Genscher, Bartoszewski i wielki nieobecny | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 09.02.2010
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Genscher, Bartoszewski i wielki nieobecny

Tworzyli historię, połączyła ich przyjaźń, po latach spotkali się w Warszawie: Hans Dietrich Genscher i Władysław Bartoszewski. Poraziła ich wiadomość, że właśnie odszedł trzeci przyjaciel: Krzysztof Skubiszewski.

Rozumieją się znakomicie: Władysław Bartoszewski i Hans Dietrich Genscher na UW

Rozumieją się znakomicie: Władysław Bartoszewski i Hans Dietrich Genscher na UW

Miejscem spotkania była wypełniona po brzegi aula Uniwersytetu Warszawskiego, a tematem – książka Bartoszewskiego ”O Niemcach i Polakach. Wspomnienia. Prognozy. Nadzieje”. Ale tylko formalnie. Genscher już na wstępie zauważył, że uczestniczy w premierze. Owszem, w prezentacjach książek często brał udział, lecz na prezentację książki, której nie zna, dał się namówić po raz pierwszy. Zna natomiast autora. To wystarczy.

Tylko „Skubi” bez słuchawek

Pierwsze negocjacje konferencji dwa plus cztery (Bonn, 14.03.1990)

Pierwsze negocjacje konferencji "dwa plus cztery" (Bonn, 14.03.1990)

Śmierć Krzysztofa Skubiszewskiego wprowadziła nieplanowany, a ważny wątek tematyczny. Genscher, który - jak żaden inny polityk w europejskiej demokracji - przez blisko ćwierć wieku pełnił najwyższe funkcje rządowe – początkowo ministra spraw wewnętrznych, potem zagranicznych Republiki Federalnej – opowiadał, jak poznał Skubiszewskiego. W Polsce raczkował rząd Mazowieckiego, w Berlinie upadł mur, w podzielonej Europie aż po Łabę stacjonowały wojska radzieckie. Często się wtedy spotykali, często rozmawiali przez telefon. W krótkim czasie stali się przyjaciółmi, relacjonuje Genscher. Gdy szło ku zjednoczeniu, a kanclerz Helmut Kohl nieco lawirował z ostatecznym uznaniem granicy na Odrze i Nysie łużyckiej, w sposób zdecydowany uczynił to minister Genscher. Tak samo poparł idee Skubiszewskiego, by w rozmowach „2 plus 4” – gdy na porządku dnia stanęła sprawa granicy wschodniej zjednoczonych Niemiec – uczestniczyła też Polska. „2 plus 4” była, podzieloną na 5 spotkań, konferencją z udziałem dwóch państw niemieckich i czterech mocarstw zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej – USA, ZSRR, Wielkej Brytanii i Francji. Polityczne aspekty zjednoczenia i zamknięcia rozdziału wojennego regulował traktat, podpisany w Moskwie 12 września 1990 roku. Nieco wcześniej, 17 lipca, w Paryżu, omawiano sprawy graniczne i wtedy do czwórki doszlusował partner piąty, Polska.

Genscher wspomina, że wszyscy uczestnicy paryskiego spotkania niemal cały czas mieli na uszach słuchawki z tłumaczeniem symultanicznym. Wyjątek od reguły wprowadził Skubiszewski. Nie potrzebował słuchawek, znał języki wszystkich ministrów. - Powiedziałem wtedy – z uśmiechem wspomina Genscher – że jeśli pójdziemy w ślady Krzysztofa Skubiszewskiego – to Europa ma zapewnioną, piękną przyszłość.

Sprinterzy polityki

Trzech przyjaciół: Skubiszewski (od l.) Genscher, Dumas, Frankreich, na konferencji 15 lat Trójkąta Weimarskiego (Weimar, 29. 08. 2006)

Trzech przyjaciół: Skubiszewski (od l.) Genscher, Dumas, Frankreich, na konferencji "15 lat Trójkąta Weimarskiego" (Weimar, 29. 08. 2006)

Tempo nadal było duże. Półtora miesiąca po zjednoczeniu Niemiec, Genscher i Skubiszewski podpisali układ graniczny. Teraz negocjowali traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, zawarty 17 czerwca następnego roku.

Dla Bartoszewskiego, w owym czasie ambasadora w Austrii, „Skubi” - tak nazywano ministra w MSZ - był przełożonym i zarazem wzorem sprawiedliwego szefa. – Nigdy nie wymagał – wspomina dzisiejszy sekretarz stanu – by podwładni pracowali dłużej niż szef. On zaś pracował po kilkanaście godzin na dobę… . Zdaniem Profesora, Krzysztof Skubiszewski to najlepszy - od 1989 roku - minister spraw zagranicznych państw Europy środkowo – wschodniej. Genscher stwierdził, że odejście Skubiszewskiego to strata nie tylko dla Polaków, również dla Niemców, ba, dla Europejczyków.

Genscher był ojcem Trójkąta Weimarskiego. Chodziło o to, by ułatwić Polsce zbliżenie do struktur euro – atlantyckich, ale towarzyszyła temu też inna myśl ojca – założyciela. Francja mianowicie nerwowo obserwowała zaangażowanie zjednoczonych Niemiec za swą wschodnią granicą i Trójkąt miał uśmierzyć te niepokoje. Przyjaciele wspólnie przekonali do tej idei francuskiego ministra, Rolada Dumas. Dziś Genscher apeluje, by ożywić wreszcie Trójkąt Weimarski, leży to zwłaszcza w interesie Warszawy. Ex-minister nie kryje sympatii dla Polski. Opowiada, jak to jego 13-letnia wnuczka, mając do wyboru szkolną wycieczkę do Francji, Wielkiej Brytanii i Polski, wybrała właśnie trzecią propozycję, Jak można się domyślać, nie bez wpływu dziadka.

Tort i pokój

Autor artykułu i minister Skubiszewski (Bonn, 14.03 1992)

Autor artykułu i minister Skubiszewski (Bonn, 14.03 1992)

To pokolenie: Bartoszewski (1922) i Genscher (1927), mówią o Unii Europejskiej jakby inaczej niż generacja polityków, która dziś nadaje ton. Wielu nie kryje, że chodzi im głównie o to, by wykroić jak największy kawałek tortu. Starsi panowie wybijają na czoło znaczenie Unii jako gwaranta pokoju na starym kontynencie. Genscher wskazuje, że zalążkiem była Europejska Wspólnota Węgla i Stali. Utworzyły ją trzy większe państwa – Francja, Włochy i RFN – oraz trzy mniejsze – Belgia, Holandia i Luksemburg. Z tego powstał dobry model; wielcy i mali muszą respektować się nawzajem, a podejmowanie decyzji wymusza wyważone kompromisy. Bartoszewski dodaje - dzięki Bogu, że w rozstrzygających momentach politycy nie ulegli presji opinii publicznej. Gdyby tak się stało, Polska nie znalazłaby się w Unii, bo przecież milcząca większość w Austrii i Niemczech była przeciw temu akcesowi. Gdyby zorganizowano referendum, marka królowałaby nadal w RFN, a otwarte granice łączyłyby tylko najzamożniejsze państwa Unii.

O książce Bartoszewskiego mówiono najmniej. "Z punktu widzenia polityka" – zauważył Genscher - "zła jest książka, w której próżno szuka on swego nazwiska". W porządku jest książka, w której nazwisko występuje, a dobra, w której się powtarza. Bardzo dobra jest natomiast ta, w której polityk - powiedzmy, on, Genscher – po wielokroć odnajduje swe nazwisko. Dzieło Bartoszewskiego jest znakomite.

Michał Jaranowski, DW, Warszawa

red. odp. Bartosz Dudek

Redakcja poleca