″Bartoszewski to była Polska″ [WYWIAD] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 04.05.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

"Bartoszewski to była Polska" [WYWIAD]

To Bartoszewski osiągnął to, że Niemcy nie mogli prowadzić samodzielnej polityki w stosunku do Polski i poza Polską ignorując partnera polskiego na arenie międzynarodowej - mówi w rozmowie z DW prof. Krzysztof Miszczak*.

W latach 2008-2013 roku kierował Pan biurem prof. Władysława Bartoszewskiego w kancelarii premiera, gdzie jako sekretarz stanu był on odpowiedzialny za dialog międzynarodowy, za stosunki polsko-niemieckie. Mało kto wie, że łączyła Was wielka przyjaźń międzypokoleniowa, która narodziła się w Niemczech. Poznaliście się w latach 80-tych. Pamięta Pan jeszcze pierwsze spotkanie? Czy było szczególne?

Bardzo szczególne. Dowiedziałem się na Uniwersytecie Maksymiliana Ludwika w Monachium, że przyjeżdża jakiś Polak jako profesor wizytujący na wydziale, na którym zacząłem studia. Później dowiedziałem się, że jest to pan Bartoszewski. Znałem go, ale nie był takim znajomym, jakim stał się później. Poszedłem na salę, gdzie miał wykład. Usiadłem obok niego i nie wiedząc, co czuje przed tym pierwszym wykładem powiedziałem mu po polsku: Niech się Pan nie boi. A on do mnie: Boję się. Więc odrzekłem: Niech Pan mi zaufa, ja też się bardzo boję.

To było nasze pierwsze spotkanie w bardzo dużej auli wypełnionej po brzegi młodymi ludźmi, ciekawymi tego profesora, wtedy - trzeba pamiętać - z bloku wschodniego.

Krzysztof Miszczak z Władysławem Bartoszewskim - łączyła ich międzypokoleniowa przyjaźń

Krzysztof Miszczak z Władysławem Bartoszewskim - łączyła ich międzypokoleniowa przyjaźń

Ale jak on tylko zaczął mówić, to byli zaszokowani jego dynamiką. Zadawali mu pytania. To trwało dość długo. Niemiecki asystent prof. Bartoszewskiego powiedział później, że studenci mówili, że było kapitalnie, że przyjechał taki zwariowany, romantyczny profesor z Polski, którego można słuchać całe życie. Takie było nasze pierwsze spotkanie. A później spotykaliśmy się co najmniej raz na tydzień.

Co to były za spotkania?

Władysław Bartoszewski miał profesurę w katedrze politologii Instytutu im. Rodzeństwa Scholl i raz w tygodniu organizował w swoim mieszkaniu naprzeciwko uniwersytetu spotkania zapraszając na nie ciekawych ludzi. I dyskutowaliśmy. Ja byłem jednym z najmłodszych uczestników tych spotkań. Byłem jeszcze studentem. Chodziliśmy też razem pod gmach Radia Wolna Europa. On tam nie mógł wejść do środka.

Dlaczego?

Bo miał wrócić do Polski, chociaż nie wiedział, kiedy. I gdyby wrócił za rządów komuny, to by wyciągnęli jakieś wnioski. O czym na początku nie wiedziałem, prof. Bartoszewski pisał jeszcze przed przyjazdem do Niemiec regularnie sprawozdania o sytuacji wewnętrznej Polski. Stamtąd wysyłał je przez placówki dyplomatyczne krajów zachodnich takich jak Szwecja czy Finlandia i kręgi kościelne. Ale w Monachium wiedział, że jest kontrolowany. Wiedział, że konsulat wtedy obserwował wszystkich Polaków w Monachium i Bawarii, a jego najbardziej. Przypuszczam, że na jego wykłady też przychodzili. A on na uczelni mówił przede wszystkim o uciemiężonych narodach Europy środkowo-wschodniej.

Prof. Bartoszewski ze studentami Uniw. Wrocławskiego rozmawia o swojej nowej książce

Prof. Bartoszewski ze studentami Uniw. Wrocławskiego rozmawia o swojej nowej książce

„Moje całe dorosłe życie to jest on”

Czego pan się wtedy nauczył od Profesora?

Nauczyłem się, że jeśli ma się coś do powiedzenia, to „możesz się Pan jąkać – tak do mnie mówił – ale musi Pan to powiedzieć. Bo to jest normalne, szczere i prawdziwe. Bo prawda jest tylko jedna”. Usłyszałem to przed moim pierwszym wykładem na uczelni, kiedy mój szef i prof. Bartoszewski mówili mi, żebym się nie bał. Ale pamiętam, że wykład wypadł fatalnie, bo złapał mnie kurcz szyi i nie mogłem poruszać głową. I jak przyszedłem na drugi dzień na uczelnię, myślałem, że wszyscy wiedzą o mojej klęsce. Ale przekonano mnie, żebym próbował dalej. I rzeczywiście za każdym razem było coraz lepiej, a potem szło jak z płatka. Ja oczywiście słuchałem prof. Bartoszewskiego, bo byłem zupełnie sam za granicą, on był dla mnie jak ojciec. Zresztą tak mnie traktował. Mam nota bene tyle lat co jego syn. A ja się lepiej czułem w Niemczech, jak miałem blisko profesora z Polski. Przyjechałem do Niemiec tylko na kilka tygodni z zamiarem powrotu, a wróciłem po 23 latach. Mnie po prostu było z nim raźniej. On mi pokazywał, że opłaca się żyć tutaj, żeby zrozumieć tę drugą stronę, co nie znaczy, że trzeba ją natychmiast akceptować, tak mówił. Trzeba rozmawiać. Moje całe dorosłe życie to jest on. Ja go uważam za mojego drugiego ojca. On mi dał to, czego mój ojciec nie mógł mi dać, bo był w Polsce. Dawał mi poczucie bliskości i zaufania i bycia Polakiem nie na obczyźnie. Mam uczucie po jego śmierci, jakby ktoś mi rękę uciął.

Prof.Bartoszewski z premier Ewą Kopacz i kanclerz Angelą Merkel w Krzyżowej 20 listopada 2014 r. w Krzyżowej

Prof.Bartoszewski z premier Ewą Kopacz i kanclerz Angelą Merkel w Krzyżowej 20 listopada 2014 r. w Krzyżowej

Był znakomitym szefem

Prof. Bartoszewski był już w Polsce Pana przełożonym w MSZ jako minister spraw zagranicznych, kiedy był Pan dyrektorem Departamentu Polityki Bezpieczeństwa Europejskiego, a później jak kierował Pan jego biurem w kancelarii premiera. Jakim szefem był prof. Bartoszewski?

Był znakomitym szefem. Jak się przychodziło do niego z jakąś rzeczą, to naciskało się guzik i on mówił o tym cały czas. Ustosunkowywał się do tego. I miał kapitalną zdolność czytania rzeczy błyskawicznie i zapamiętywania. Jak coś czytał, a czytał tylko raz, sam od razu dopisywał wszystko. Poza tym traktował ludzi z pełną klasą. Słuchał. Pomagał też ludziom - wszystkim. Bardzo dużo pomógł ludziom w wyjeździe na placówki, ale i w innych ciężkich sytuacjach życiowych. Ale pomagał też sprzątaczkom. Ludzie do niego pisali listy, prosili o pieniądze, a on je wkładał do koperty i odsyłał...

Za mało interweniował w dialog polsko – polski

Jak Pan postrzegał wtedy Profesora jako człowieka?

On przede wszystkim był otwarty, ciepły. Jeśli ktoś mu robił świństwa to nie wracał do tego, jednak nigdy tego nie zapomniał. Ale nie był mściwy. Miał oczywiście wybuchowy charakter, a czasami był cholerykiem, kiedy podejmowano złe decyzje polityczne, jeśli chodzi o polski interes. Uważam, że prof. Bartoszewski za bardzo poświęcił się dla stosunków międzynarodowych, a za mało pracował nad swoim własnym wizerunkiem w Polsce, za mało interweniował w dialog polsko – polski. On oczywiście zdecydowanie opowiedział się po jednej stronie. I dlatego później miał wielu nieprzyjaciół. Zarzucano mu, że jest proniemiecki, co jest kompletną bzdurą, oczywiście, że Żyd - wiadomo. Jedna pani porównywała go ostatnio już po śmierci wręcz z Hitlerem. To są straszne rzeczy. Ale ci wszyscy ludzie nie wiedzą na przykład o tym, że taką a nie inną postawą załatwił dla polskiego interesu narodowego bardzo dużo rzeczy istotnych również dla tych ludzi, którzy obrzucali go błotem.

Spotkanie z polską i niemiecką młodzieżą. Prof. Bartoszewski szefowie niemieckiej i polskiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier i Grzegorz Schetyna

Spotkanie z polską i niemiecką młodzieżą. Prof. Bartoszewski szefowie niemieckiej i polskiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier i Grzegorz Schetyna

On potrafił rozmawiać z młodymi ludźmi

Jakie spotkania w Niemczech jeżdżąc z prof. Bartoszewskim zapamiętał Pan najbardziej?

To bardzo trudne pytanie. Ja organizowałem wszystkie jego wizyty. Ale mogę powiedzieć, że każda z nich była wydarzeniem. Ludzie, i to młodzi ludzie, rozpoznawali go nawet na ulicy. I to są w RFN dwie osoby: Wałęsa i prof. Bartoszewski. On potrafił rozmawiać z młodymi ludźmi. Oni go uwielbiali, bo mówił nieskomplikowanym językiem po polsku i po niemiecku. I oni uważali, że to po prostu jest prawdziwe.

Te wszystkie wizyty prof. Bartoszewskiego były wspaniałe. Tu nie chodziło o załatwianie głównych tematów. On miał taką osobowość, że wszyscy pytali go o coś innego i go słuchali. Ludzie go uwielbiali, bo dostawali coś, czego im do tej pory nikt nie dawał – żywą encyklopedię niepowtarzalnej wiedzy. I on mówił o ich krajach, o ich środowiskach. A oni nie mieli o tym pojęcia, bo byli młodzi. A, że nie dopuszczał nikogo do głosu, to go słuchali.

No to proszę Pana, lecimy jak dzikie tapiry

Profesor jeszcze kilka lat temu nieprawdopodobnie szybko chodził. Kiedyś tak pędził ze mną po Duesseldorfie, a ja, kiedy już miałam zadyszkę, zapytałam go, dlaczego tak szybko chodzi. A on na to, że nie ma czasu. Czy trudno było pracownikom prof. Bartoszewskiego dotrzymać mu kroku?

Tak, zapędzał się, a my próbowaliśmy dotrzymywać mu kroku. Mówił do mnie: „No to proszę Pana, lecimy jak dzikie tapiry”. Rzeczywiście kategoria czasu odgrywała dla prof. Bartoszewskiego niesamowitą rolę. On miał dużo do zrobienia. Wszystko to sobie poukładał. Zmarł organizując do końca swoje życie. Dzisiaj jest wszystko zorganizowane, wszystko pooddawał, zakończył archiwizować, zakończył to planowo.

(czytaj dalej na str. 2)

Redakcja poleca

Reklama