Blaski i cienie polsko-niemieckiego podręcznika do historii | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 03.07.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Blaski i cienie polsko-niemieckiego podręcznika do historii

Czy polsko-niemiecki podręcznik do historii zdobędzie uznanie nauczycieli, czy pozostanie domeną nielicznych pasjonatów? Ostatni tom jest gotowy, ale polski resort edukacji ma wątpliwości. Wydawca nie traci nadziei.

Przewodzą Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej: Violetta Julkowska i Hans-Juergen Boemelburg

Przewodzą Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej: Violetta Julkowska i Hans-Juergen Boemelburg

W sobotę (2.7.22) w Warszawie zakończyło się spotkanie Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej Historyków i Geografów zorganizowane z okazji 50-lecia istnienia tej najstarszej zinstytucjonalizowanej formy polsko-niemieckiego dialogu.

Uczestnicy dyskutowali o dokonaniach z przeszłości i zadaniach na przyszłość, ale zarówno w oficjalnych wystąpieniach, jak i w kuluarowych rozmowach widoczna była troska o dalsze losy wspólnego polsko-niemieckiego podręcznika do historii „Europa. Nasza historia”.           

Pierwsze spory – pierwsze kompromisy

Wspólna Komisja powstała w 1972 roku na fali odprężenia między Wschodem a Zachodem.

„Początki były bardzo trudne, to były przecież czasy zimnej wojny” – zaznaczył Hans-Juergen Boemelburg, niemiecki współprzewodniczący Komisji. Tłumaczył, że początkowo przedmiotem zażartych sporów była ocena roli średniowiecznego Państwa Krzyżackiego i kwestia przymusowych wysiedleń Niemców po II wojnie światowej. Stopniowo okazywało się, że nawet w tak kontrowersyjnych sprawach możliwy jest kompromis.

Moczar musiał odejść

Publicysta „Polityki” Adam Krzemiński wyjaśnił w wykładzie rozpoczynającym obrady, że powstanie Komisji stało się możliwe dopiero po usunięciu z Biura Politycznego KC PZPR Mieczysława Moczara – przeciwnika odprężenia z RFN.

Przyjęcie w 1976 roku 26 zaleceń nauczania historii i 7 nauczania geografii zamknęło pierwszy etap działalności Komisji. W RFN zalecenia wydano do początku lat 90. w 300 tys. egzemplarzy. Środowiska konserwatywne w Niemczech Zachodnich, a szczególnie ziomkostwa, ostro krytykowały kompromisy dotyczące interpretacji historii, zarzucając niemieckim uczestnikom wyprzedaż narodowych interesów. Wydanie polskie nie przekroczyło kilku tysięcy egzemplarzy i przeszło niemal niezauważone.

Polityka i historia

To jednak nie koniec problemów. „Politycy nie ułatwiali nam życia” – zaznaczył Boemelburg przypominając kryzys w pracy Komisji po wprowadzeniu w grudniu 1981 roku stanu wojennego w Polsce. Pod znakiem zapytania stanęło dalsze istnienie Komisji.

Po zakończeniu zimnej wojny i zjednoczeniu Niemiec część polityków uznała Komisję za niepotrzebną, ponieważ wszystkie polsko-niemieckie problemy zostały już ich zdaniem rozwiązane – tłumaczy Boemelburg. Berlin koncentrował się na Rosji, traktując Polskę jak „nacjonalistyczną zrzędę”. 

Pomimo zagrożeń, Komisja Podręcznikowa przetrwała, a nawet zyskała „drugie życie”. Paletę tematów uzupełniono o sprawy wykluczone ze względu na sowieckie tabu oraz kwestie polsko-niemiecko-żydowskie.  

Czas na wspólny podręcznik

Flagowym projektem Komisji, popartym politycznie przez ówczesnych ministrów spraw zagranicznych obu krajów – Franka Waltera Steinmeiera i Radosława Sikorskiego, stał się polsko-niemiecki podręcznik do nauki historii. Pierwszy tom ukazał się w 2016 roku, a ostatni – czwarty tom, obejmujący okres od wybuchu II wojny światowej do czasów współczesnych, jest gotowy od lipca 2020 roku.

Ówcześni szefowie dyplomacji Polski i Niemiec przedstawiają wspólny podręcznik

Ówcześni szefowie dyplomacji Polski i Niemiec przedstawiają wspólny podręcznik

Eksperci nie kryją podziwu dla autorów publikacji podkreślając jego innowacyjność. Peter Gautschi z Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Lucernie wymienia wśród zalet „wieloperspektywiczność” oraz powiązanie przeszłości z teraźniejszością. Jego ocenę podziela Zofia Wóycicka z Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie zwracając uwagę, że autorzy za pomocą źródeł pokazują perspektywę polską, niemiecką i żydowską. „To nie jest podręcznik polsko-niemiecki, lecz podręcznik, który historię stosunków polsko-niemieckich pokazuje w szerszym, co najmniej europejskim kontekście” – tłumaczy Wóycicka.    

„Podręcznik jest kamieniem milowym. Jest pierwszym podręcznikiem historii europejskiej, w którym Europie Środkowo-Wschodniej poświęcono tyle samo miejsca co Europie Zachodniej” – podkreśla Boemelburg. W ubiegłym roku czwarty tom „Europa. Unsere Geschichte” zdobył nagrodę dla najlepszego podręcznika na targach edukacyjnych Didacta.

Podręcznik czy materiał metodyczny

Podczas gdy pierwsze trzy tomy przeszły gładko proces dopuszczenia do użytku szkolnego i zostały wpisanie na listę podręczników zatwierdzonych przez ministerstwo edukacji, czwarty tom nieoczekiwanie natrafił na przeszkody.

Trzy pierwsze tomy zostały wpisanie na listę podręczników zatwierdzonych przez MEN

Trzy pierwsze tomy zostały wpisanie na listę podręczników zatwierdzonych przez MEN

Jeden z trzech recenzentów dał książce negatywną ocenę, a powołany przez ministerstwo „arbiter” – prof. Grzegorz Kucharczyk – potwierdził jego ocenę. „To polityczny niewypał – z winy polskiego rządu” – ocenił Robert Traba, były współprzewodniczący Komisji.   

Jego zdaniem Kucharczyk „pomylił recenzję z prezentacją własnej wizji polityki historycznej”. Kucharczyk „wyszedł z warsztatu historyka i wszedł w buty ideologa” – tłumaczy Traba w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”. Zastrzeżenia recenzenta dotyczyły między innymi oceny skutków Powstania Warszawskiego oraz roli Kościoła katolickiego jako opozycji politycznej w PRL.

„Bardzo żałuję, że czwarty tom napotkał na takie problemy. To pierwszy dopuszczony do użytku w niemieckich szkołach podręcznik, w którym historii Polski poświęcono tyle miejsca. Żałuję, że publikacja jest blokowana i bojkotowana przez polski rząd” – podkreślił Boemelburg.  

Przedstawiciel polskiego wydawcy – Andrzej Dusiewicz z Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych (WSiP) nie traci nadziei na pozytywne rozwiązanie sporu. Po negatywnej recenzji Kucharczyka, a przed ostateczną decyzją ministerstwa wydawnictwo wycofało tom IV.  z postępowania o dopuszczenie, co umożliwia ponowne złożenie wniosku w przyszłości. 

„Czwarty tom ukazał się dwa lata temu jako materiał edukacyjny i w tej formie funkcjonuje. W dalszej kolejności chcemy ten podręcznik skierować do ministerstwa, aby rzeczoznawcy po jego ocenie wydali opinie pozytywne, które pozwolą wpisać go na listę podręczników z numerem dopuszczenia” – tłumaczy Dusiewicz.

Polsko-Niemiecka Komisja Podręcznikowa

Polsko-Niemiecka Komisja Podręcznikowa

Polska współprzewodnicząca Wspólnej Komisji – Violetta Julkowska też nie traci optymizmu. „Jesteśmy w trakcie starań o pełną akceptację ze strony ministerstwa. Ufamy, że ten stan przejściowy zmieni się w pełną akceptację ze strony ministerstwa” – wyjaśnia.

Chociaż tom czwarty nadal nie ma statusu podręcznika, może być wykorzystywany w szkołach, jednak wielu nauczycieli preferuje książki rekomendowane przez ministerstwo. „Korzystanie z podręczników z listy ministerstwa gwarantuje, że nikt nie będzie robił zarzutów, nie zapyta: a dlaczego wybrał Pan/Pani właśnie tę książkę, a nie inną?” – tłumaczy poznańska nauczycielka Katarzyna Moskiewicz.      

Niezależnie od politycznych perturbacji, popularyzacja wspólnego podręcznika napotyka na trudności w obu krajach. W Polsce podręcznik przeznaczony był pierwotnie dla uczniów od pierwszej klasy gimnazjum. Po reformie szkolnictwa książka trafiła do klas 5-8 w podstawówkach, a więc do młodszych uczniów. „Materiał jest za trudny dla tej grupy wiekowej” – ocenia Moskiewicz.

W Niemczech, gdzie z wyjątkiem Bawarii książki mogą być bez ograniczeń wykorzystywane, też nie brak problemów. „Ta książka wybierana jest przez nauczycieli szczególnie zainteresowanych problematyką polsko-niemiecką, dla specjalistów. Nie udało się nam pozyskać dla tej publikacji szerokiego kręgu pedagogów” - przyznaje przedstawicielka niemieckiego wydawcy Eduversum – Frauke Hagemann. Mankamentem jest też brak wersji cyfrowej. Jeszcze dobitniej swój sceptycyzm wyraził nauczyciel z gimnazjum w Rheinfelden/Baden. Na pytanie o szanse wprowadzenie podręcznika do szkół w Badenii-Wirtembergii odpowiedział krótko – „Null” (zero).  

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>