Fejkowe maseczki. Nikt nie ostrzegał | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 02.07.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Fejkowe maseczki. Nikt nie ostrzegał

U szczytu pandemii, europejskie instytucje zakupiły miliony wadliwych maseczek ochronnych. Według informacji Bayerischer Rundfunk (BR) wadliwe produkty trafiły też do lekarzy w Niemczech.

Lekarz rodzinny z Monachium Hannes Blankenfeld jest zaniepokojony. W ubiegłych miesiącach otrzymał od bawarskiego Związku Lekarzy Kas Chorych (KV) maseczki ochronne, które miały zabezpieczyć go przed koronawirusem. Nie dostał natomiast certyfikatów, które zaświadczałyby o ich skuteczności.

Lekarz otrzymał od reporterów BR wskazówkę: maseczka widnieje w unijnym systemie szybkiej informacji (RAPEX), pojawia się ostrzeżenie przed „zwiększonym ryzykiem infekcji”. Numer podany w ostrzeżeniu jest wprawdzie inny, ale Blankenfeld, na wszelki wypadek, wyselekcjonował maseczkę.

Wadliwe maski z ministerstwa

Wiele maseczek, które KV rozprowadziło wiosną po lekarzach, zostało dostarczonych przez Federalne Ministerstwo Zdrowia. Z zapytania skierowanego przez BR do wszystkich KV w Niemczech wynika, że przynajmniej 800 000 tych masek okazało się wadliwe albo nie spełniało wymagań.

Ile spośród tych masek trafiło do użytku, tego już dziś nie da się sprawdzić, ale chociażby tylko w samej Dolnej Saksonii około 400 lekarskich praktyk było dotkniętych tym problemem. Wspólny research BR, platformy researchu OCCRP i międzynarodowych mediów pokazał, że urzędy w całej Europie zakupiły miliony wadliwych masek. W wielu przypadkach posiadały one sfałszowane certyfikaty.

Fałszywe certyfikaty w obiegu

Reporterzy sprawdzili ponad 100 certyfikatów. Obok fałszerstw, dotarli do mylących dokumentów, które zostały wystawione również przez europejskie punkty zajmujące się certyfikacją. Nie chodzi jednak o urzędy Unii Europejskiej, ale o wybrane firmy, które mogą orzekać, czy importowane produkty spełniają unijne standardy bezpieczeństwa.

Zdarzało się jednak tak, że firmy, które nie były upoważnione do wystawiania certyfikatów z zakresu bezpieczeństwa, wydawały certyfikaty, które nimi nie były. Reporterzy są w posiadaniu projektu umowy, w której pewna włoska firma certyfikująca proponuje potencjalnemu klientowi sporządzenie tzw. „certyfikatu wtórnego” maseczek ochronnych. Cena za certyfikat, który oficjalnie nie istnieje, to 20 000 euro.

Pochodząca z Danii Dorte Kardel zauważa, że ten, kto się nie zna, jedynie z trudem będzie w stanie dostrzec, że taki rodzaj dokumentu nie mówi nic o jakości i poziomie bezpieczeństwa masek. Doradza ona europejskim firmom w tym, jak wprowadzać na rynek produkty, które spełniają europejskie standardy bezpieczeństwa. Kardel wychodzi z założenia, że producenci masek niejednokrotnie sami nie widzą, że ich produkty są certyfikowane niezgodnie z przepisami.

Śledztwo w toku

Obecnie, również w Niemczech, wystosowano oficjalne ostrzeżenia przez niektórymi maskami z podrabianymi certyfikatami. W sumie federalny urząd zajmujący się ochroną pracy i medycyną pracy wskazał na więcej niż 50 niebezpiecznych modeli maseczek ochronnych, które trafiły na niemiecki rynek.

Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć (OLAF) rozpoczął śledztwo.

Dyrektor tegoż urzędu Ville Itälä podkreślił, że dla oszustów zachętą są potencjalne ogromne zyski ze sprzedaży poszukiwanych na rynku produktów. W wielu krajach UE skonfiskowano już miliony maseczek. OLAF wychodzi z założenia, że wszystkie państwa UE padły ofiarą oszustwa.

Ministerstwo dostarczyło maseczki, pomimo zakwestionowania ich przez Tüv

Z dokumentu rozesłanego przez Federalne Ministerstwo Zdrowia do handlowców wynika, że już w kwietniu miało ono wiedzę, że w obiegu są certyfikaty, które „mówią niewiele”. BR jest w posiadaniu tego dokumentu.

Ministerstwo zleciło Tüv Nord wybiórcze sprawdzenie masek, ale do obiegu finalnie trafiło wiele takich, które Tüv zareklamował. Ministerstwo uzasadnia ten krok presją, jaką wytwarza sytuacja pandemii i dodaje, że wadliwy towar został zwrócony.

Niewystarczające ostrzeżenia

Kilka Związków Lekarzy Kas Chorych na zapytanie BR odpowiada, że ze strony Ministerstwa Zdrowia nie było wystarczającej informacji o dostarczonych wadliwych maseczkach. KV z Nadrenii-Palatynatu napisała, że o sprawie częściowo dowiedziała się z mediów. W Bawarii to lekarz zwrócił uwagę KV na sprawę. Sam sprawdził towar w unijnym systemie szybkiej informacji.

Na zapytanie dziennikarzy, KV z Bawarii poinformowała, że nie otrzymała ostrzeżenia od ministerstwa zdrowia. KV z Badenii-Wirtembergii napisała z kolei: „Nie otrzymaliśmy ostrzeżenia od organów odpowiedzialnych”. Federalne Ministerstwo Zdrowia odpiera zarzuty i podaje, że unijny system szybkiej informacji podlega regularnej analizie. Dodaje również, że w tych przypadkach, w których możliwe było zidentyfikowanie dostarczonych masek, zostały wystosowane ostrzeżenia.

Michael Theurer z FDP domaga się wyciągnięcia konsekwencji. Według niego, kwestia maseczek ochronnych powinna zostać politycznie rozliczona. – Niemcy znalazły się przez to, że nie były wystarczająco przygotowane na pandemię, w bardzo krytycznej sytuacji – stwierdził.

(ARD/gwo)

Reklama