Europa boi się bogatych Niemców. Chodzi o gigantyczną pomoc dla firm | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 16.05.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Europa boi się bogatych Niemców. Chodzi o gigantyczną pomoc dla firm

W koronakryzysie kraje UE wspierają swoje gospodarki sumą prawie 2 bilionów euro. Ponad połowa tych pieniędzy przypada na Niemcy. To budzi niepokój w biedniejszych krajach członkowskich UE.

Mercedesy czekające na załadunek w porcie w Bremerhaven

Mercedesy czekające na załadunek w porcie w Bremerhaven

Pandemia koronawirusa pogrążyła gospodarkę Unii Europejskiej w bezprzykładnym kryzysie. Także w niespotykanym jak dotąd stopniu rząd RFN udziela niemieckim firmom wsparcia finansowego. Jednak ten szczodry gest Berlina wywołuje niepokój w pozostałych krajach Unii Europejskiej. Wsparcie to może bowiem wypaczyć warunki konkurencji w Europie i z niemieckich firm uczynić beneficjentów kryzysu.

Jako jedno z pierwszych działań antykryzysowych Komisja Europejska w połowie marca znacznie rozluźniła zasady udzielania pomocy przez państwo. Od tego czasu zazwyczaj zawsze bardzo surowi brukselscy strażnicy konkurencji przepuszczali każdy wniosek o zezwolenie na udzielenie pomocy, które składały rządy w ramach walki z pandemią. Od bezpośrednich wypłat począwszy, poprzez kredyty, aż po gwarancje i inne formy wsparcia płynności finansowej przedsiębiorstw, ogólna suma tego wsparcia jest bajońska. Jak podaje Komisja Europejska, do tej pory wydano zgody na 1,95 biliona euro. Lwia część - 51 proc. - przypada na Niemcy. Potem za nimi jest Francja (17 proc.) i Włochy (prawie 15 proc.). Udział Belgii, to 3 proc. tej sumy. Wszystkie inne kraje europejskie są na dalekim końcu.

Kryzys jako szansa?
- Jeżeli ktoś może dać więcej niż inni, to oznacza wypaczenie zasad konkurencji - zaznaczył niedawno unijny szef dyplomacji, Hiszpan Josep Borrell. Jego zdaniem może to zachwiać wewnętrznym unijnym rynkiem. Faktycznie także w pandemii koronawirusa, jak i w każdym kryzysie, kryją się pewne szanse. Przedsiębiorstwa, które na końcu dzięki państwowemu wsparciu będą w stosunkowo dobrej sytuacji, mogą połknąć osłabionych konkurentów albo podniosą się znowu tak szybko, że sprzątną sprzed nosa konkurentom udziały rynkowe. Z Francji, która tradycyjnie w dużo większym stopniu operuje pomocą państwa, do tej pory nadchodzi dość powściągliwa krytyka Niemiec. „Chcemy, żeby ramy były stosowane jednolicie" – stwierdzono w Paryżu. „Trzeba zadbać o to, żeby na wewnętrznym rynku panowały równe warunki konkurencji, jeżeli wydawana jest zgoda na transakcje".

Niemcy mają kupę pieniędzy"

Wysoki rangą przedstawiciel hiszpańskiego rządu posuwa się wręcz dalej: - Niemcy mają kupę pieniędzy, żeby finansować swoje firmy. Musimy domagać się od nich przynajmniej solidarności - powiedział.

Hiszpania należy do krajów, które w odniesieniu do planowanego bilionowego „planu odbudowy" Unii Europejskiej domagają się, aby pieniądze przeznaczone zostały na dopłaty, a nie na kredyty. W przypadku bezzwrotnej pomocy z Brukseli także wysoko zadłużone kraje południa Europy miałyby wtedy trochę więcej finansowego luzu, by lepiej zareagować na kryzys.

Komisarz Unii Europejskiej ds. konkurencji Margrethe Vestager uważa, że niemiecka pomoc państwowa jest w interesie wszystkich krajów członkowskich. - Ważne jest, że Niemcy tak postępują, ponieważ w pewnym sensie są one lokomotywą Europy - powiedziała duńska komisarz w ubiegłym tygodniu, przyznając, że „oczywiście jest to smutne, że nie wszyscy mają takie możliwości budżetowe jak Niemcy. Dla nich trzeba znaleźć jakieś rozwiązania".

"Ostatnie możliwe wyjście"
Pod koniec ubiegłego tygodnia Komisja Europejska zaostrzyła warunki bezpośredniej interwencji państwa w firmach - jak obecnie dyskutowane jest to w przypadku Lufthansy. Do warunków tych należy nie tylko zakaz wypłaty dywidend i bonusów menadżerom, ale także wykluczenie przejęć konkurentów tak długo, jak niespłacone jest 75 proc. państwowej pomocy. Udziały w konkurencyjnych firmach mogą wynosić do 10 proc. Wszystko to służy temu, żeby rekapitalizacja przez państwo pozostała ostatnim możliwym wyjściem - wyjaśnia specjalista w dziedzinie prawa konkurencyjnego mecenas Eric Paroche z kancelarii Hogan Lovells. Zakaz przejęć oznacza, że rekapitalizowane przedsiębiorstwo nie może odgrywac żadnej roli przy konsolidacji.

(AFP/ma)

Obejrzyj wideo 04:35

Koronakryzys. Jak głęboka będzie recesja?

Redakcja poleca