Bruksela chce ukarania Polski za lekceważenie TSUE | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 07.09.2021
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Bruksela chce ukarania Polski za lekceważenie TSUE

Komisja Europejska zwraca się do TSUE o ukaranie Polski za lekceważenie jego lipcowych orzeczeń co do sądownictwa. Chodzi nie tylko o niepełne zamrożenie Izby Dyscyplinarnej.

Bruksela spełniła swe zapowiedzi z lipcowego ultimatum, kiedy dała władzom Polski czas do 16 sierpnia, by opowiedziały się, czy, w jakim tempie i w jaki sposób zamierzają wdrożyć dwie lipcowe decyzje Trybunału Sprawiedliwości UE. Chodzi o postanowienie o środku tymczasowym (zabezpieczeniu) dotyczącym Izby Dyscyplinarnej oraz kluczowych elementów „ustawy kagańcowej”, a ponadto o wyrok orzekający, że system dyscyplinarny dla sędziów łamie prawo UE. Odpowiedź rządu Mateusza Morawickiego nadeszła w terminie, ale ani jej treść, ani zwłaszcza rzeczywiste działania władzy w Polsce – w stanowczej ocenie służby prawnej Komisji – nie spełniają wymogów TSUE.

Komisja we wniosku o karę do TSUE za łamanie środka tymczasowego nie zaproponowała jej konkretnej wysokości, ale - wedle nieoficjalnych szacunków brukselskich – może wynieść nawet po kilkaset tysięcy euro za każdy dzień łamania zabezpieczenia przez Polskę. Ta gigantyczna grzywna byłaby naliczana od momentu podjęcia decyzji o karze. TSUE nie jest związany żadnymi widełkami, ani terminami i może poprzestać tylko na prośbie o wyjaśnienia pisemne ze strony Warszawy. Jednak decyzja o karze powinna zapaść w ciągu kilku tygodni. Teraz jedynym pewnym sposobem na jej uniknięcie przez Polskę byłoby szybkie, jeszcze przed nałożeniem kary przez TSUE, spełnienie przez Polskę wymagań unijnego Trybunału z postanowienia o środku tymczasowym.

Ursula von der Leyen podczas wizyty w Warszawie w 2019 roku

Ursula von der Leyen podczas wizyty w Warszawie w 2019 roku

Również dzisiaj Komisja Europejska – zgodnie z warunkami lipcowego ultimatum – wszczęła wobec Polski postępowanie przeciwnaruszeniowe za ignorowanie wyroku TSUE co do systemu dyscyplinarnego. To dłuższa, dwuetapowa, kilkumiesięczna procedura, której finałem może stać się zaskarżenie Polski do TSUE z jednoczesnym wnioskiem o karę naliczaną do czasu podporządkowania się orzeczeniu TSUE. W tej kwestii władze Polski moją zatem więcej czasu na uniknięcie grzywny m.in. poprzez szybkie prace ustawodawcze, które m.in. zlikwidowałyby Izbę Dyscyplinarną. To zresztą byłby zgodne z ogólnikowymi sierpniowymi zapowiedziami rządu Mateusza Morawieckiego wobec Brukseli.

Izba niezgody

Dzisiejsze decyzje Brukseli musiały dostać zielone światło od Ursuli von der Leyen, szefowej Komisji Europejskiej, po konsultacjach m.in. z zajmującą się praworządnością Verą Jourovą, która w zeszłym tygodniu była w Polsce. Jednak Dider Reynders, komisarz UE ds. sprawiedliwości, już w lipcu został upełnomocniony do podjęcia decyzji wobec Polski bez zwoływania pełnego posiedzenia Komisji Europejskiej. A Reynders przed kilku dniami w Parlamencie Europejskim wskazywał, że choć działania Izby Dyscyplinarnej zostały częściowo zamrożone przez Małgorzatę Manowską, I prezes Sądu Najwyższego, to nie podjęto dotąd żadnych działań na rzecz zawieszenia skutków wcześniejszych decyzji Izby Dyscyplinarnej, co w lipcu nakazał TSUE.

– Izba Dyscyplinarna, jak się wydaje, kontynuuje swe niektóre działania przeciw sędziom – tłumaczył Reynders europosłom. Ponadto wskazał – choć bez wymieniania nazwiska – na sprawę sędziego Adama Synakiewicza z Częstochowy, przeciw któremu 26 sierpnia wszczęto postępowanie wyjaśniające, bo wbrew „ustawie kagańcowej” uchylił jeden z wyroków jako wydany przez sędzię nieprawidłowo powołaną z udziałem obecnej KRS. Jednak lipcowa decyzja TSUE zawiesza też przepisy zakazujące takiego badania prawomocności sędziów, więc – z punktu widzenia Brukseli – sędziemu Synakiewiczowi robiono kłopoty z powodu stosowania środka tymczasowego TSUE.

I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska

I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska

Kierowany przez Julię Przyłębską polski TK podważył w lipcu prymat TSUE, a we wrześniu zamierza kontynuować rozprawę na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego dążącego do szerokiego podważenia uprawnień TSUE w dziedzinie sądownictwa. Z tego powodu Komisja Europejska w połowie lipca ostro nacisnęła na hamulec w sprawie – już wtedy wynegocjowanego – projektu polskiego KPO. Wprawdzie długo unikała publicznego wiązania obu spraw, to teraz - najpierw ustami komisarza Paola Gentiloniego, a w wczoraj [6.9.21] swego wiceszefa Valdisa Dombrovskisa – głośno potwierdziła, że idzie właśnie o spór wokół nadrzędności prawa UE w Polsce oraz jego wpływ na KPO. Dla Brukseli brak gwarancji - strzeżonej m.in. przez TSUE - niezależności dla polskich sądów (np. karzących za przekręty) to m.in. zagrożenie dla poprawnego wydawania pieniędzy unijnych.

Co z LGBT?

Jednocześnie Bruksela usiłuje zupełnie innymi, słabszymi i mniej pewnymi, narzędziami wymusić na polskich samorządach wycofanie się z uchwał o „strefach wolnych od ideologii LGBT”. Komisja Europejska w zeszłym tygodniu poinformowała pięć województw o zawieszeniu rozmów o około 125 mln euro z funduszu React-EU. To koronakryzysowy dodatek do polityki spójności, z którego cała Polska ma łącznie dostać 1,6 mld euro (jedną trzecią już wypłacono).

Bruksela do połowy września czeka na wyjaśnienia władz Polski co do znaczenia „stref”. Wcześniejsze uchylanie się od dialogu w tej kwestii doprowadziło w lipcu do wszczęcia postępowania przeciwnaruszeniowego. Jednak nie jest teraz przesądzone, co stanie się, gdy Polska odpowie, że samorządowe uchwały o „strefach” są wyłącznie deklaracjami politycznymi bez żadnej wartości prawnej. Nawet polskie sądy administracyjne ogłaszały dotąd niespójne wyroki w tej kwestii.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Redakcja poleca