Grecja: kolebka demokracji kolebką kryzysu | Felieton | DW | 08.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

Grecja: kolebka demokracji kolebką kryzysu

Wyniki niedzielnych (6.05.12) wyborów w Grecji zaskoczyły wszystkich. Dotychczasowe partie wielkiej koalicji nie mają już większości. Grecja, niegdyś kolebka demokracji, dziś jest kolebką kryzysu. Komentarz DW.

Zamiast pięciu, w nowym parlamencie reprezentowanych będzie siedem partii. Za żadną z nich nie stoi więcej niż 20 procent wyborców i tyleż mandatów. Stabilna koalicja musi liczyć więc co najmniej trzy partie. Które i w jakiej konstelacji - tego jeszcze nie wiadomo.

To, że obie wielkie partie, konserwatywna Nea Dimokratia Antonisa Samarasa i socjalistyczna PASOK, byłego ministra finansów Evangelosa Venizelosa, wspólnie nie dysponują większością, jest absolutną sensacją tych wyborów. Tym samym polityczny kurs poprzednich miesięcy okazuje się kompletną porażką - tylko niechętnie i pod wielkim naciskiem zagranicznych partnerów i kredytodawców, partie te zgodziły się w listopadzie 2011 na stworzenie rządu koalicyjnego pod wodzą bezpartyjnego bankowca Loukasa Papademosa. Celem tego rządu było określenie ram polityki oszczędności i reform strukturalnych i ich wdrożenie. Jednak niechętni sobie koalicjanci już wtedy uzgodnili, że przejściowy rząd Papademosa ma przygotować dotknięte bankructwem państwo do przedterminowych wyborów.

Nie było posunięcie godne mężów stanu. Rozpisano wybory bez potrzeby, w sytuacji w której obywatele i kraj dotknięci są przymusem oszczędzania, recesją i nie widzą światła na końcu tunelu - jak tu się jeszcze dziwić takiemu wynikowi? To gorzka ironia losu - teraz, gdy PASOK i Nea Dimokratia wreszcie mają ochotę zawiązać koalicję, nie wystarcza im głosów!

Opór przeciwko polityce oszczędzania

Deutsche Welle Spiros Moskovou

Komentator DW Spiros Moskovou

Antonis Samaras już po kilku godzinach zrezygnował z misji utworzenia rządu. Nasuwa się wrażenie, że już na wstępie rozmów ten konserwatywny polityk nie miał na to ochoty. Dla przyszłości kraju nie wróży to nic dobrego. Teraz bowiem swoją szansę otrzymuje druga co do wielkości partia reprezentowana w nowym parlamencie - Koalicja Radykalnej Lewicy SYRIZA demagoga Alexisa Tsiprasa. Na swoich sztandarach wypisał on hasło natychmiastowego wycofania się ze wszystkich umów zawartych z zagranicznymi kredytodawcami. Chce on nacjonalizacji banków i zakończenia kursu oszczędzania - to ponura perspektywa dla Europy! Właściwie "tercet" złożony z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Unii Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego zamierzał za dwa tygodnie skontrolować postęp w polityce oszczędzania. Teraz trzeba się obawiać, że zagraniczni eksperci nie będą nawet wiedzieli z kim mają w Atenach rozmawiać.

Wszystkie błędy przeszłości mszczą się teraz na dwóch, dawniej największych, greckich partiach. Najpierw przez dziesięciolecia rujnowały kraj. Ale nawet wtedy, gdy stało się to jasne, nie wykorzystały "małżeństwa z przymusu". Zamiast przynajmniej zainicjować narodowy konsensus, ciągle zaznaczały, że najlepszym rozwiązaniem wszystkich problemów jest nowy mandat. Nea Dimokratia dawała nawet pożywkę nadziei, że możliwe są natychmiastowe nowe rokowania z zagranicznymi kredytodawcami. Ale wyborcy nie uhonorowali tego kursu. Zamiast tego zwrócili się ku partiom, które podsycały radykalne nadzieje na anulowanie wszystkich zobowiązań, których Ateny podjęły się w czasie ostatnich dwóch lat.

Coraz więcej wyborców zostaje w domu

Sytuacja w Grecji staje się coraz bardziej nieprzejrzysta. Balans na linie w celu utworzenia rządu poważnie wystawia na szwank polityczną stabilność. A jeśli nie dojdzie do zawiązania stabilnej koalicji potrzebne będą kolejne wybory. Jednocześnie duża część społeczeństwa coraz dotkliwiej odczuwa skutki radykalnej polityki oszczędzania, która ciągle jeszcze nie przynosi namacalnych wyników.

Z niepokojem myśli się teraz o kolejnym wzroście poparcia dla radykalnych partii lewicowych i prawicowych w następnych wyborach. A jeśli do 17 maja nie uda się utworzyć nowego rządu, obywatele będą znów musieli pofatygować się do urn. Przy tym coraz więcej Greków odwraca się od polityki. W czasie ostatnich wyborów w domu pozostało 35 procent wyborców. Grecja była kiedyś kolebką demokracji. Dziś, jak się wydaje, jest kolebką kryzysu Europy.

Spiros Moskovou, Redakcja Grecka Deutsche Welle

tłum. Bartosz Dudek

red. odp. Iwona D. Metzner