Die Zeit: ″Co trzeba, żeby wprowadzić zamęt w takim kraju jak Polska?″ | Echa polskie | DW | 19.12.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

Die Zeit: "Co trzeba, żeby wprowadzić zamęt w takim kraju jak Polska?"

Tygodnik die Zeit analizuje w swoim najnowszym wydaniu aferę wokół artykułu Cezarego Gmyza o śladach trotylu na wraku Tupolewa oraz konsekwencje tego dla wydawcy Grzegorza Hajdarowicza i opinii publicznej w Polsce.

default

Pod tytułem „Wszyscy są podejrzani. Co trzeba, żeby wprowadzić zamęt w takim kraju, jak Polska? Dziennikarza, wydawcę i rzekomy materiał wybuchowy“ autorka artykułu w hamburskim tygodniku Die Zeit Alicja Bota przedstawia na wstępie wydawcę Rzeczpospolitej Grzegorza Hajdrowicza i jego niewzruszone przekonanie, że tak, jak udało mu się zarobić miliony na słodyczach, alkoholu i nieruchomościach tak uda mu się też zarobić na gazetach. "Ale gazety żyją z różnych historyjek. A czasami, jeśli taka historia przyprawiona jest sensacją, zaczyna się usamodzielniać i wymyka się spod kontroli. Katastrofa lotnicza w drodze do Rosji, 96 ofiar, a wśród nich para prezydencka, niechlujne dochodzenie, upór rosyjskich władz – to są te przyprawy. W kraju, który w przeszłości w skutek tajnych układów został pozbawiony państwowości, stają się one groźną mieszanką" - stwierdza autorka artykułu.

Alicja Bota przypomina w swoim artykule, że minęły dwa lata od tragedii, a nie został jeszcze opublikowany raport końcowy. Stąd rośnie podejrzliwość.

"Komu ufać? Co polski rząd wie o katastrofie? A co opozycja? Czy podejrzliwość może się tak spotęgować, aby wprowadzić zamęt w kraju? Wrak samolotu i rejestrator lotu znajdują się jeszcze w Rosji. Szef polskiej dyplomacji jak agent ubezpieczeniowy pukał do drzwi rosyjskiego ministra sprawiedliwości. Prezydenta. Premiera. Nic. Teraz poprosił o pomoc Unię Europejską. Kilka tygodni temu dziennikarze Rzeczypospolitej dorzucili do historii smoleńskiej jeszcze jedną przyprawę", pisze.

Bota opisuje artykuł Cezarego Gmyza o trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa i zaznacza, że „słowo zamach nie pojawiło się w tekście. Lecz dla wielu czytelników znajduje się ono już od dawna między wierszami. 70 procent wszystkich Polaków życzy sobie, aby dochodzeniem nad przyczynami katastrofy zajęła się międzynarodowa komisja, gdyż nie dowierzają oni swemu rządowi”.

"To nie był zwykły tekst"

Autorka artykułu pisze też o reakcji wydawcy, Grzegorza Hajdrowicza, na ukazanie się artykułu Cezarego Gmyza i jego nocnym spotkaniu z rzecznikiem rządu RP Pawłem Grasiem. "To nie był zwykły tekst o pogodzie czy wypadku samochodowym" - cytuje Hajdrowicza Die Zeit - wystarczy choć odrobinę fantazji, żeby sobie wyobrazić społeczne i polityczne skutki". To, że wydawca spotyka się w nocy z rzecznikiem rządu, że w ciągu 48 godzin zwalnia całe kierownictwo dziennika rozpala podejrzliwość u tych, którzy już zawsze nie wierzyli w niezależność wydawców (...). Alicja Bota opisuje też zwolnienie redaktora naczelnego tygodnika Uważam Rze w reakcji na krytykę pod adresem wydawcy. (Hajdarowicz) "twierdzi, że walczy o swoją własną wiarygodność. Lecz wydaje się, jakby ją zaprzepaszczał”.

"Grzegorz Hajdarowicz, który myślał, że można zarobić pieniądze na gazetach, jak w aptece, stracił kontrolę. Załamują się nakłady jego tytułów, spada ilość reklam i na jego oczach burzą się autorzy magazynu, który miał się rozwijać i przynosić dochody... Po artykule Gmyza Polska otrzymała z Rosji zaplombowane próbki z wraku Tupolewa próbki do zbadania w warszawie – po dwóch i pół roku. Prokurator, który uprzednio zdementował, że cokolwiek znaleziono, przedstawił niedawno wyniki badań komisji parlamentarnej. Czy Pan teraz coś znalazł? Tak znalazł. I to ślady trotylu. To jednak nie oznacza, powiedział prokurator, że chodzi o ślady materiałów wybuchowych. Teraz brakuje rejestratora lotu i wraku. Ani jednego, ani drugiego Rosjanie nie chcą wydać. A w Polsce rośnie podejrzliwość: Właściwie, dlaczego nie?" – tak kończy artykuł Alicja Bota.

Barbara Cöllen

red. odp. Bartosz Dudek

Reklama