„Die Welt”: Podzielona pamięć Europy o pakcie Ribbentrop-Mołotow | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 23.08.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

„Die Welt”: Podzielona pamięć Europy o pakcie Ribbentrop-Mołotow

W pamięci historycznej Niemiec i Europy zachodniej pakt Ribbentrop-Mołotow ma epizodyczną rolę - pisze w piątek dziennik „Die Welt”. 

Moment podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 r.

Moment podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow w 1939 r.

Autor komentarza Richard Herzinger zauważa, że gdy w Niemczech ktoś wspomni o 23 sierpnia jako znaczącej dacie historycznej, reakcją będą w większości „bezradne i pytające” spojrzenia rozmówców. Tymczasem - jak przypomina - z datą tą wiążą się dwa ważne wydarzenia historyczne, które wpłynęły na bieg historii Europy. 23 sierpnia 1939 zawarto pakt Ribbentrop-Mołotow, który „utorował nazistowskim Niemcom drogę do niszczycielskiej wojny przeciwko Polsce, a Związkowi Sowieckiemu dał zielone światło do zajęcia wschodniej części Polski i państw bałtyckich”. 

Pakt Ribbentrop-Mołotow: zaskoczenie czy kontynuacja?

Przed 30 laty 23 sierpnia zyskał jeszcze dodatkową symbolikę, gdy tego dnia w przełomowym roku 1989 dwa miliony mieszkańców państw bałtyckich utworzyło łańcuch ludzkich rąk przez Litwę, Estonię i Łotwę ogłaszając w ten sposób wolę uniezależnienia się od Związku Sowieckiego i odbudowy niepodległych państw - przypomina autor. Wydarzenie to było ważnym krokiem na drodze do demontażu ZSRR - ocenia.  

Kult Gorbaczowa

„W Europie Środkowej i Wschodniej, przede wszystkim w Polsce i krajach bałtyckich pamięta się o tych historycznych wydarzeniach, które wpływają na współczesne polityczne refleksje. Za to w zachodniej Europie przyjmuje się je do wiadomości w najlepszym razie na marginesie. Wprawdzie w 2009 roku Parlament Europejski ogłosił 23 sierpnia dniem pamięci o ofiarach wszystkich totalitarnych reżimów. Jednak w Niemczech mało kto zwraca na to uwagę” - pisze Herzinger.

Dodaje, że choć w Niemczech z sympatią śledzono wydarzenia w krajach bałtyckich, to mieszało się to z obawą, że rozpad Związku Sowieckiego doprowadzi do chaosu, uwolni nacjonalistyczne siły albo skłoni „twardogłowych” w sowieckim aparacie władzy do ostrej reakcji.

„Niemcy nie były jedynym krajem zachodnim, który rzekomo w interesie stabilności liczył, że Związek Sowiecki będzie nadal istniał. U nas jednak do głosu dochodziła szczególna wdzięczność wobec Michaiła Gorbaczowa, który tak wiele zrobił dla Niemców i którego oni musieli potem wspierać” - ocenia autor. Jak dodaje, za niemiecką narracją stoi przekonanie, że „Gorbaczow podarował Europie wolność, a Niemcom jedność”.

Jedną ze współczesnych konsekwencji „kultu Gorbiego”, jak nazywa się w Niemczech Gorbaczowa,  jest „utrzymująca się fiksacja na Moskwie” w myśleniu o polityce zagranicznej. „Gdy chodzi o wydarzenia na wschodzie kontynentu i wypracowanie stanowiska w tej sprawie, często niemiecka opinia publiczna zadaje najpierw pytanie: 'Jak zareaguje na to Rosja?'. Obawa przed sprowokowaniem Rosji doprowadziła do tego, że w 2008 roku rząd niemiecki storpedował popierane przez USA przyjęcie Gruzji do wojskowego planu działania NATO” - pisze Herzinger.

Obawa przed relatywizacją niemieckiej winy

Jak ocenia, gdyby w 2008 roku zaproszono Gruzję i Ukrainę do planu działań NATO, Putin nie odważyłby się na inwazję na Gruzję w tym samym roku, a kilka lat później, w 2014 roku, na aneksję Krymu i wkroczenie na wschodnią Ukrainę. „Ustępliwość, która miała być sygnałem gotowości do współpracy, została uznana przez Kreml za słabość i zachętę do nakręcenia spirali agresji” - konstatuje komentator „Die Welt”.

Wskazuje, że także pakt Ribbentrop-Mołotow uważany jest przez Niemców za epizod, który po napaści hitlerowskich Niemiec na Związek Radziecki stał się makulaturą. Tymczasem pakt był czymś więcej niż tylko tymczasowym taktycznym posunięciem, bo jego celem było wyłączenie z gry wspólnego wroga: Zachodu. „Po upadku reżimu nazistowskiego Stalin zatrzymał łup, który zawłaszczył w 1939 roku w porozumieniu z Hitlerem. Jednak w Republice Federalnej przez dziesięciolecia zanikła świadomość tego, jak bardzo pakt dyktatorów oddziałuje na współczesność” - dodaje Herzinger, przypominając też, że jeszcze w latach 50. i na początku lat 60. politycy posługiwali się przykładem paktu Ribentropp-Mołotow porównując sowiecki komunizm z narodowym socjalizmem. 

Odmienne spojrzenie

To zmieniło się w połowie lat 60. pod wpływem polityki odprężenia i lewicowego ruchu studenckiego. „Teoria totalitaryzmu” została uznana za alibi dla „niemieckiego wypierania się winy”. „Zarzutem było to, że wskazując na komunistów jako współczesnych nazistów próbuje się odwrócić uwagę od tego, że wielu nazistów bez przeszkód pełniło wpływowe funkcje w RFN. Ta krytyka nie była pozbawiona słuszności. Jednak z biegiem lat popadła w drugą skrajność, uznając każde strukturalne porównanie totalitarnych dyktatur za niedopuszczalne ich zrównywanie i relatywizację wyjątkowego wymiaru historycznego nazistowskich zbrodni” - pisze autor komentarza. Zapomniano jednocześnie, jak dodaje, że pakt Ribbentrop-Mołotow wywołał w społeczeństwach Europy Środkowej i Wschodniej „strach pierwotny, że Niemcy i Rosja kiedyś znowu mogą porozumieć się nad ich głowami”.

„Odmienne spojrzenie na datę 23 sierpnia na zachodzie i na wschodzie Europy to przykład tego, jak bardzo Europejczycy są od siebie oddaleni jeżeli chodzi o pamięć historyczną. Nie można lekceważyć konsekwencji tej podzielonej pamięci na trudny proces jednoczenia się Europy” - konstatuje Herzinger.

 

Redakcja poleca