Europoselski spór o pieniądze i praworządność | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 05.10.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Europoselski spór o pieniądze i praworządność

Parlament Europejski domaga się od Niemiec poważnego wzmocnienia unijnego projektu „pieniądze za praworządność”. Europosłowie ostrzegają, że nie zgodzą się na mechanizm symboliczny albo czysto antykorupcyjny.

Niemiecki minister Michael Roth bronił w poniedziałek (5.10.) wieczorem w Parlamencie Europejskim kompromisowego projektu rozporządzenia „pieniądze za praworządność”, które Rada UE zatwierdziła w zeszłym tygodniu jako swe stanowisko do negocjacji z europosłami. Niemiecka prezydencja, przekładając polityczne ustalenia lipcowego szczytu UE na język prawny, zaproponowała, by unijne fundusze były zawieszanie bądź redukowane w przypadkach naruszeń praworządności, które „dostatecznie bezpośrednio” rzutują na właściwe zarządzanie funduszami UE (w tym dotacjami z Funduszu Odbudowy) i na interesy finansowe Unii. Wniosek Komisji Europejskiej o takie sankcje musiałby zostać zatwierdzony w głosowaniu większościowym Rady UE, a ponadto zagrożony kraj mógłby odwlec taką decyzję nawet o trzy miesiące, prosząc o dyskusję na szczycie UE.

- Na takie zasady zgodzili się przywódcy wszystkich krajów Unii. Już pierwotna propozycja Komisji Europejskiej z 2018 r. wiązała naruszenia praworządności z budżetem UE. To nie jest naszym wynalazkiem. Potrzebujemy teraz kompromisu między instytucjami UE – tak minister Roth bronił się przed zarzutami wielu europosłów, że niemiecka prezydencja zaproponowała dodatkowy tylko „instrument antykorupcyjny” zamiast obrony szeroko pojętej praworządności wykraczającej poza kwestie wymiaru sprawiedliwości w ściganiu przekrętów z funduszami UE.

Główne frakcje: To za mało

- To pseudomechanizm praworządnościowy, który w dodatku jest obciążony ryzykiem, że nigdy nie zostanie użyty– przekonywał Moritz Koerner, przemawiając w imieniu liberalnej frakcji „Odnowić Europę”. Także Daniel Freund w imieniu zielonych krytykował „zbyt wysoko ustawioną poprzeczkę”, czyli odejście od pierwotnej wersji z projektu z 2018 r., wedle której wniosek Komisji o zawieszenie płatności wchodziłby w życie niemal automatycznie (o ile nie zostałyby zawetowany przez 15 krajów reprezentujących 65 proc. ludności UE). – Obecna propozycja nie jest dla nas wystarczająca – zadeklarowała też szefowa frakcji centrolewicowej Iratxe Garzia Perez, domagając się rozszerzenia sankcjonowanych naruszeń na wszystkie wartości podstawowe, łącznie z pluralizmem mediów i równouprawnieniem płci. O zmiany na rzecz „realnie działającego” mechanizmu praworządnościowego apelował też Petri Sarvamaa w imieniu centroprawicowej Europejskiej Partii Ludowej.

PiS: To ideologiczna pałka

Z zupełnie przeciwnych pozycji Rotha krytykowali europosłowie PiS oraz Węgrzy z Fideszu. – To niesprawiedliwa dyskusja o rzekomym braku praworządności. I o projekcie pozatraktatowych przepisów bez podstaw prawnych. Chodzi o przygotowanie ideologicznej pałki do okładania tych krajów, których nie lubi Komisja Europejska – powiedział Bogdan Rzońca. Z kolei Jadwiga Wiśniewska – wypominając Niemcom sprawę reparacji wojennych - przekonywała, że „brak jej słów, gdy niemiecka prezydencja nie dotrzymuje ustaleń” z lipcowego szczytu UE. Premierzy Polski i Węgier – wbrew interpretacjom innych uczestników - przekonywali po nim, że pomysł „pieniądze za praworządność” został zupełnie unieszkodliwiony. Tyle, że wersja niemieckiej prezydencji nie została w zeszłym tygodniu poparta tylko przez Polskę i Węgry. A także przez – bliższą europarlamentowi i przeciwną zbytniemu rozwodnieniu projektu - „grupę przyjaciół praworządności”, czyli trzy kraje Beneluksu, Austrię, Szwecję, Finlandię oraz Danię.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Podczas innej dyskusji Parlamentu Europejskiego o nowych pomysłach na monitorowanie praworządności Beata Kempa oskarżyła w poniedziałek (5.10.) „unijnych urzędników”, że pod płaszczykiem praworządności chcą wprowadzać w Polsce aborcję, „ideologię gender” i specjalne prawa dla osób LGBT. - Nie ma na to zgody chrześcijańskiej części Europy – powiedziała Kempa. Natomiast Sylwia Spurek (klub zielonych) opowiadała o „12-letniej dziewczynce w Polsce, która zaszczuta na tle orientacji seksualnej popełniła samobójstwo”. Skrytykowała Komisję, że w obronie praworządności ma tylko „słowa, słowa, słowa”, a do polskich władz wciąż płyną unijne fundusze.

Rozporządzenie „pieniądze za praworządność” musi być uzgodnione przez Parlament Europejski oraz unijne rządy w Radzie UE. Do jego zatwierdzenia teoretycznie wystarczy większościowe głosowanie w Radzie UE, ale Polska i Węgry ostrzegają, że mogą zablokować Fundusz Odbudowy (750 mld euro, w tym 390 mld euro w dotacjach), jeśli to rozporządzenie będzie niezadowalające dla Warszawy i Budapesztu.

 

Redakcja poleca

Reklama