″Efekt Wertera″. Porażająca teza: dziennikarze współwinni falom terroryzmu | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 02.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

"Efekt Wertera". Porażająca teza: dziennikarze współwinni falom terroryzmu

Naukowcy wykazali, że im więcej mass media informują o terrorze, tym więcej jest zamachów terrorystycznych.

Wyniki badań australijskich naukowców są jednoznaczne: to my, dziennikarzy poprzez naszą pracę mamy władzę, by decydować o życiu i śmierci ludzi. Dokładniej mówiąc: nasze doniesienia są śmiertelną bronią, i to szczególnie wtedy, gdy są to relacje o zamachach terrorystycznych ze zdjęciami ofiar i sprawców, spekulacjami co do ich motywów i tła działań oraz przez nacechowany emocjami dobór słów. Dużą rolę odgrywa również, kiedy relacje trafiają na pierwsze strony gazet. 

Michael Jetter, ekonomista w dziedzinie mediów z Uniwersytetu Zachodniej Australii w Perth od lat bada symbiotyczne relacje między mass mediami i terroryzmem. W ramach badań naukowych, których wyniki zostały niedawno opublikowane, przeanalizował on ponad 61 tys. zamachów terorystycznych z lat 1970-2012 w ponad 200 krajach i porównał je z tym, jak szeroko donosiła o nich „New York Times”. Wnioski naukowców potwierdzają hipotezę, że liczba ataków terrorystycznych jest w ścisłej korelacji z ich intensywną Inscenizacją w mediach. Każde dodatkowe doniesienie o zamachu terrorystycznym podwyższa liczbę zamachów w następującym po nim tygodniu o około 1,4.

Jetter sprawdził to i twierdzi, że w dniach w których pisano o przejściu orkanu a nie o Al-Kaidzie, w następnym tygodniu było mniej zamachów. Przyczyn tego doszukuje się on w psychologii.

Na wzór „Cierpień młodego Wertera

Może chodzić o tzw. efekt Wertera, prowadzący z jednego zamachu terrorystycznego do drugiego. Socjolog David Philips wprowadził to pojęcie w latach 70. opierając się na powieści Goethego "Cierpienia młodego Wertera". Pojęcie to określa związek pomiędzy nagłym wzrostem liczby samobójstw a poprzedzającym go nagłośnieniem w mediach samobójstwa jakiejś znanej osoby. Po publikacji „Cierpień młodego Wertera” już wtedy w XVIII-wiecznym społeczeństwie znalazło się wielu naśladowców bohatera – jak wyjaśnia Benedikt Till, psycholog z Uniwersytetu Medycznego w Wiedniu. Dzieje się tak przede wszystkim wtedy, gdy samobójstwo opisywane jest we wszelkich szczegółach albo kiedy motywy tego czynu, które prawie zawsze podawane są w uproszczonej formie (samobójstwo po rozwodzie albo ze względu na długi), staje się przedmiotem dzikich spekulacji.

– We wszystkim tym kryje się dość duży potencjał identyfikacyjny – podkreśla badający to zjawisko Benedikt Till. Także zdjęcia zrozpaczonych krewnych czy samej ofiary mogą animować naśladowców.

Nie wszyscy są podatni

Oczywiście sam taki sensacyjny artykuł u ludzi, którzy nie przeżywają akurat kryzysu, nie doprowadzi do samobójstwa. Ale dla kogoś, kto myślał już o odebraniu sobie życia, doniesienia w mediach mogą przeważyć szalę – podkreśla wiedeński naukowiec.

Dziennikarze zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaką ponoszą w kwestii samobójstw. Niemiecki kodeks prasowy w wytycznej 8.7 zaleca powściągliwość w relacjach o samobójstwach. Do tej pory nie ma jednak wytycznych, których mogliby trzymać się dziennikarze relacjonujący zamachy terrorystyczne. 

Goethe, Werther - - Goethe, Werther (picture-alliance/akg-images)

Cierpiący Werter stał się ikoną romantyzmu

Co mamy pisać?

Są już pierwsze badania, z których wynika, że dochodzi także do imitowania zamachów terrorystycznych. Czyli kiedy mass media intensywnie informują o atakach terrorystów czy szaleńców efektem są kolejne ataki - podkreśla Till.

Podobnie jak w przypadku samobójstw doniesienia w mediach dla już zradykalizowanych czy do tej pory ambiwalentnych osób mogą być kroplą przepełniającą dzban. Z tego względu amerykańscy naukowcy już sformułowali kodeks etyczny dla dziennikarzy piszących o masowych morderstwach. Niemieccy dziennikarze takiego kodeksu jeszcze nie mają. Amerykańscy naukowcy podkreślają przy tym, że istotne jest nie tylko, jak pisze się o atakach terrorystycznych, lecz także, jak dużo oddaje się im miejsca.

– Generalnie musimy ograniczyć liczbę tych relacji, wtedy będzie mniej zamachów – podkreśla Michael Jetter. Trzeba publikować nie tylko mniej zdjęć i mniej artykułów na pierwszych stronach gazet czy używać mniej emocjonalnego języka, ale generalnie powinno być tych relacji mniej.

W ten sposób będzie można zapobiegać dalszym zamachom. Jetter w swojej teorii posuwa się jeszcze dalej i sugeruje, że więcej artykułów o terroryzmie prowadzi do większej liczby zamachów.

Racjonalny plan terrorystów

Przypuszcza on, że chodzi tu także o zupełnie racjonalny plan organizacji terrorystycznych, które taki moment wielkiego zainteresowania mediów wykorzystują nakazując przeprowadzenie dalszych zamachów.

Obojętnie, czy jest to efekt Wertera, czy racjonalne planowanie, każdy artykuł o zamachu daje terrorystom forum, które jest dla nich przydatne.

Julia Vergin / Małgorzata Matzke