Bruno Schulz bez gwarancji | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 17.11.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Bruno Schulz bez gwarancji

„Bronię dobrego imienia Brunona Schulza” – mówi zarządca spuścizny artysty z Drohobycza i jego ostatni żyjący krewny. Walczy z fałszerstwem rysunków.

Bruno Schulz (autoportret)

Bruno Schulz (autoportret)

Marek Podstolski nie krył oburzenia, gdy dowiedział się, że wystawiony na aukcji rysunek jego słynnego krewnego Brunona Schulza uzyskał cenę zaledwie 3100 euro, czyli nieco ponad 13 tys. złotych. Licytacja w Bielefeld (Nadrenia Północna-Westfalia) była według jego informacji pierwszą w Niemczech aukcją, na której wystawiono pracę Schulza. – Na rynku nie ma już wielu rysunków jego autorstwa, a jeśli są licytowane, osiągają ceny dziesięciokrotnie wyższe – mówi w rozmowie z Deutsche Welle Podstolski, zarządca spuścizny Brunona Schulza.

Rysunki słynnego artysty z Drohobycza osiągają w Polsce cenę 120 tys. złotych, a w USA nawet 130 tys. dolarów – wyjaśnia Podstolski. Jako przykład wymienia licytacje w nowojorskiej filii domu aukcyjnego Sotheby's.

„To jakieś fałszerstwo”

Nie tylko cena uzyskana na niemieckiej aukcji oburzyła Podstolskiego. Przyjrzał się rysunkowi, który dom aukcyjny OWL w Bielefeld zamieścił w katalogu przed licytacją. Przedstawiał trzech chłopców przyglądających się jakiejś skrzynce. Rysunek o wymiarach 26 x 22 cm był wykonany ołówkiem i tuszem, nosił też sygnaturę Brunona Schulza.

Trzech chłopców przyglądających się skrzynce. Czy to rysunek Brunona Schulza?

Trzech chłopców przyglądających się skrzynce. Czy to rysunek Brunona Schulza?

– To rysunek niepodobny do jego prac – zgłasza swoje zastrzeżenia Podstolski. – To jakieś fałszerstwo – stwierdza. Także podpis w prawym dolnym rogu rysunku jest inny – dodaje. Mieszkający w Kolonii Marek Podstolski jest ostatnim żyjącym członkiem rodziny Schulza. Autor „Sklepów cynamonowych” był bratem jego dziadka Izydora. Dla Podstolskiego byłby zatem stryjecznym dziadkiem.

Obrazy olejne, rysunki, freski

Nie wiadomo, ile rysunków namalował w swoim 50-letnim życiu Schulz. Tworzył je głównie do własnych tekstów, ale i do teczki. Część z nich (podobnie jak manuskrypty, powieść i listy) zaginęła, kiedy w 1941 roku Schulz musiał przenieść się do getta. Po wojnie zachowało się ok. 500 rysunków i grafik, większość jest w posiadaniu polskich muzeów – mówi Podstolski. Artysta z Drohobycza tworzył także obrazy olejne, dzisiaj znane tylko z dawnych fotografii. Przetrwał zaledwie jeden.

Spotkanie (1920) - jedyny zachowany obraz olejny Brunona Schulza

"Spotkanie" (1920) - jedyny zachowany obraz olejny Brunona Schulza

Do spuścizny plastycznej artysty należą także freski odnalezione przypadkiem w 2001 roku. Schulz namalował je w 1942 na rozkaz szefa gestapo w Drohobyczu Feliksa Landaua. Przedstawiały postaci z bajek i zdobiły prawdopodobnie pokój dziecięcy w willi Landaua.

Jak przyznaje Marek Podstolski, polsko-żydowski artysta jest znany niemieckiej publiczności. W latach 60. ukazał się niemiecki przekład „Sklepów cynanonowych”, monachijskie wydawnictwo Hanser wydało też monografię poświęconą grafikom Schulza, a w 2011 niemiecki przekład „Sanatorium pod Klepsydrą”. W Berlinie, Duesseldorfie i Monachium zorganizowano już wystawy twórczości Schulza.

Szybko sprzedać

Według Podstolskiego sprawdzenie proweniencji rysunku i wartości oryginałów Schulza to kwestia chwili. Wskazuje też na ok. 350 schulzologów, których można było zapytać o opinię. – Widocznie dom aukcyjny chciał szybko sprzedać – konkluduje.

Zamiaru takiego nie ukrywa współwłaściciel domu aukcyjnego OWL w Bielefeld Thomas Sauerland. Klientowi, który dostarczył rysunek, zależało, by sprawa nie ciągnęła się miesiącami. – A tyle mogłoby potrwać sprawdzenie proweniencji i zlecenie ekspertyzy. Na dodatek byłoby to kosztowne – stwierdza Sauerland.

Dlatego w katalogu aukcyjnym rysunek został jedynie „przypisany” Schulzowi, co oznacza brak gwarancji, że chodzi o oryginał. Sauerland szukał w Internecie informacji na temat twórczości plastycznej Schulza. Porównał rysunek z innymi. Jak zaznacza, na jego pochodzenie wskazywało podobieństwo do innych motywów plastycznych Schulza, stary papier i sygnatura. – Rysunek jest bardzo udany, a pociągnięcia ołówkiem pewne – mówi Thomas Sauerlaud. Jednak w stu procentach dowieść, że praca pochodzi od twórcy z Drohobycza – nie był w stanie. Przyznaje zresztą, że „nie zna się zbytnio” na polskim rynku sztuki.

Przybywa fałszerstw

Rysunek przypisany Schulzowi pochodził ze zbiorów kolekcjonera handlującego polskimi rzeczami. Była to pierwsza praca Schulza wystawiona przez dom aukcyjny w Bielefeld. Do kogo trafił rysunek – tego Sauerland nie zdradza, zapewnia jednak, że kupiec wiedział, iż nie dostaje gwarancji na Schulza.

Od kiedy twórczość artysty z Drohobycza stała się popularna na całym świecie, na rynku zaczęły pojawiać się fałszerstwa jego rysunków – zauważa belgradzka schulzolożka Branislava Stojanović, twórczyni portalu Brunoschulz.org. – W zasadzie podróbki nie pojawiają się w poważnych domach aukcyjnych, lecz na otwartym rynku, np. na portalach aukcyjnych typu eBay czy Allegro – wyjaśnia. Podstolskiemu niejednokrotnie udaje się w porę zareagować i wycofać pracę z licytacji. – Bronię dobrego imienia Brunona Schulza – podkreśla. 

Problem z polskimi eksponatami dał się już we znaki sprzedawcom. Kiedy licytowane są dzieła z Polski Thomas Sauerland dostaje dziesiątki mejli i telefonów z zastrzeżeniami. Również Marek Podstolski nie daje za wygraną i grozi, że sprawą zajmie się prawnik. „Przypisanie” pracy artyście chroni jednak dom aukcyjny przed odpowiedzialnością prawną.

Redakcja poleca

Reklama