Francuski politolog: ostatnie 30 lat to ogromny sukces Europy środkowo-wschodniej. I pewne zakłopotanie | Nazizm, faszyzm, demokracja – Historia najnowsza Niemiec | DW | 05.12.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Historia Najnowsza

Francuski politolog: ostatnie 30 lat to ogromny sukces Europy środkowo-wschodniej. I pewne zakłopotanie

Świętujemy 30. rocznicę Jesieni Ludów, ale z pewnym zakłopotaniem. Młodzi ludzie pytają dziś bowiem: "Co zrobiliście z wielkimi nadziejami ’89 roku?" - mówi francuski politolog Jacques Rupnik*.

Deutsche Welle: Panie Profesorze, kiedy Pańskim zdaniem zaczął się rok 1989?

Jacques Rupnik*: – W Europie Środkowej uznajemy, że rok ’89 rozpoczął się w połowie lutego, od „okrągłego stołu“ w Polsce. Ale może warto pamiętać, że tego samego dnia sowieckie kierownictwo Gorbaczowa postanowiło wycofać wojska z Afganistanu. Tak więc tam można by szukać początku końca imperium sowieckiego, w militarnej klęsce w Kabulu i w wyciągniętym z tego wniosku, czyli postanowieniu o niestosowaniu siły, podjętym przez to komunistyczne kierownictwo, które jej używało w latach ’56, ’68 i ’81. Rezygnacja z użycia siły była kluczowa dla rozpoczęcia rozmów „okrągłego stołu“ w Polsce, dla umożliwienia negocjacji z przedstawicielami społeczeństwa, a ostatecznie wiodła ku wolnym wyborom.

DW: Symbolem roku ’89 jest upadek muru berlińskiego. Czy słusznie? Nie zapomina się o innych?

– Symboli oczywiście nie brak, ale ten jest chyba najmocniejszy, ponieważ wszyscy go widzieli na żywo, w telewizji. W Europie Zachodniej, w Ameryce, na całym świecie. A poza tym mur berliński był symbolem nie tylko podziału Niemiec, ale i Europy. Jego upadek oznaczał więc nie tylko wolność dla wschodnich Niemiec, ale i szansę na zjednoczenie Europy.

Jiří Dienstbier, który wtedy, w ’89 roku, stał się ministrem spraw zagranicznych Czechosłowacji, w połowie lat 80. napisał esej, któremu dał tytuł „Marzenia o Europie”. I powiedział tam: „Jeśli chcemy marzyć o zjednoczonej Europie” – wówczas było to tylko marzenie – „musimy zaakceptować ideę, że będzie temu towarzyszyć jednoczesne zjednoczenie Niemiec. Że będzie to oznaczać upadek muru berlińskiego i konieczność pokonania podziału w środku Europy”.

Prof. Jacques Rupnik (2019)

Prof. Jacques Rupnik (2019)

Tak, oczywiście, to był bardzo mocny symbol. Ale możemy też zapytać: „To jest symbol, a co było przyczyną upadku reżimu komunistycznego?” Według niektórych będzie to klęska armii sowieckiej w Afganistanie. Inni powiedzą: „Tak, ale jest tu cała spuścizna Solidarności od ’80 roku, od Stoczni Gdańskiej, aż po lata 80., które były właściwie kontynuacją sporu między społeczeństwem a władzą w Polsce”. A gdy Gorbaczow mówił komunistycznym przywódcom w Europie Wschodniej, że już nie mogą polegać na gwarancjach Armii Czerwonej, żeby utrzymać się przy władzy – oczywiście upraszczam – oczywiście było to wezwaniem do negocjacji: „Musicie się jakoś porozumieć ze swoim społeczeństwem“.

W Polsce oznaczało to: „Wasz prezydent, nasz premier” [To tytuł artykułu Adama Michnika w „Gazecie Wyborczej” z 3 lipca 1989 roku, który utorował drogę do powołania Tadeusza Mazowieckiego na szefa rządu – przyp.]. To był pierwszy etap negocjacji. Dopiero potem rozkręcił się cały ten proces demokratyczny, który w każdym kraju miał inne formy, ale w zasadzie prowadził do całkowitego demontażu reżimu komunistycznego.

DW: Kraje byłego bloku wschodniego, które dziś są członkami Unii Europejskiej, wykorzystały ’89 rok mniej lub bardziej dobrze. Gorzej z byłymi republikami sowieckimi – poza krajami bałtyckimi. Skąd się wzięły te różnice?

– Trudno powiedzieć. W zasadzie przez cały okres powojenny istniała różnica między krajami Europy Środkowo-Wschodniej a Związkiem Sowieckim. Tak, mówiło się o bloku sowieckim, ale poszczególne kraje doświadczały komunizmu na swój własny sposób.

Jest takie słynne zdanie Tołstoja: „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”. Każda rodzina w Europie Wschodniej przeżywała to swoje czterdziestoletnie nieszczęście na swój sposób.

Obejrzyj wideo 02:03

Jak wyglądała granica między NRD i RFN?

To były różne sytuacje, ale przede wszystkim różniące się od sytuacji w Związku Sowieckim. Nie tylko dlatego, że było to wewnętrzne imperium. Także z powodu innej kultury politycznej, innej tradycji politycznej, samego istnienia państwa. Państwa byłego Związku Sowieckiego powstały przecież dopiero w grudniu '91.

A tu państwa istniały cały czas. I mogły się emancypować, i stawać się suwerenne. To jednak jest wielka różnica, jeśli już się ma istniejące państwo i może – na przykład w Polsce lub na Węgrzech – budować w jego ramach nowe instytucje. Tam, w byłym Związku Sowieckim, ludzie musieli najpierw zdecydować, jak ich państwo będzie wyglądać. A to wcale nie było oczywiste. Wszyscy rozwiązali problemy narodowościowe. Gruzini mieli problem z Osetią i Abchazją; Mołdawia musiała poradzić sobie z Naddniestrzem… To raczej przypominało byłą Jugosławię.

DW: Jak więc Pan widzi dziś to wszystko, co się tu zdarzyło, na wschód od dawnej żelaznej kurtyny?

– Myślę, że rozwój po ’89 roku był ogromnym sukcesem Europy Środkowo-Wschodniej. Chodzi nie tylko o pojawienie się demokratycznych instytucji. Była też transformacja gospodarcza. W Polsce produkt krajowy brutto na mieszkańca w ciągu 30 lat się potroił [a dokładniej w 2018 roku polski PKB w cenach stałych był równo trzy razy wyższy niż w 1991 roku, kiedy gospodarka dotknęła dna – przyp.]. To ogromny sukces. 30 lat temu Polska była na tym samym poziomie co Ukraina, dziś jest trzy razy wyżej. Jest członkiem Unii Europejskiej, członkiem NATO. To ogromny sukces.

Havel Vaclav, mit Rupnik Jacques (links), Wirtschaftsforum 2007, Krynica (DW/M. Pedziwol)

Prof. Jacques Rupnik (z lewej) z Vaclavem Havlem (Krynica, 2007)

Oczywiście widzimy także odchodzenie od tego, co w ’89 roku uważaliśmy za wielkie osiągnięcia. To dotyczy demokracji i praworządności, dotyczy to podziału władzy i niezależnego sądownictwa. Dzisiaj te dokonania są kwestionowane. Świętujemy więc 30. rocznicę, ale szczególnie w Polsce i na Węgrzech z pewnym zakłopotaniem. A tutaj, w Czechach, nawet z wielkim zakłopotaniem. Powstały tu wiosną Ruch Milion Chwilek na rzecz Demokracji zorganizował na rocznicę aksamitnej rewolucji wielką demonstrację [wzięło w niej udział 300 tysięcy ludzi – przyp.] i przypomina, że przynajmniej młode pokolenie jest bardzo rozczarowane. I że już nie można się odwoływać tylko do okropieństw komunistycznej przeszłości. Oni pytają: „Co zrobiliście z wielkimi nadziejami ’89 roku?”

Tego nie da się już zrzucić na przeszłość, na zagraniczne mocarstwo. Zapracowaliśmy na to sami. I sądzę, że w młodym pokoleniu jest wielkie oczekiwanie zmiany.

A zatem tak, rok ’89 – ten wielki sukces – jest dzisiaj kwestionowany w niektórych krajach. Ale na szczęście jest młode pokolenie, które powraca do niektórych zasadniczych osiągnięć 1989 roku i chce je zachować.

DW: Dziękuję Panu za rozmowę.

Aureliusz M. Pędziwol

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >> 

* Francuski politolog i historyk, prof. Jacques Rupnik (urodzony w 1950 roku w Pradze) studiował na Sorbonie i Harvardzie, a dziś jest dyrektorem Centrum Badań Naukowych (CERI) w paryskim Instytucie Nauk Politycznych (Sciences Po). Wykłada również w Kolegium Europejskim w Brugii. Zajmuje się Europą Środkową i Wschodnią. Był doradcą ostatniego prezydenta Czechosłowacji Vacláva Havla (1990-92) oraz Komisji Europejskiej (2007-10). Od 1977 do 1982 roku pracował jako redaktor serwisu światowego BBC. „Moim pierwszym materiałem był komentarz poświęcony powstałej właśnie Karcie 77”, wspominał Rupnik w rozmowie z tygodnikiem Czeskiego Radia „Týdeník ROZHLAS”.

 

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat

Reklama