Grecja: „Jeszcze żaden Niemiec nie został u nas zadźgany” | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 29.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Grecja: „Jeszcze żaden Niemiec nie został u nas zadźgany”

Branża turystyczna w Grecji wszystkie siły musi koncentrować na walce o zachowanie swojego dobrego imienia. Kryzys finansowy pociągnął za sobą osobliwe wyobrażenia niektórych turystów, zwłaszcza niemieckich.

– Czego właściwie mamy się bać? – pyta Froso Hatsiliadu, gdy podaje świeżo zaparzoną kawę. – Mamy słońce, morze, dobre jedzenie. I jesteśmy stanie przeżyć – dodaje. Z balkonu jej małego pensjonatu rozciąga się widok na morze. Hatsiliadu żyje w idyllicznym, nadbrzeżnym miasteczku na północy Grecji. Nie uważa, żeby kryzys szczególnie ją dotknął. – Kto pracuje w Grecji w turystyce i dobrze gospodarzy swoimi pieniędzmi, nie odczuwa żadnego kryzysu – wyjaśnia ciemnowłosa, szczupła 50-latka. Obok prowadzenia pensjonatu od ponad 20 lat pracuje w recepcji pięciogwiazdkowego hotelu. Jej mąż prowadzi małą restaurację a w wolnych chwilach dba o ogródek. Małżeństwo trzyma też parę kur.

Tylko Niemcy nie chcą przyjeżdżać

Griechenland Tourismus Halkidiki Froso Hatsiliadu

Froso Hatsiliadu (z p., w środku) ma pełne ręce roboty, mimo kryzysu

Kryzys pokazał się tylko z jednej strony – od kilku lat przyjeżdża coraz mniej gości z Niemiec. Pojawili się za to Rosjanie, Bułgarzy, Anglicy a ostatnio też Turcy. Z niemieckich turystów wierni pozostali tylko nieliczni goście przyjeżdżający od lat i traktowani już niemal jak rodzina. – Jesteśmy zszokowani tym, co piszą o nas Niemcy – mówi Froso Hatsiliadu. Gazety może czytać w oryginale, bo dobrze mówi po niemiecku. Do ósmego roku życia mieszkała z rodzicami w Niemczech, do dzisiaj jest wielką miłośniczką niemieckiej kultury.

– Skąd się biorą te uprzedzenia, że jesteśmy leniwi, nie płacimy rachunków, a w naszym kraju jest niebezpiecznie? Jeżeli nie mam czego włożyć do garnka, wiem, że sąsiedzi zawsze mnie czymś wesprą. Niemcy też mogą to o sobie powiedzieć? – pyta. Z gazet Hatsiliadu dowiedziała się, że Niemcy boją się w Grecji napadów, dlatego nie przyjeżdżają. Jej riposta: - Proszę powiedzieć, że jeszcze żaden Niemiec nie został w Grecji zadźgany.

Niemieckie media igrają z ogniem

Niemiec Peter Walter przyjechał do Grecji na urlop, po raz pierwszy. Zdecydował się na przyjazd przede wszystkim ze względu na żonę, wielką amatorkę greckiej kuchni. Spotykam go w kafejce. – Przyjechałem przekonany, że w kryzysie nic tu nie funkcjonuje, że panuje chaos a ludzie głodują – przyznaje. W kręgu jego znajomych panują skrajnie negatywne opinie o Grecji. – Myślą, że nikt tutaj tak naprawdę nie pracuje, nikt nie płaci podatków, a każdy wyciąga tylko rękę do Niemców, żeby dali jeszcze więcej pieniędzy – relacjonuje niemiecki turysta Walter.

Griechenland Tourismus Halkidiki Harry Herrmann

Harry Herrmann (z p.): „Żadne z uprzedzeń nie ma potwierdzenia“

Już na miejscu, w Grecji stwierdził, że mało kto odpoczywa w południe. – Przed bankami prawie nie ma kolejek, nikt nie narzeka na wysokie zadłużenie, za które wszyscy muszą teraz płacić – mówi Walter zły sam na siebie, że przyjechał z tak błędnymi wyobrażeniami. – Jestem tu jedynym, który przeżywa tu kryzys, bo nie rozumiem, jak słabo znamy tych ludzi i jak bardzo kierujemy się obrazem stworzonym przez niemieckie media – denerwuje się.

Jeden stereotyp goni drugi

Inny niemiecki turysta Harry Herrmann nie jest zdziwiony. 55-latek jest w Grecji już po raz czwarty. Pierwszy raz przyjechał w 2007 roku i także już wówczas konserwatywni krewni ostrzegali go, żeby się dobrze zastanowił, co robi. Mimo tych ostrzeżeń wybrał się do Grecji, by stwierdzić, że rzeczywistość nie ma nic wspólnego z tym, czego się nasłuchał. – Tym razem ostrzegano mnie, że jedzenie jest wydzielane i że na własnej skórze odczuję nienawiść do cudzoziemców, a przede wszystkim do Merkel i Schaeublego – przyznaje Herrmann. Po takich opowieściach tym bardziej zależało mu na przyjeździe. – Wiem przecież, że żadne z tych uprzedzeń nie ma pokrycia – podkreśla.

Właścicielka innego małego pensjonatu Irini Pandeludi czuje, jak włosy stają jej dęba, kiedy myśli o starszym niemieckim małżeństwie, które gościła przed miesiącem. Zamieszkali w najlepszym pokoju, z własnym balkonem i widokiem na morze, klimatyzacją, telewizorem, dostępem do Internetu i najlepszym śniadaniem w całej okolicy. Wszystko to za 70 euro za dobę. Bezczelni ludzie - kwituje 65-letnia Greczynka. Branżę turystyczną zna wyśmienicie, pracuje w niej od 30 lat.

„Zobaczyć leniwych Greków“

- Przyjechaliśmy, żeby zobaczyć, jak leniwi są Grecy – stwierdził mężczyzna. – To możecie Państwo zacząć ode mnie – odcięła się wygadana Irini. – Jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku. Jeżeli dacie radę harować przez całe lato, w temperaturach od 30 do 40 stopni Celsjusza, od 6 rano do 11 w nocy, bez jednego wolnego dnia, to w przyszłym roku możecie mieszkać u mnie za darmo. - Za darmo powinni mieszkać już właściwie teraz - skwitował to jej niemiecki gość: - Patrząc, ile dostaliście już od nas pieniędzy, wszystko tutaj jest już praktycznie nasze.

Wiele osób pracujących w Grecji w turystyce jest zdania, że usuwanie szkód, jakie wyrządziły krajowi i ludziom uprzedzenia wykształcone przez kryzys, będzie trwało latami.

Marianthi Milona, Saloniki / Elżbieta Stasik