Bułgarskich Romów niezmiennie ciągnie do Niemiec | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 04.06.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Bułgarskich Romów niezmiennie ciągnie do Niemiec

Bułgarscy Romowie żyją na marginesie społeczeństwa. Dla wielu z nich jedynym wyjściem jest emigracja. Szczególnie, gdy mają w Niemczech krewnych lub znajomych.

30-letni Borys* mieszka jeszcze w Bułgarii, za to prawie wszyscy jego krewni już od dawna w Koblencji. Większość Romów emigrujących z Widynia, miasta w północno-zachodniej Bułgarii, wybiera właśnie Koblencję nad Renem. Pierwsze rodziny wyjechały do Niemiec już w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

Dziś między osadą romską w Bułgarii a Koblencją kursują dwa minibusy, trzy razy w tygodniu. Nie obowiązuje ich stały rozkład jazdy, nie mają żadnego oficjalnego przystanku. Pasażerowie zbierają się w kawiarni Georgi*. Za przejazd płacą 80 euro. Dodatkowa usługa polega na tym, że wieczorem odbiera się bagaż a rano pasażera spod domu.

Bulgarien Roma-Siedlung der Stadt Vidin

Kto może, ucieka z tej osady za granicę

Bez znajomości nie ma biletu

Kierowcy nie zabierają żadnych nieznajomych ani pasażerów, których nikt w Koblencji nie odbierze, "ponieważ niemieckie władze bardzo nieufnie podchodzą do naszych minibusów i drobiazgowo je kontrolują", mówi jeden z kierowców. Dlatego w żadnym wypadku nie dopuści, aby do jego pojazdu wsiedli handlarze narkotyków albo sutenerzy.

Za każdego pasażera musi poręczyć ktoś, kto już mieszka w Koblencji. – Jest to też niezwykle ważne dla pasażerów - uważa Borys - bo w Niemczech nasi ludzie są i tak bezradni. Potrzebują kogoś, kto zapoznałby ich z obowiązującymi tu przepisami.

Słowo ‘Gesetz’ (niem. przepis, ustawa) raz po raz pada w rozmowie na temat Niemiec. Romowie rozumieją pod tym pojęciem coś w rodzaju „way of life”. Znajomość niemieckich przepisów pomaga im w ułożeniu sobie spokojnego życia. Wiadomo na przykład, że w ich dzielnicy śmieci odbiera się we czwartki, że żona jest czymś więcej niż tylko pomocą domową a nowe życie zaczyna się dopiero po uzyskaniu meldunku.

- Zanim się wszystkiego nie wyjaśni, nie ma mowy o wpuszczeniu pasażerów do minibusa – zapewnia kierowca. - A, gdy już wszystko jest jasne, podwożę ich pod wskazany adres w Koblencji.

Ponad 60 procent Romów już wyjechało

Nie ma oficjalnych statystyk na temat Romów, którzy wyjechali do Niemiec. Taką prowizoryczną listę prowadzi właściciel kawiarni Georgi. – Trzystu mieszkańców osady już mieszka w Koblencji – mówi - a 200 w Kolonii. Przedsiębiorstwo energetyczne w Widyniu ma w osadzie 900 klientów.

Bulgarien Roma-Siedlung der Stadt Vidin

Wiele domów zbudowano za pieniądze zarobione w Niemczech

Borys wylicza: wyemigrowało 60-70 procent Romów. Ale nie wszyscy do Niemiec. - Kobiety opiekują się seniorami we Włoszech. Wielu Romów mieszka teraz w Anglii i Finlandii. Inni pracują na plantacjach w Hiszpanii i Grecji. - Jak przez miesiąc będziesz zrywać pomarańcze, przeżyjesz zimę – zapewnia Borys.

On sam znalazł się jakby na rozdrożu: nie wie, czy zostać, czy też przenieść się do Koblencji. – Tam przynajmniej znajdę jakąś godziwą pracę – mruczy pod nosem. Taka decyzja nie przychodzi mu łatwo. Za Widyniem przemawia już choćby to, że nie czuje się tu obco, że ma pracę i dwupiętrowy, nieźle wyposażony dom: z lodówką, zamrażarką, pralką, telewizorem plazmowym i parkietem. Ale niepokoi go wzrost bezrobocia w Widyniu. W ubiegłym roku wyniosło ono 23 procent. Tylko w marcu tego roku pracę straciło 600 osób: sprzątaczki, szwaczki i robotnicy w fabryce chemicznej.

W osadzie Romów jakość życia jest kiepska. Od miasta dzieli ich mur. Córka Borysa musi nadrabiać drogi, żeby dotrzeć do szkoły.

Z Koblencji przez Kolonię do Frankfurtu nad Menem

Romowie z Koblencji wiedzą, jak poprawić sobie byt. Ten, kto się sprawdził jako robotnik, opowiadają ludzie z Widynia, przenosi się do Kolonii, gdzie posyła dzieci do szkoły. - One i tak mówią już tylko po niemiecku. Nie znają ani bułgarskiego, ani też romani. A ci, którym się powiodło w życiu, udają się w dalszą drogę do Frankfurtu nad Menem.

Jedną nogą za granicą

W małym markecie przy rynku wyłożono zeszyt dla tych, którzy żywność kupują "na krechę". – Jeszcze nie minęła połowa miesiąca a zeszyt jest już pełny. Na kredyt mogą kupować tylko ci, którzy mają krewnych za granicą – wyjaśnia sprzedawczyni.

- Żeby dostać w Niemczech dobrą pracę, trzeba mieć prawo jazdy albo być budowlańcem – opowiadają starzy Romowie. Wtedy starczy na budową domu w Widyniu. – Tak to wygląda: w Niemczech się zarabia a pieniądze wydaje w Bułgarii. Domy w osadzie? Wszystkie zbudowano za pieniądze z Niemiec”

*Imiona rozmówców zmienione przez redakcję.

Tatjana Vachsberg / Iwona D. Metzner