Genealog: setki lat sąsiedztwa nie pozostały bez wpływu | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 01.11.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Genealog: setki lat sąsiedztwa nie pozostały bez wpływu

Dziadek Angeli Merkel pochodził z Poznania, zaś z Elbląga pochodzą przodkowie szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. O związkach Polaków i Niemców mówi genealog Benjamin Ratz*.

Historia rodziny na kartach albumu

Historia rodziny na kartach albumu

DW: Ile Polaka w Niemcu, ile Niemca w Polaku? 

Benjamin Ratz: Sam mam korzenie polskie, niemieckie i francuskie, a przynajmniej te znam. Kto z nas jednak zna imię swojej praprababci, nie mówiąc już o tym, skąd pochodziła? Niemcy i Polacy są sąsiadami od setek lat, nawiązywano przez to mnóstwo kontaktów. Jeśli tyle lat mieszka się koło siebie ma to niebagatelny wpływ. Polacy i Niemcy uczyli się od siebie nawzajem. Chłonąc populistyczne media, pragnące przekazać skrajny i jednostronny punkt widzenia, ulega się złudzeniu jednolitej narodowości. Kwestia pochodzenia każdego z nas nie jest czarno-biała. Ciekawych faktów możemy dowiedzieć się też poprzez rozmowę ze starszymi członkami rodziny. Tutaj też jednak istnieje ryzyko ładunku emocjonalnego i braku obiektywizmu. 

Załóżmy, że rozmawia pan z przeciętnym Kowalskim. Na ile mamy do czynienia z prawdopodobieństwem, że jest on po części Niemcem, Żydem lub Ukraińcem? 

- Biorąc pod uwagę ostatnie 100-200 lat, oceniłbym je na 30-40 procent. 

Także w Niemczech nie brakuje osób o polskich korzeniach. Dziadek Angeli Merkel pochodził z Poznania. Polskich przodków odkrył niedawno lider partii FDP Christian Lindner.

- Warto też wspomnieć o przodkach szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen pochodzących z Elbląga. Nawet dalecy przodkowie papieża Jana Pawła II byli protestantami o niemieckim nazwisku z Bielska-Białej. Wielu Polaków i Niemców ma mieszane nazwiska. W zaborze pruskim, ale nie tylko, dochodziło do małżeństw mieszanych.

Przed drugą wojną światową Polska była państwem wielokulturowym. Nie tylko Łódź lub Warszawa miały polsko-żydowsko-niemieckie oblicze. Na ile było to zauważalne na co dzień? 

- W miastach na tej samej ulicy, a nawet w tym samym budynku mieszkały rodziny polskie, niemieckie i żydowskie. Najsilniejszym wyznacznikiem odrębności kultury była wtedy religia. Żydzi, Niemcy (głównie protestanci) i Polacy (głównie katolicy) mogli różnić się obyczajami, ale też ubiorem, zwyczajami kulinarnymi, czy też językiem. Dochodziło naturalnie do wymian między grupami – Niemiec mógł mówić po polsku, Polak po niemiecku, Żyd nawet w obu i do tego po rosyjsku. To, co mnie osobiście fascynuje, to zapożyczenia i germanizmy w języku polskim, których jest mnóstwo.

Benjamin Ratz

Benjamin Ratz

  

Słownik zapożyczeń niemieckich w polszczyźnie wydawnictwa PWN liczy 220 stron.  

 - Także w języku niemieckim jest kilka słów o polskim rodowodzie. Wpływy językowe to nie tylko niemieckie „wihajster” czy „majstersztyk”, ale i polskie „Piroggen”, „dalli” (dalej) lub „Penunze”, czyli pieniądze. 

Co polskie i niemieckie mieszanki wniosły do ówczesnych społeczeństw? 

- Mieszanka języka, religii, obyczajów i nawyków kulinarnych oraz wszystkiego, co się wiąże z kodem kulturowym. Horyzont myślowy człowieka poszerza się, ucząc się czegoś z innej kultury. Na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Warszawie można znaleźć wiele ważnych nazwisk, które zapisały się w dziejach miasta. Należą do nich m.in. Johann Christian Kamsetzer, architekt ogrodów Łazienek Królewskich lub Edward Karol Strassburger, ekonomista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego i dziadek Karola Strassburgera – prezentera telewizyjnego. Chyba każdy zna firmę Wedel, a nie wszyscy wiedzą, że została założona przez niemieckiego przemysłowca. Wielu Niemców mieszkających w Polsce zostało spolonizowanych nie pod przymusem, ale dlatego, że zostali zaakceptowani przez polskich współobywateli. Zrobili też wiele dla społeczeństwa. Dotyczy to nie tylko znanych osób, ale także tych, które wspierały swoich sąsiadów i najbliższe otoczenie. To samo dotyczy też polskich historii w Niemczech.

Jako genealog bada pan korzenie klientów nie tylko w celach prywatnych, ale i spadkowych. Jak często Polacy lub Niemcy byli zaskoczeni, dowiedziawszy się o swoich przodkach? 

- Odnalezieni spadkobiercy zwykle nie mają pojęcia o tych krewnych. W polskich rodzinach często utrzymywano w tajemnicy niektóre korzenie. Mowa na przykład o Żydach, którzy przeszli na katolicyzm i przy chrzcie nadawano im chrześcijańskie imiona. Mnóstwo było też spolonizowanych Niemców, co także ukrywano. Nie wywoływało to sympatii – zwłaszcza po drugiej wojnie światowej. 

*Benjamin Ratz (ur. 1988) - z wykształcenia historyk, z zawodu genealog. Zajmuje się relacjami polsko-niemieckimi z uwzględnieniem historii kontaktów międzyludzkich. Mieszka w Polsce.