Górnoślązacy: „Niewidoczni budowniczy pomostów” | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 25.07.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Górnoślązacy: „Niewidoczni budowniczy pomostów”

Górnoślązacy do perfekcji opanowali taniec na linie tożsamościowej. Dzisiaj odradza się ich dualistyczny charakter i to jest pozytywne – mówi historyk i literaturoznawca Marcin Wiatr*.

DW: Kiedy w Niemczech ktoś pytany o pochodzenie odpowiada, że jest z Górnego Śląska, to odnosi się wrażenie, że ta wiadomość wywołuje trochę inne wrażenie na Niemcach niż gdyby się powiedziało, że jest się z Mazowsza, Małopolski czy innych regionów Polski. Dlaczego?

Dr Marcin Wiatr*: Powody są złożone. Na przykład Mazury kojarzą się z zupełnie innym krajobrazem. Górny Śląsk ma tego pecha – podobnie jak Zagłębie Ruhry w Niemczech – że jest kojarzony jako region przemysłowy. Kopalnie i huty są na powolnym wymarciu, ale Zagłębie Ruhry też potrzebowało długo, żeby przezwyciężyć stereotyp czarnego regionu z hałdami. Nawet jeśli jest bardziej zielone niż niektóre okolice gór Harz. Podobnie jest z Górnym Śląskiem, który wciąż bardziej kojarzony jest z przemysłową eksploatacją i zanieczyszczonym powietrzem. 

A czy fakt, że w wielu Górnoślązakach jest trochę Niemca i trochę Polaka, co pod względem narodowościowym czyniło zawsze z nich taki pierwiastek niepewny, ma negatywny wpływ na obraz Ślązaka?

- Możliwe, że coś w tym jest. Nie jestem jednak pewien, czy przeciętny Niemiec wie, gdzie leży Górny Śląsk i do kogo w przeszłości należał. Tylko pewna grupa Niemców to kojarzy – nierzadko ze względu na własne pochodzenie albo pochodzenie rodziców czy dziadków.

Radiostacja w Gliwicach

Radiostacja w Gliwicach

Górny Śląsk jest taką nieodkrytą planetą. Jadąc z Wrocławia do Krakowa, mało kto się tu zatrzymuje. Musi się już być bardzo zainteresowanym albo mieć przynajmniej rodzinne korzenie na Górnym Śląsku, żeby przystanąć np. przy radiostacji gliwickiej, która jest symbolem końca polsko-niemieckiej symbiozy na Górnym Śląsku przed drugą wojną światową.

I czego w takich miejscach dowie się Niemiec?

- W niektórych miejscach Niemcy mogą czuć się swojsko. Górnośląskość ma bliskie im elementy – model zachowania, myślenia… A z drugiej strony są też elementy obce albo zapoznane. Dobrym przykładem jest gwara śląska. Ani Polak, ani Niemiec tak naprawdę jej nie rozumie, a jednocześnie i jeden, i drugi mają wrażenie, że coś z tej gwary rozumieją. To przez elementy obu języków, a jednocześnie silne wpływy czeskiego. Takim „zlepkiem” kultur i tożsamości są też Górnoślązacy.

W najnowszym roczniku Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich** poświęconym w całości tematyce Górnego Śląsku pisze pan o Górnoślązakach w Niemczech i nazwał pan swój rozdział „Linoskoczki i hochsztaplerzy”. Skąd taki tytuł?

- Ze względu na niesamowitą umiejętność bycia niewidocznymi, roztapiania się w niemieckim morzu. Po drugiej wojnie światowej, wraz z coraz większymi falami wyjazdów (zresztą nie tylko do Niemiec Zachodnich, ale i NDR) Górnoślązacy stapiali się z tym środowiskiem i umiejętnie tańczyli na linie tożsamościowej. Ten taniec opanowali do perfekcji, bo historia nauczyła ich, że w różnych trudnych sytuacjach musieli określać się jako bardziej polscy, a mniej niemieccy, a w innych jako bardziej niemieccy, a mniej polscy. A tak naprawdę to czerpali z obu tych kultur i z kultury czeskiej czy żydowskiej, które też były silnie obecne na Górnym Śląsku.

dr Marcin Wiatr

Marcin Wiatr: Górny Śląsk to nieodkryta planeta

Jaki obraz Górnoślązaka dominuje w Niemczech?

- Nie ma jednej odpowiedzi dlatego, że w różnych regionach Niemiec ten obraz jest odmienny. I to nie jest tak, że regiony czy miasta położone bliżej Polski mają bardziej wyostrzony obraz. Moim zdaniem jest zupełnie odwrotnie: im bardziej na zachód Niemiec, tym bardziej można coś kojarzyć z górnośląskością – ma to też dużo wspólnego z Zagłębiem Ruhry i długoletnią tradycją przemieszczania się ludzi z Górnego Śląska do tego silnie uprzemysłowionego regionu Niemiec.

To pozostawiło tam ślady w znajomo brzmiących nazwiskach…

- Tak. I ludzie po dziesięcioleciach odkrywają swoje korzenie. Kiedy przeanalizuje się, jakie kursy językowe niemieccy studenci wybierają na uniwersytecie, to okazuje się, że coraz więcej z nich wybiera język polski. Dzieje się to najczęściej wtedy, gdy dowiadują się, że ktoś z ich przodków pochodził z terenów dzisiejszej Polski albo sami jako turyści byli już w Polsce i zachwycili się tym krajem. Ci o górnośląskich korzeniach nierzadko uczą się języka polskiego, bo rodzice, którzy wyemigrowali do Niemiec, im tego języka nie przekazali.

A dlaczego nie przekazali?

- Przyjeżdżając do Niemiec Zachodnich (głównie pod koniec lat 80.), w momencie przekroczenia granicy, Górnoślązacy brali głęboki oddech i chcieli zostawić za sobą wszystkie elementy polskiej socjalizacji. Z dnia na dzień nie rozmawiali z dziećmi po polsku, chcąc je lepiej i szybciej zintegrować ze społeczeństwem niemieckim. I dzisiaj wielu tych młodych ludzi wybiera się w Niemczech na kursy języka polskiego.

Janosch

Janosch pochodzi z Zabrza, wyjechał stamtąd w 1946 r.

W PRL-u zakazywano Górnoślązakom języka niemieckiego, a oni potem przyjeżdżając do Niemiec, „zapominali” polskiego. W ten sposób zubożeli w podwójny sposób. Dzisiaj odradza się ten dualistyczny charakter Górnoślązaków – i to jest bardzo pozytywne.

To zapytam teraz o ludzi. Których wybitnych Górnoślązaków znają Niemcy?

- Najbardziej rozpoznawalną osobą jest chyba Janosch, ale rozpoznawalną nie dzięki swojej górnośląskości, tylko dzięki jego bajkom. Choć to właśnie jego książka „Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny” to najbardziej śląska i bardzo osobista opowieść o Górnoślązakach, pokazująca ich z jednej strony jako ofiary polsko-niemieckiego antagonizmu lat 30., ale i jako ludzi, którzy potrafili się przestawić na bardziej bezpieczne tory – po to, by przetrwać.  

Janosch to jeszcze ta wczesna emigracja, wypędzenie. A potem im bliżej lat 80., to robi się bardzo sportowo. Bo jest i Lukas Podolski, i Miroslav Klose.

- Sport i Górny Śląsk są ze sobą nierozerwalnie związane, szczególnie piłka nożna. Nie odnoszę jednak wrażenia, by Niemcy mieli jakąś wielką świadomość tego, skąd pochodzą Klose czy Podolski. Myślą, że mają „coś wspólnego z Polską” albo że to „urodzeni w Polsce późni przesiedleńcy”. Niemców nie interesują ich górnośląskie korzenie. Ale to, że są dla nich ważne, świadczy na przykład fakt, że od tego sezonu Lukas Podolski gra w barwach „Górnika Zabrze”, jednego z tych piłkarskich klubów, które bardzo świadomie kultywują swoje górnośląskie tradycje.

Lukas Podolski zawodnikiem Górnika Zabrze

Lukas Podolski zawodnikiem Górnika Zabrze

A na ile ambasadorem górnośląskości może być obecnie Szczepan Twardoch, który bardzo konsekwentnie podkreśla, że nie jest Polakiem, tylko Ślązakiem?

- Jego książki, które ukazują się w Niemczech, trafiają na listy bestsellerów „Spiegla”, a to ewenement. Najbardziej znana jest jego powieść „Król”, która nie jest związana z Górnym Śląskiem. Jeśli dzisiaj Niemcy interesują się polskimi lub śląskimi autorami, to nie poprzez pryzmat Górnego Śląska, tylko ze względu na narracje o złożonych losach Polski w XX wieku.

Ślązacy są niewidocznymi budowniczymi pomostów, takimi budowniczymi tunelów. Są też reżyserami – weźmy na przykład list biskupów polskich do niemieckich z 1965 r. i jego głównego autora – arcybiskupa Kominka, który pochodził z górnośląskiej rodziny i był dwujęzyczny.

A poza tym górnośląskość trafia do niemieckiego serca także przez żołądek. Wystarczy na sklepie w Niemczech napisać „śląskie”, by Niemcy chętnie tam zaglądali.  

- I nie tylko oni. Z uśmiechem zaglądają tam i Ślązacy prowadzeni przez wspomnienia smaków, zapachów i atmosfery dawnej małej ojczyzny.

Rozmawiała Katarzyna Domagała-Pereira

*Dr Marcin Wiatr – literaturoznawca, historyk i tłumacz. Pochodzi z Gliwic. Jest pracownikiem naukowym Instytutu Międzynarodowych Badań nad Podręcznikami Szkolnymi im. Georga Eckerta w Brunszwiku.

**Deutsches Polen-Institut „Jahrbuch Polen 2021. Oberschlesien“, Harrassowitz Verlag, Wiesbaden 2021.

Obejrzyj wideo 02:29

Szczepan Twardoch o Niemczech: Oswoiłem Berlin i lubię "Kölscha"