Freilassing - podzielone miasto | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 18.10.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Freilassing - podzielone miasto

Do Bawarii napłynęło we wrześniu 225 tysięcy uchodźców. Większość z nich przez Freilassing. Prawicowi populiści usiłują wykorzystać podgrzane nastroje i nawołują do protestów przeciwko polityce kanclerz Merkel.

AfD Demonstration in Freilassing Gegendemo

Czerwona kartka dla rządu w Berlinie

Freilassing w sobotę 17 października. Na ulice 15-tysięcznego miasta wyszli przeciwnicy i zwolennicy polityki migracyjnej kanclerz Merkel. Tych pierwszych jest dużo więcej. Z daleka widać tłum ludzi niosących flagi Bawarii i transparenty, skandujący hasła "prasa kłamie" i "precz z Merkel". Policja ocenia ich liczbę na ok. 1000 osób.

Do protestów wezwał bawarski oddział populistycznej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). Na stronie internetowej partii widać stylizowany transparent z napisem "Bayern steht auf", co można przetłumaczyć jako "Bawaria podnosi się z kolan". Demonstracja we Freillasing przebiega pod hasłem "nasz kraj, nasza mała ojczyzna".

AfD Demonstration in Freilassing

Wiec zwołany przez AfD

Do uczestników wiecu przemawia przewodniczący bawarskiego oddziału Alternatywy dla Niemiec Petr Bystron. W licznych wywiadach prasowych przyjmuje konsekwentnie postawę zatroskanego obywatela, który "demonstruje przeciwko błędom i zaniedbaniom rządu federalnego w polityce azylowej". Bystron ma najwięcej do zarzucenia kanclerz Merkel. Oskarża ją o "złamanie przysięgi służbowej i nieodpowiedzialną wypowiedź przed kamerami telewizyjnymi w sprawie Niemiec otwartych na przybycie uchodźców z trzeciego świata, którą ci potraktowali - lub cynicznie wykorzystali - jako serdeczne zaproszenie".

Oburzony "motłoch" protestuje

AfD Demonstration in Freilassing

Hans Jörg Müller

Jednym z uczestników sobotniej demonstracji jest Hans-Jörg Müller. Wybrał się na nią w podkoszulku z nadrukiem "Ich bin das Pack" (Należę do motłochu). To aluzja do wypowiedzi wicekanclerza, ministra gospodarki i przewodniczącego SPD w jednej osobie Sigmara Gabriela, który uczestników prawicowych demonstracji w Saksonii określił mianem motłochu.

Müller jest zdania, że niemieccy politycy całkowicie zawiedli w tzw. kryzysie migracyjnym: "Czy oni nie widzą, że szmugluje się do nas uchodźców w wielkim stylu po to, żebyśmy stali się mniejszością we własnym kraju? Przecież to jest oczywiste. To coś w rodzaju zdalnie sterowanej wymiany ludności", mówi z oburzeniem w głosie.

Nie wszyscy są tak otwarci jak on, ale widać od razu, że większość mieszkańców Freilassing jest po stronie przeciwników polityki Angeli Merkel. Widać to po ich minach i zachowaniu. Klaszczą i machają z aprobatą rękami na znak solidarności z uczestnikami wiecu.

Miasto podzielone w opiniach

Po drugiej stronie ulicy, w odległości niespełna stu metrów od uczestników wiecu zorganizowanego przez Alternatywę dla Niemiec zgromadzili się ci mieszkańcy Freilassing, którzy są przyjaźniej nastawieni wobec migrantów. Obie grupy oddziela od siebie gęsty kordon policjantów. Ich obecność jest tu trochę na wyrost. Nikt nikogo nie atakuje.

Zwolennicy AfD uważnie słuchają przemówienia przewodniczącego Bystrona, a solidaryzujący się z uchodźcami obywatele miasta sprawiają wrażenie uczestników happeningu z epoki dzieci kwiatów. Jest ich około setki. Niektórzy wyglądają tak, jak gdyby wciąż należeli do ruchu hippisów. Zespół jazzowy gra dawne przeboje na tle wielkiego plakatu z napisem "Refugees welcome" (Witamy uchodźców).

Tę demonstrację zorganizował luźny związek ponad 30 różnych organizacji od partii Zielonych i Caritasu począwszy, a na ruchu ekologicznym i antyfaszystowskim skończywszy. Bernhard Zimmer z partii Zielonych mówi, że organizatorom chodziło o danie odporu populistycznym hasłom głoszonym przez Alternatywę dla Niemiec i zademonstrowanie, że otwarte serca i wierność wobec podstawowych wartości europejskich liczą się dla nas bardziej niż uleganie aktualnym nastrojom i odwracanie oczu od ludzi będących w potrzebie.

Czy to zapowiedź wojny domowej?

Takie pytanie zakrawa na prowokację. A mimo to jest uzasadnione. Nikt nie musi obawiać się wybuchu wojny domowej w Niemczech na tle problemu migracyjnego. Na razie mamy do czynienia z różnicami stanowisk w tej sprawie, którym daje się wyraz w sposób pokojowy. Na ogół, bo bijatyki i zadymy już się zdarzały, nie mówiąc o podpalaniu schronisk dla uchodźców.

AfD Demonstration in Freilassing

Policja nie ma nic do roboty

Chodzi o to, że poglądy przeciwników i zwolenników obecnej polityki migracyjnej rządu koalicyjnego są skrajnie rozbieżne. Jeden z młodych uczestników wspomnianego wyżej happeningu oświadczył z pełnym przekonaniem, że "Uchodźcy są wielką szansą dla Niemiec, bo mamy do czynienia z poważnym problemem demograficznym. Wielu młodych ludzi emigruje z Niemiec, a więc migranci są cennym nabytkiem dla naszego rynku pracy".

Cytowany na początku Hans-Jörg Müller w podkoszulku z napisem "Należę do motłochu" widzi to zgoła inaczej. "Mam nadzieję, że uda nam się obronić zewnętrzne granice UE. Jeśli jest na to już za późno, to musimy przynajmniej starać się obronić granice Niemiec. Ale jeśli nam się to nie uda, to moim zdaniem nasz kraj będzie zmierzał powoli w stronę wojny domowej".

Wniosek, który się nasuwa po wysłuchaniu obu stron, można sformułować tak: Niemcy są podzielone w sprawie migrantów i im szybciej niemiecka klasa polityczna zaproponuje rozwiązania, które zyskają społeczną aprobatę, tym lepiej". W przeciwnym razie może być różnie.

Daniel Heinrich / Andrzej Pawlak