Der Spiegel: rozpowszechniona niewiedza o niemieckich zbrodniach w Polsce | Echa polskie | DW | 04.06.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

Der Spiegel: rozpowszechniona niewiedza o niemieckich zbrodniach w Polsce

Niemiecka prasa komentuje w poniedziałek (4.06.12) m.in. wpadkę prezydenta Obamy, 60 urodziny prezydenta i rozpoczynające się EURO 2012.

Polenfeldzug/Kaempfe an d. Westerplatte. 2. Weltkrieg, Beginn des Polenfeldzuges. - Das deutsche Linienschiff Schleswig- Holstein beschiesst am Morgen des 1.9. 1939 die Westerplatte bei Danzig. - Foto, 1939.

Tygodnik Der Spiegel odnotowuje niefortunne sformułowanie prezydenta Baracka Obamy na temat „polskiego obozu śmierci”: „Dokładnie 199 listów interwencyjnych do gazet i rozgłośni na całym świecie wysłał MSZ w ostatnich trzech latach w obronie przed szczególnie irytującą formą fałszowania historii. Rzeczywiście ciągle używane są sformuowania takie jak polski obóz koncentracyjny, kiedy właściwie mowa jest o niemieckim KZ w okupowanej Polsce. W gronie zruganych są New York Times, The Economist, Haaretz, Süddeutsche Zeitung, ale też der Spiegel. (...) Wielu współczesnym najwyraźniej nieznane są zbrodnie, jakie naziści popełnili na ludności polskiej. Rząd w Warszawie obawia się, że najpóźniej, kiedy wymrze wojenne pokolenie, w zapomnienie pójdzie fakt, że Polacy przede wszystkim byli ofiarami”.

W tym samym wydaniu hamburskiego tygodnika artykuł na temat odbytego w Eisenach dorocznego zjazdu „korporacji studenckich” (Burschenschaften):

Członkowie korporacjiszczególnie twardym gatunkiem przeciwników globalizacji. Od lat zmniejsza się liczba członków. Studenckie korporacje ucieleśniają miłość ojczyzny, nieco zjełczały patriotyzm. Stare historie dziadków. Królewiec, noc zbombardowania Drezna, wschodnie tereny. Takie rzeczy“, pisze Der Spiegel.

„A czasy nie są złe dla patriotyzmu. Od piłkarskich mistrzostw świata 2006 Niemcy coraz lepiej radzą sobie ze swoją dumą narodową. Z nowym patriotyzmem kojarzą się nota bene chorągiewki na samochodach, barwne peruki i strefy kibiców, którzy wyskakują ze skóry przy bramkach strzelanych przez Özila. Nie ma się wrażenia, że ktokolwiek chce znowu wmaszerować do Polski. Dzisiaj Niemcy przybywają jako kibice machając chorągiewkami”.

Urósł z urzędem

Frankfurter Allgemeine Zeitung honoruje 60. urodziny prezydenta Bronisława Komorowskiego:

„Prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego łączy z premierem Donaldem Tuskiem i szefem opozycji Jarosławem Kaczyńskim młodość w antykomunistycznym oporze. Tych trzech chyba najbardziej znanych, aktywnych polityków Polski różni jednak pochodzenie. Historia rodziny Komorowskiego odzwierciedla dramat polskiego wschodu – rozległe obszary dzisiejszej Białorusi, Litwy i Ukrainy, które do II wojny światowej były polskie. Jego rodzina, szlachecki ród, do którego należał m.in. prymas Polski, razem z milionami innych Polaków musiała wówczas opuścić Litwę i przenieść się na uzyskane właśnie wschodnie ziemie niemieckie. Tam, w 1952 r. w dolnośląskich Obornikach przyszedł on na świat”, pisze gazeta.

FAZ przypomina lata podziemnej działalności prezydenta, aktywnego także po przełomie 89 roku, pozostającego jednak w cieniu dominujących dzisiaj postaci polskiej polityki, Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Urząd prezydenta zdobył przede wszystkim dlatego, że piastujący go jego poprzednik, Lech Kaczyński, zginął w katastrofie pod Smoleńskiem i ponieważ Tusk, który praktyczną władzę szefa rządu ceni sobie wyżej, niż stanie na świeczniku pałacu prezydenckiego, zrezygnował z ubiegania się o ten urząd. Od tej pory jednak znaczenie Komorowskiego wzrosło, konstatuje gazeta i dodaje, że urosło także poważanie Komorowskiego w Berlinie, który „od chwili objęcia urzędu nie przepuszcza okazji, by aktywnie wspierać polsko-niemieckie pojednanie”.

Uzbrojona bezsilność

FAZ zamieszcza także recenzję książki „1989 i rola przemocy” wydanej w br. w Getyndze. 17 autorów publikacji analizuje załamanie się systemów dawnego Bloku Wschodniego, w tym w Polsce. „Włodzimierz Borodziej opisuje doświadczenia przemocy, jakich doznała Polska na lata przed swoim samowyzwoleniem się, a które przyniosło z sobą wkroczenie w 1939 r. do Polski nazistów. Także z tego powodu przywódcy rosnącej od lat siedemdziesiątych opozycji zdecydowali się na pokojowe obalenie jednopartyjnego reżimu: nie podpalajcie komitetów partii, budujcie swoje własne. (...) Podobnie jak przywódcy opozycji, większość Polaków opowiadała się przeciw użyciu przemocy. Tak więc kontrahenci usiedli w końcu do legendarnego okrągłego stołu i zamiast strzelać, szukali wspólnie i z sukcesem możliwego do zaakceptowania przejścia od dyktatury do demokracji – epokowy krok na drodze uwolnienia Europy od komunizmu”.

Zawsze chętnie jadę do Polski

Liczne gazety już są w gorączce piłkarskich mistrzostw Europy. Süddeutsche Zeitung zamieszcza rozmowę z Mirosłavem Klose. Napastnik narodowej reprezentacji Niemiec mówi o swojej pasji wędkowania, polskich i śląskich korzeniach, mitach wokół jego osoby i swoich związkach z Polską. Dyskusja, czy jest „niemieckim Polakiem, czy polskim Niemcem”, pojawi się na pewno, stwierdza Klose: „nie muszę nawet strzelać bramek”. A jak sam się widzi?: „Dzieciństwo spędziłem w Niemczech. Ale muszę uczciwie przyznać, że ciągle chętnie wracam do Polski. Tam się urodziłem. Tam żyje część mojej rodziny. Mam jeszcze jednego, dwóch przyjaciół z tamtych czasów. Poza tym mówię po polsku. Dlatego zawsze lubię być w Polsce”.

Na pytanie, czy dotknęło go to, że jesienią ubiegłego roku w Gdańsku kibice, inaczej, niż Łukasza Podolskiego, wygwizdali go, Klose odpowiada: „Dziwiłem się wówczas. I oczywiście zastanawiałem się, dlaczego. Mój wujek zadzwonił już wcześniej i opowiedział mi, co piszą o mnie gazety, że kontakt z Polską nie jest dla mnie ważny. Ludzie na stadionie też to oczywiście czytali i najwidoczniej myśleli, że czuję się tylko Niemcem i nie chcę mieć nic wspólnego z Polską. Tak nie jest. I już wówczas bardzo mnie to dotknęło”.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Bartosz Dudek

Reklama