozyskać grunty na nowe nieruchomości. Wspomina się też o wyrzucanych niedopałkach albo powstawaniu ognia od leżącego szkła, ale w tej chwili to tylko spekulacje.

Prawosławny biskup Amvrosios już w poniedziałek wiedział jednak, co się stało. Na swoim blogu napisał, że ogień był karą boską, za premiera Aleksisa Tsiprasa, który jest ateistą. Wielu Greków niezwykle ostro skrytykowało duchownego za te oskarżenia. Także Kościół zdystansował się od Amvrosiosa.

Grozi polityczne trzęsienie ziemi

Dyskusja w Grecji kręci się teraz wokół zarzadzania kryzysowego. Lider opozycji Kyriakos Mitsotakis, który zazwyczaj nie przepuszcza żadnej okazji, aby próbować zdyskredytować Tsiprasa, jak na razie jest zachowawczy. Rozmawia z poszkodowanymi i ratownikami, bierze udział w uroczystościach żałobnych. Po wielu przegranych politycznych potyczkach walczy o sympatię wyborców. W przyszłym roku Grecję czekają wybory parlamentarne. Przeciwnicy premiera liczą jednak na to, że uda im się przyspieszyć termin wyborów.

Premier Grecji Aleksis Tsipras

Premier Grecji Aleksis Tsipras

Sytuację greckiego premiera może skomplikować jedna z ustaw, przyjęta w 2014 roku. W wywiadzie dla gazety "Frankfurter Allgemeine Zeitung" przewodniczący Zreszenia Greckich Ochotniczych Straży Pożarnych (ESEPA) Nikos Sachinidis ostro skrytykował szefa rządu. Wspomniana ustawa zabroniła ochotnikom podejmować działania na własną rękę. Walczyć z ogniem mogą tylko strażacy zawodowi, którzy z powodu kryzysu ciągle skarżą się na brak środków i ludzi. Zdaniem Sachinidisa katastrofa mogłaby mieć mniej poważne skutki, gdyby ochotnicy wkroczyli do akcji.

I choć ustawa została przyjęta jeszcze przez poprzedników Tsiprasa, cała sprawa może mu zaszkodzić i przerodzić się w skandal. W sierpniu dobiega końca program kredytowy dla Grecji, co Tsipras chce zaprezentować wyborcom jako swój sukces. Ale delikatny wzrost gospodarczy na razie pozostaje niezauważalny dla większości Greków.

Premierowi zarzuca się też, że kończąc wieloletni spór z Macedonią, dotyczący nazwy tego kraju, zrobił to kosztem greckiej historii i wbrew woli Greków. Sytuacja w kraju jest napięta, a emocje często biorą górę nad faktami. Następne dni pokażą, jak polityka zareaguje na tę tragedię. Jedno jest pewne. Grecja jest w stałym trybie wyborczym, a pożar z początku tygodnia będzie miał polityczną dogrywkę.

Redakcja poleca

Reklama