„Die Welt”: Marionetki Kaczyńskiego czy europejska histeria? | Echa polskie | DW | 09.12.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

„Die Welt”: Marionetki Kaczyńskiego czy europejska histeria?

„Czy należy się martwić o Polskę?” – pyta niemiecki dziennik, zamieszczając różnorodne stanowiska polskich naukowców na temat oceny rządów PiS.

Agata Bielik-Robson, profesor filozofii w Polskiej Akademii Nauk i na Uniwersytecie Nottingham, nie kryje swoich obaw. Jej argument: władzę skupia w swoich rękach jeden człowiek – Jarosław Kaczyński. „Formalnie nie ma on żadnego urzędu państwowego i zadowolił się funkcją szefa partii, ale udało mu się doprowadzić do tego, że prezydent i premier są jego politycznymi wytworami i marionetkami, spełniającymi wszystkie rozkazy, nawet te, które najwyraźniej naruszają podstawowe zasady liberalnej demokracji“, pisze polska filozofka. I tłumaczy, że taka „nieformalna struktura władzy“ jest „niebezpieczeństwem dla demokracji“, gdyż jedna osoba decyduje o wszystkim, nie ponosząc odpowiedzialności za własne błędy i nadużywanie władzy.

Bielik-Robson niepokoją na dodatek żądania zmian systemu, które Kaczyński i jego ekipa wysunęli bezpośrednio po wygranej w październikowych wyborach. Chodzi m.in. o plany zmiany konstytucji, przywrócenie bezpośredniej kontroli rządu nad prokuraturą, zmianę kadencji Trybunału Konstytucyjnego, powołanie Izby Wyższej Sądu Najwyższego (złożonej z „reprezentantów społeczeństwa“ z prawem unieważnienia każdego prawomocnego wyroku sądu, jeśli byłby on niezgodny z poczuciem sprawiedliwości w społeczeństwie).

Filozofka odwołuje się także do porównania Kaczyńskiego z Orbanem i zauważa, że ten ostatni „zaatakował“ węgierski Trybunał Konstytucyjny dopiero rok po przejęciu władzy i po tym, jak sędziowie zakwestionowali ważne reformy gospodarki i struktur państwowych. Tymczasem Kaczyński „przystąpił do ataku jeszcze zanim jakakolwiek instytucja liberalnego państwa uniemożliwiła jakiekolwiek decyzje”, wyjaśnia Bielik-Robson. Konstatuje, że działania te świadczą o „głębokim politycznym nihiliźmie“ Kaczyńskiego i pozwalają oczekiwać, że będzie on „uzurpował dla siebie“ jeszcze więcej władzy, by ukryć swoją „niezdolność rządzenia“ i „programową pustkę“. Kaczyński chce bowiem władzy dla niej samej.

Redakcja poleca

Belik-Robson komentuje także stanowisko polskiego rządu wobec UE. Zauważa, że Kaczyński za pomocą „eurosceptycznej propagandy“ chce „poluzować gorset utrudniający mu władzę“. „Należy się obawiać, że nowy rząd zaryzykuje konflikt z UE (którą Kaczyński widzi jako instrument niemieckiej dominacji w Europie)“, bo w starciach z liberalną opozycją rządząca prawica będzie mogła przedstawić to jako dowód „suwerennej polityki Polski“, kończy Agata Belik-Robson.

Diametralnie odmienną pozycję prezentuje na łamach „Die Welt“ Zdzisław Krasnodębski, profesor socjologii na Uniwersytecie w Bremie, a od 2014 roku eurodeputowany z ramienia PiS. Uspokaja, że polska demokracja jest „stabilna“, a „Polacy za bardzo kochają wolność, żeby pozwolić komuś na budowę autorytarnego systemu“. Dodaje, że również w stosunkach polsko-niemieckich nie dzieje się „nic dramatycznego“. Zdaniem Krasnodębskiego nie ma powodu do „histerii“, która przejawia się w zachodnich, szczególnie niemieckich mediach, bo, ani „żadna znacząca siła w Polsce nie mówi o wystąpieniu z UE“, ani „nie szaleją“ w Polsce nacjonalizm, ksenofobia czy populizm, nie wprowadzono cenzury, nie zniesiono też konstytucji.

Koncentrację władzy wyjaśnia zaś zadomowioną w Polsce regułą „the winner takes it all“. Zaznacza, że również poprzednia ekipa rządowa „zagarnęła wszystkie instytucje państwowe, publiczne i komunalne“, „dokonała czystek w mediach“, „zmarginalizowała opozycję parlamentarną“, „rządząc praktycznie bez społecznej i medialnej kontroli“, a pod koniec rządów „zapewniła sobie monopol w Trybunale Konstytucyjnym“.

Krasnodębski uprzedza, że „w celu przywrócenia pluralizmu“ nastąpią „dalsze zmiany personalne“, również w mediach publicznych. „Ale to sprawa Polski i Polaków“, komentuje. „My też nie wtrącamy się, kiedy powoływany jest skład Rady Radiofonii ZDF (drugi program niemieckiej telewizji publicznej – przyp. red.) czy Federalnego Trybunału Konstytucyjnego“, dodaje. Argumentuje, że dla wielu Polaków liczy się coś innego – polityka socjalna i ekonomiczna PiS, mająca na celu „wsparcie rodzin“, „odciążenie biednych“, „modernizację gospodarki“ i „przezwyciężenie gospodarczych zależności“. Liczy się także bezpieczeństwo, aby „Polska czuła się w ramach NATO równie bezpiecznie jak Niemcy“. Z ostatnimi łączy Polskę – zdaniem polskiego socjologa i polityka – „sojusz i współpraca nie wykluczające różnic“.

Tymczasem UE to w rozumieniu polskiego socjologa „dobrowolna unia narodowych państw“, przy czym Polska nie chce „dalszej centralizacji“. Jednocześnie Krasnodębski dokonuje rozrachunku z „europejską solidarnością“ i pyta retorycznie, czy jej przejawem jest Gazociąg Północny lub „narzucanie“ innym niemieckiej „kultury otwartości“. Wyjaśnia niemieckiemu czytelnikowi, że znaczna część Polaków jest „związana z własną tradycją narodową i wiarą”. Swoje stanowisko Krasnodębski kończy przekornym stwierdzeniem: „Nie zabraniamy Niemcom kochać Donalda Tuska (…), ale życzymy sobie, aby ta miłość i przeświadczenie posiadania racji, nie prowadziły do politycznego zaślepienia“.

oprac. Katarzyna Domagała

Reklama