Echa polskie: Mokotowska premiera reżim-opery „Don Generał” | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 14.12.2011
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Echa polskie: Mokotowska premiera reżim-opery „Don Generał”

W dzisiejszej prasie: czy „Don Generał” Fydrycha jest dziełem na miarę „Don Carlosa” Verdiego, oraz młodzi i wykształceni emigranci omijają Niemcy szerokim łukiem.

default

Frankfurter Allgemeine Zeitung wspomina: „we wtorek w Polsce obchodzono rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i zdławienia demokratycznego ruchu Solidarność.(…). Lech Wałęsa, laureat Nagrody Nobla i autentyczny robotnik, mówił o wielkiej zbrodni. Jeszcze w nocy z wtorku na środę pod domem generała Jaruzelskiego – szefa WRON, który ogłosił stan wojenny – zebrały się tłumy. W jednym z weekendowych wywiadów Jaruzelski przyznał: „przepraszam, ale zrobiłbym to samo”.

Opera „Don Generał”

„Waldemar Fydrych – pionier polskiego ruchu demokratycznego – pisze operę i wystawia ją przed domem swojego dawniejszego antagonisty. Widoki na to, że Don Generał, jako bohater operowy, dogoni sławą Don Carlosa Verdiego czy Don Jose Bizeta, są raczej marne” – pisze w dzisiejszym wydaniu Süddeutsche Zeitung Thomas Urban. „Waldemar Fydrych, twórca najnowszego bohatera opery, nie ma w tym temacie żadnych złudzeń. Wtorkowej nocy na warszawskim Mokotowie odbyła się premiera dzieła „pod gołym niebem”, zaledwie kilka kroków od domu generała Jaruzelskiego, który dokładnie 30 lat temu ogłosił stan wojenny. Dzisiejszy 88-latek jest tytułową postacią opery. Jego głos rozbrzmiewa z megafonu zainstalowanego na dachu zdezelowanego kombi. Fydrych jest autorem libretta, muzykę do melorecytacji, arii, duetów i chóru napisał Marcin Krzyżanowski. W 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego pod dom generała przyszło grubo ponad tysiąc demonstrantów, wśród ‘doboszy’ skrajnie prawicowi falangiści, jak również przedstawiciele związku ofiar komunizmu oraz grup mniejszości seksualnych (…). W czasie stanu wojennego Fydrych był bohaterem narodowym – stał na czele Pomarańczowej Alternatywy, pierwotnie grupy wrocławskich studentów sztuk pięknych, która najpierw wykorzystując karykaturę, a później happening, szydziła z rytuałów reżimu. Happeningi rosły do rangi imprez masowych. Ciepłe barwy stanowiły kontrast do agresywnej czerwieni partyjnej, czerwonej flagi, Armii Czerwonej. (…) Przekaz polityczny dla doświadczonych w konspiracyjnej symbolice Polaków był jasny: małymi krokami i z humorem „zmiękczam” reżim. Przykład: hasło – „walcząc dla socjalizmu, prowadzimy walkę dla socjalizmu”. Dziś jednak Fydrych zaprezentował swoim „ Don Generałem” mieszankę pieśni partyjnych i ludowych, łabędzi śpiew epoki pełnej sarkazmu i ironii, ale także gorycz zawartą w pytaniu:, „co z tamtego reżimu pozostało w głowach społeczeństwa”.

Niemcy nie są nr 1 w rankingu „najbardziej preferowanym krajem do emigracji“

Dzisiejsze dzienniki – zarówno Die Welt, jak i Sueddeutsche Zeitung – piszą na temat konsekwencji późnego otwarcia granic dla swobodnego przepływu siły roboczej między Polska a Niemcami: „następstwa decyzji politycznych mogą być zaskakujące – to można zauważyć analizując wyniki badań dotyczących migracji” – czytamy w dzisiejszej Süddeutsche Zeitung. Koloński instytut badawczy (IW) spodziewał się 800 tysięcy imigrantów w 2011 i 2012 roku, unijni politycy zwiastowali o końcu problemów z brakiem fachowców, związki zawodowe ostrzegały przed presją płacową. Siedem miesięcy później prognozy okazały się być chybione: do Niemczech przybyło dużo mniej Polaków, niż się spodziewano. Obywatele nowych państw wspólnoty ciągle najchętniej emigrują do Wielkiej Brytanii, która to już w 2004 roku zniosła ograniczenia na rynku pracy, przez co Niemcy straciły status „najbardziej preferowanego kraju do emigracji“. W konsekwencji zniesienie ograniczeń w maju br. niczego nie zmieniło: wyspy pozostają dla Polaków, Węgrów (…) ciągle numerem jeden. Wiele faktów przemawia za tym, że „tego trendu nie da się odwrócić“ – twierdzi naukowiec z Instytutu Badań Rynkowych i Rynku Pracy przy Federalnej Agencji Pracy. „Ponieważ to głownie młodzi i wykształceni ludzie omijają Niemcy szerokim łukiem, można założyć ‘prawdopodobnie znaczną’ stratę dla niemieckiej gospodarki”.

Agnieszka Rycicka

red.odp.: Małgorzata Matzke

Reklama