Debata migracyjna zaostrza się. Niemcy obawiają się „napływu biedoty” | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 03.03.2013
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Debata migracyjna zaostrza się. Niemcy obawiają się „napływu biedoty”

Większość Niemców oczekuje obostrzeń w polityce migracyjnej. Chodzi konkretnie o Sinti i Romów. Ale w tym celu trzeba zmienić zasady, na jakich funkcjonuje UE. Analitycy ostrzegają przed eskalacją histerii.

Hans-Werner Sinn, prezes Instytutu Badań nad Gospodarką (Ifo) w Monachium, zażądał, aby „ukrócić” migrację. Przeciwnego zdania jest badacz migracji prof. Klaus J. Bade, który ostrzega przed „panikarstwem”.

Hans-Werner Sinn

Hans-Werner Sinn

Ponad 70 proc. Niemców chce obostrzeń w praktyce swobodnego przemieszczania się obywateli z krajów UE. Lecz w istocie chodzi o wprowadzenie ograniczeń dla Sinti i Romów z Rumunii i Bułgarii – krajów członkowskich Unii Europejskiej. Prawo swobodnego przemieszczania się przysługuje im, jako mieszkańcom państw unijnych. Prezes Sinn stwierdził na łamach tygodnika ekonomicznego „Wirtschaftswoche”, że istnieje pilna potrzeba nowelizacji dyrektywy unijnej ws. swobody przemieszczania się w UE. Analityk Ifo wskazał, że wysokość świadczeń socjalnych w Niemczech jest „dwu-/trzykrotnie wyższa od wysokości przeciętnego wynagrodzenia w Rumunii lub Bułgarii”. To, w jego opinii, wyzwoli falę zauważalnego napływu ludności z tych krajów, co „niechybnie spowoduje erozję niemieckiego państwa socjalnego”.

Ostrzeżenia przed histerią migracyjną

Klaus J. Bade przestrzega z kolei przed histerycznymi reakcjami na napływ Romów i Sinti z krajów Europy południowej. Nie jest też prawdą, powiedział, że Niemcy są obecnie krajem „masowego napływu biedoty”. – To zwykłe panikarstwo, stwierdził. Zamiast negatywnej postawy obronnej zaleca tworzenie przesłanek do pozytywnych działań.

Sinti und Roma in Berlin

Sinti i Roma w Berlinie, w dzielnicy Neuköln, na otwarciu stowarzyszenia pomocy Romom "Amaro Drom"

Niemiecki analityk skrytykował też apel szefa resortu spraw wewnętrznych Hansa-Petera Friedricha (CDU), który powiedział, że miasta i powiaty powinny zaostrzyć kontrole. - To jest podsycanie w społeczeństwie wrogich nastrojów przeciwko napływowi migrantów, którym przyjazdu do Niemiec nie można ot tak po prostu zabronić, wyjaśnił. Ponadto nie bierze się pod uwagę, że 80 proc. Bułgarów oraz Rumunów, którzy w latach 2007-2010 przyjechali do Niemiec, było ubezpieczonych w swoich krajach.

Niemieccy Romowie i Sinti oburzeni

Związek Niemieckich Romów i Sinti skarży się na utrzymujące się uprzedzenia wobec migrantów w Niemczech. – Zawsze kojarzy się nas z biedą, przestępstwami i prostytucją, a patrzy się na nas jak na jednorodną grupę, powiedział agencji dpa Jacques Delfelf, prezes Stowarzyszenia Romów i Sinti w Nadrenii Palatynacie. Napływ mieszkańców z krajów Europy wschodniej i południowej oraz pogarszające się w związku z tym nastroje społeczne w RFN odczuwają niemieccy Romowie i Sinti. – Większość z nas ma niemieckie obywatelstwo i wcale nie klepiemy biedy, powiedział Jacques Delfeld.

Klaus Jürgen Bade

Klaus Jürgen Bade

Z sondażu Emnid, którego wyniki opublikował magazyn „Focus”, wynika, że jedynie 27 proc. mieszkańców Niemiec nie ma nic przeciwko swobodnemu przemieszczaniu się wszystkich obywateli unijnych, 28 proc. chce, żeby ograniczyć napływ ludności z konkretnych krajów członkowskich UE, natomiast 41 proc. ankietowanych domaga się ograniczenia napływu ludności że wszystkich państw unijnych.

Minister Friedrich skrytykował na łamach tygodnika „Focus” niemieckie miasta i powiaty wskazując, że muszą one „we własnym interesie nadzorować przestrzeganie prawa”. – Jeśli ktoś składa wniosek o świadczenia socjalne, ten musi uzasadnić, dlaczego potrzebuje wsparcia. A kto zostanie przyłapany na próbie oszustwa i nadużywaniu swobody poruszania się w UE, ten musi opuścić Niemcy”, wyjaśnił szef resortu spraw wewnętrznych.

dpa/ Barbara Cöllen