Europejskie państwa narodowe pod presją | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 23.08.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Europejskie państwa narodowe pod presją

Zmasowany napływ uchodźców jest wielkim wyzwaniem dla europejskich tradycji, obyczajów i przyjętego stylu życia. Może oznaczać zmianę modelu europejskiego państwa narodowego, twierdzi Kersten Knipp. [KOMENTARZ]

Kto chce, żeby ludzie, którzy do tej pory się nie znali, zaczęli się sobą interesować, ten musi mieć na to jakiś pomysł. Dlatego, że większość ludzi woli żyć w kręgu swojej rodziny i przyjaciół, w dobrze sobie znanym otoczeniu. Wszystko to, co wykracza poza te ramy, jest im obce. Doświadczyli tego w XIX wieku ci politycy niemieccy, którzy postanowili przekształcić luźny związek księstw w zjednoczone, niemieckie państwo narodowe. Ku swemu zdumieniu stwierdzili, że większość ich pobratymców nie wie, na czym miałoby to polegać i jakie korzyści mogłoby im to przynieść.

Wymyślone tradycje

Chciano jednak zjednoczenia. Sięgnięto zatem po poetów. Ci zaś stworzyli zręczne i poręczne zwroty i zwrotki, które miały dać ludowi poczucie nowej, narodowej jedności. W 1841 roku August Heinrich Hoffmann von Fallersleben napisał słowa "Pieśni Niemców". Jej trzecia zwrotka jest do dziś niemieckim hymnem narodowym. Romantyczni pisarze i poeci, tacy jak Achim von Arnim czy Clemens Brentano, wydali zbiory "pieśni ludowych". A na festynie frankfurckiego bractwa kurkowego w 1862 o jego właściwym celu przypominał gościom wielki napis umieszczony nad bramą wiodącą na strzelnicę (nawiązujący do szwajcarskiej legendy o przysiędze na łące Rütli, red.). "Chcemy być jednym narodem braci".

Knipp Kersten Kommentarbild App

Autor komentarza Kersten Knipp

Współcześni historycy określają ten zbiór legend, pieśni, wierszy i powieści mianem "wymyślonych tradycji". Tradycji, które wbrew powszechnemu przekonaniu nie sięgają korzeniami w zamierzchłą przeszłość, tylko są sztucznym tworem literackim, wymyślonym całkiem niedawno w celu zakotwiczenia młodego, XIX-wiecznego państwa narodowego w sercach jego obywateli. I to się udało. Nawet mieszkańcy najbardziej zapadłej wioski na prowincji poczuli się nagle Francuzami, Włochami, Polakami, Rumunami czy Niemcami. Od ponad 150 lat śpiewają swoje pieśni narodowe i powiewają narodową flagą. A od kilkudziesięciu lat na mistrzostwach Europy i świata odgrywa się hymn państwa, którego zawodnik czy zawodniczka zwyciężyli w danej dyscyplinie sportu.

Europejczycy mieli zatem trochę czasu żeby rozwinąć w sobie duchową łączność ze swoim państwem i się z nim emocjonalnie zidentyfikować. Co prawda europejskie elity czują się już jak ryba w wodzie także w zglobalizowanym świecie, ale większość mieszkańców Europy nadal określa się przez kraj pochodzenia. Dopiero potem, na drugim miejscu, czują się Europejczykami a gdzieś na końcu obywatelami świata.

Różnorodne tradycje

To, co przeżywamy w tej chwili, wystawia nasze przywyczajenia na ciężką próbę. Lampedusa, Kos, a od paru dni Macedonia. Codziennie słyszymy o coraz nowych falach uchodźców napływających do Europy. Ta nowa wędrówka ludów może gruntownie zmienić dotychczasowy model europejskiego państwa narodowego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Mało tego, może ona wpłynąć także na zmianę dotychczasowego poziomu i sposobu życia Europejczyków.

Co prawda także w przeszłości zdarzały się zmiany spowodowane przez imigrantów. Samo pojęcie migracji kryje w sobie zmianę i stanowi cechę wyróżniającą społeczeństwa rozwinięte. Do tej pory jednak takie zmiany następowały stosunkowo powoli i nie na taką skalę. Jedynym wyjątkiem była wędrówka ludów po zakończeniu II wojny światowej. Ale przebiegała ona w obrębie Europy, a więc w jednym, dość homogenicznym, kręgu kulturowym.

Teraz zaś napływają do nas masowo ludzie z najbardziej odległych zakątków świata. Ludzie reprezentujący różne od naszych obyczaje, wierzenia i przekonania. Co więcej, dotychczasowe spory i konflikty wokół, na przykład, noszenia chust na głowę przez muzułmanki, czy koedukacyjnych zajęć z wychowania fizycznego dowiodły, że nie zawsze i nie bez oporu przybysze ci chcą się dostosować do europejskich tradycji i norm.

Zaniepokojenie, a nie rasizm

Nie należy się dziwić, że to zjawisko budzi niepokój, troskę a czasem także sprzeciw wśród wielu Europejczyków. Dużym uproszczeniem byłoby jednak tłumaczyć tę postawę ksenofobią czy rasizmem wśród mieszkańców naszego kontynentu. To prawda, że są wśród nas także rasiści i ludzie z założenia nienawidzący cudzoziemców za to, że są cudzoziemcami, ale nie każdy protest czy słowo krytyki skierowane przeciwko uchodźcom muszą być nim podszyte.

Zmiany, jakie potencjalnie kryje w sobie tak wielka fala uchodźców, azylantów i imigrantów, bynajmniej nie są błahostką. Ani dla nas, ani - nie zapominajmy o tym, także dla nich - przybyszów.

Zmiany jako szansa

Wspomniane wcześniej zjawisko "wymyślonych tradycji" dowodzi, że udane współżycie ludzi o różnych poglądach jest możliwe. Być może znowu potrzeba nam pomocy poetów i innych artystów, żeby uświadomili nam zalety społeczeństw wielokulturowych. Żeby stworzyli jakiś nowy mit, mogący stać się fundamentem takiego społeczeństwa. Na tyle silnym, żeby oparł się on wszystkim siłom odśrodkowym je rozsadzającym.

Społeczeństwa, jak wykazały to doświadczenia XIX wieku, są nadzwyczaj elastycznymi tworami, które mogą przybrać najróżniejsze kształty. Ale to nie następuje z dnia na dzień, a zmiany nie są bynajmniej niczym nieograniczone. Choć może zabrzmieć to brutalnie, należy to powiedzieć głośno i wyraźnie: pociąg z uchodźcami nie ma nieograniczonej liczby miejsc i, jak każdy pociąg, wymaga rozkładu jazdy. Domaganie się tego nie oznacza, że dajemy upust rasizmowi, ani że dopuszczamy go do głosu.

Kersten Knipp

tłum.: Andrzej Pawlak