Debata po niedoszłym zamachu w RFN. Uchodźcy po lupą? | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 14.10.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Debata po niedoszłym zamachu w RFN. Uchodźcy po lupą?

Syryjczyk Dżabr Al-Bakr planował zamach. Do RFN przyjechał jako uchodźca. Teraz mnożą się głosy, by prześwietlać wszystkich uchodźców pod kątem zagrożenia terrorystycznego.

Składanie wniosku azylowego w Niemczech w przeszłości poniekąd przypominało wypełnianie kuponu totolotka.

Podczas gdy niektórzy syryjscy uchodźcy przez kilka godzin wypytywani byli przez urzędników, inni imigranci musieli tylko wypełnić jakąś kartkę, podając powody ucieczki, i to wszystko. Tak było w przypadku studenta Take Bakri. Kiedy w 2015 r. przyjechał do Niemiec, musiał tylko wypełnić  kwestionariusz.

Uproszczenie procedur

– Zdaję sobie sprawę, dlaczego urzędy wprowadziły taką procedurę - mówi w rozmowie z Deutsche Welle. Tak było po prostu szybciej.  Uchodźców było tylu, że na indywidualne rozmowy po prostu nie było czasu. Masy uchodźców, jakie w ubiegłym roku przybywały do Niemiec, były tak ogromne, że przekraczało to możliwości urzędników.

Wielu z nich nie miało ważnych dokumentów, niektórzy rejestrowali się w jednym mieście, by potem pojechać do innego, albo w ogóle opuszczali RFN i osiedlali się gdzieś indziej w Europie. Z tego względu – obowiązkowe w przypadku Syryjczyków, Irakijczyków i Erytrejczyków – rozmowy zastąpiono pisemnym kwestionariuszem.

Rettung von Flüchtlingen im Mittelmeer (DW/K. Zurutuza)

Większość ludzi ucieka przed terrorem we własnym kraju

Troska o bezpieczeństwo

Problem polegał jednak na tym, że pod tak uproszczoną procedurę "podłączyło się" także wielu Marokańczyków i innych północnych Afrykańczyków, podając się za Syryjczyków. Federalny Urząd Migracji i Uchodźców (BAMF) ze względów bezpieczeństwa przywrócił więc zaniechane uprzednio rozmowy. Urzędnicy pobierają teraz odciski palców, robią zdjęcia osobom ubiegającym się o azyl i porównują te informacje z bankiem danych policji federalnej. Kontroluje się także dokumenty tożsamości. Tak wygląda to przynajmniej w teorii.

Jednak od momentu policyjnej obławy w Chemnitz i ujęcia domniemanego terrorysty związanego z tzw. „Państwem Islamskim” (PI) w Lipsku, mnożą się głosy domagające się dokładnego sprawdzania, czy potencjalni azylanci nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa. Dżaber al-Bakr, który miał przygotowywać zamach na jedno z berlińskich lotnisk, w roku 2015 złożył w RFN wniosek o azyl. Aresztowany dzięki dzięki pomocy syryjskich uchodźców, Al-Bakr popełnił jednak w więzieniu samobójstwo, zanim specsłużby zdążyły dokładnie prześwietlić jego kontakty z PI.

Polityk bawarskiej chadecji, Hans-Peter Uhl (CSU), domaga się już teraz, by niemieckie tajne służby weryfikowały wszystkich imigrantów ubiegających się o azyl. Oznaczałoby to także nieograniczony dostęp do banku danych BAMF.

Griechenland Lesbos Skala Sikamnias Boot mit Flüchtlingen legt an (picture-alliance/NurPhoto/K. Ntantamis)

Napływ uchodźców osłabł, ale się nie skończył

Opozycja: nie rozszerzać uprawnień tajnych służb

Bawarska CSU od dawna już krytykuje politykę uchodźczą kanclerz Angeli Merkel, a szczególnie jej decyzję z września 2015 o niezamykaniu granic Niemiec przed uchodźcami, którym groziło utknięcie na szlaku bałkańskim. Bawarscy chadecy do dziś nie mogą jej tego wybaczyć.

Nie tylko partner koalicyjny chadeków, SPD, ale także partie opozycyjne nie chcą zgodzić się na przyznanie tajnym służbom większych uprawnień. Irena Mihalic z partii Zielonych twierdzi, że żądania CSU są „szalone” i podkreśla, że mogą one przyczynić się do jeszcze większej polaryzacji społeczeństwa. Ulla Jelpke z partii "Lewica" określa postulaty CSU jako „nieadekwatne”, bo BAMF i tak już od dawna kooperuje z tajnymi służbami. W przypadkach podejrzeń władze wymieniają miedzy sobą informacje.

Brak europejskiej bazy danych

Inny problem walki z terroryzmem w Europie jest natury strukturalnej. Wciąż jeszcze nie ma wspólnego, europejskiego banku danych, w którym zarejestrowani byliby potencjalnie niebezpieczni imigranci.

Szef niemieckiego MSW, Thomas de Maiziere (CDU), i tak był w przeszłości zdania, że taka baza danych byłaby problematyczna. Problemem natury technicznej jest także niejednolita pisownia arabskich imion i nazwisk w krajach europejskich.

Gdyby decyzję miał podjąć syryjski student Take Bakri, problem należałoby rozwiązywać tam, gdzie kończy się procedura azylowa. Twierdzi on, że to specjsłużby, ale przede wszystkim gminy muzułmańskie i syryjska społeczność w Niemczech muszą być szczególnie uczulone na to, u kogo obserwuje się radykalizację i kto planuje ewentualnie zamach. Bo leży to w interesie każdego, twierdzi młody Syryjczyk. Większość Syryjczyków uciekła przed terrorystami, dlatego chcą zapobiec, żeby to nie powtórzyło się w Niemczech.

Naomi Conrad / Małgorzata Matzke