Berlin i Paryż wykładają eurobudżet na unijny stół | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 19.11.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Berlin i Paryż wykładają eurobudżet na unijny stół

Ministrowie finansów Niemiec i Francji przedstawili w Brukseli projekt budżetu dla strefy euro. Polska bardzo liczy, że zostanie on zatopiony przez inne kraje euro.

Kanclerz Angela Merkel i prezydent Emmanuel Macron zgodzili się na prace nad odrębnym budżetem dla eurostrefy już podczas czerwcowego spotkania w Mesebergu. Ale wielu unijnych ekspertów spodziewało się, że ten projekt trafi do szuflady z powodu oporów kilku innych krajów unii walutowej oraz słabnącej pozycji pani kanclerz, co może utrudnić forsowanie idei eurobudżetu zarówno w Niemczech, jak i na forum UE. Jednak Paryż nie odpuszczał. – Jeszcze rok temu nie mogliśmy nawet używać pojęcia „eurobudżet”. Teraz mamy jego plan. To prawdziwy przełom – przekonywał w poniedziałek francuski minister finansów Bruno Le Maire.

Upór Macrona

Osobna kasa dla krajów eurostrefy była ideą Francji już za prezydentury Nicolasa Sarkozy'ego (wtedy zwalczał to rząd Donalda Tuska) oraz Françoisa Hollande’a, ale dopiero dla Macorna eurobudżet stał się jednym z symboli francuskiego programu naprawy UE. Niemcy, dla których eurobudżet pachnie nowymi zobowiązaniami finansowym wobec uboższych krajów eurostrefy, długo broniły się przed francuskimi pomysłami. Merkel przez kilka lat używała argumentu, że eurobudżet niepotrzebnie zbuduje dodatkową barierę między krajami euro („twardym trzonem” Unii) a Polską i innym państwami wspólnoty spoza eurostrefy. Ponadto niemieccy politycy ostatnio wskazywali, że kłopoty z Włochami niechcącymi podporządkować się regułom dyscypliny budżetowej Unii nie sprzyjają reformom.

– Problemem większym od Włoch stają się powoli Niemcy, które nie chcą wyposażyć eurostrefy w narzędzie obrony przed kolejnymi kryzysami – przekonywał niedawno zniecierpliwiony wysoki rangą polityk z Paryża.

Eurobudżet, ale rozwodniony?

Jednak ceną za niemiecką zgodę na eurobudżet jest mocne rozwodnienie pierwotnego projektu Francji. Ma być od 2021 r. połączony z budżetem całej UE, innymi słowy, nie powstałyby odrębne instytucje do zarządzania tymi pieniędzmi. Ponadto wciąż nie wiadomo, jak wielka ma być ta nowa eurokasa. – O tym dziś nie rozmawialiśmy – powiedział Portugalczyk Mario Centeno, szef rady ministrów finansów krajów euro, którym Niemiec i Francuz przedstawili w poniedziałek swój nowy projekt.

Eurobudżet ma wspierać zwiększenie konkurencyjności i upodobnienie poziomu rozwoju krajów euro (coś na kształt dodatkowych inwestycji z polityki spójności dla eurolandu), co jest „aspektem niemieckim” tego projektu. Natomiast „aspekt francuski”, czyli wspomagania krajów euro w czasie ciężkich kryzysów gospodarczych (np. inwestycjami ze wspólnej kasy) jest słabo zarysowany. – Jeszcze będziemy nad tym pracować – powiedział Le Maire.

Niechętni Holendrzy

Komisja Europejska w swoim projekcie budżetu UE na lata 2014-20 (zaprezentowanym na początku maja) zaproponowała odrębną szufladkę dla krajów euro złożoną w dużej mierze z tanich kredytów gwarantowanych przez Brukselę. Jednak dopiero debaty o osobnym budżecie dla eurostrefy, na który miałyby się zrzucać kraje euro, wywołały ostrą krytykę m.in. w Holandii czy w krajach bałtyckich. – Potrzeba powoływania takiego budżetu jest nieprzekonująca. Nie jest jasne, jak to miałby pomóc interesom holenderskich obywateli. A jeśli nie jest w interesie Holandii bądź holenderskiego podatnika, to trzymamy się z daleka – zadeklarował, wchodząc na poniedziałkowe obrady, holenderski minister Wopke Hoekstra, który boi się, że eurobudżet to dodatkowe wydatki dla Holandii.

Jednak Niemcy i Francuzi przekonywali o optymizmie po zakończeniu poniedziałkowego posiedzenia ministrów eurostrefy. – Żaden z ministrów nie powiedział, że taki nowy budżet nie powstanie. Będzie tematem obrad przywódców UE na szczycie w grudniu – zadeklarował niemiecki minister finansów Olaf Scholz. A Le Maire ogłosił, że zaprosił Holendra na rozmowy o eurobudżecie już na ten czwartek do Paryża.

Druga prędkość UE dla Polski

Pomysł eurobudżetu uchodzi za ryzykowny dla Polski, bo już podczas negocjacji budżetu UE na lata 2021-27 mogą pojawić się u krajów płatników pokusy przesuwania części pieniędzy ze wspólnej kasy do koperty dla eurostrefy. Ponadto eurobudżet byłby kolejnym krokiem do jeszcze silniejszego wyodrębniania się strefy euro kosztem reszty krajów Unii, która i tak jest potężnie osłabiona brexitem.

Po wyjściu Wlk. Brytanii z Unii aż 85 proc. unijnego PKB będzie wytwarzane w strefie euro, co i tak zwiększy jej dominację w rozmowach o reformach UE. Le Maire już w poniedziałek tłumaczył bez ogródek różnicę między polityką spójności dla całej UE i podobnymi projektami z eurobudżetu. – W naszym gronie chcemy pójść dalej. Przykładowo w finansowaniu projektów, co do sztucznej inteligencji – powiedział Francuz.

Dlatego Polska po cichu liczy teraz, że pomysł eurobudżetu jednak się nie ziści m.in. z powodu Holendrów albo przynajmniej skończy, jako bardzo maleńka szufladka, której powiększanie dałoby się zablokować w przyszłości. - Temat eurobudżetu został odświeżony przez Niemcy i Francję już w Meseburgu, ale inne kraje w strefie euro mają z tym spore problemy. Oczekujemy na dyskusję tych krajów. Polska jest za spójnością rynku wewnętrznego i instytucji UE – powiedział w poniedziałek minister ds. UE Konrad Szymański w Brukseli.

Tomasz Bielecki, Bruksela

 

 

Redakcja poleca