Amerykańskie cła karne. Co naprawdę szkodzi wolnemu handlowi? KOMENTARZ | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 05.10.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Amerykańskie cła karne. Co naprawdę szkodzi wolnemu handlowi? KOMENTARZ

„Donald Trump” i „wojna cłowa” - to dwa pojęcia, które się często kojarzy. Ale czy Unia Europejska jest naprawdę bez winy? Felix Steiner rozprawia się z uprzedzeniami.

Wojna celna dopiero się zaczyna. A może się skończy?

Wojna celna dopiero się zaczyna. A może się skończy?

Czy coś, co jest słuszne, staje się błędne tylko dlatego, że pada z ust nie tej osoby co trzeba? Oczywiście że nie, pomimo że od ubiegłego czwartku znowu można było odnieść takie właśnie wrażenie.

Cała Europa Zachodnia, gdzie Donald Trump już od samego początku swoich rządów zyskał sobie tylko niewielu przyjaciół, jest oburzona (nie pierwszy raz) rzekomo znów tak agresywnym wichrzycielem z Białego Domu. Trump świętował na Twitterze – bo jakby inaczej - swoje „piękne zwycięstwo” nad tą jakże nikczemną Unią Europejską.

To wcale nie zwycięstwo Trumpa

Tyle, że to zwycięstwo wcale nie idzie na konto Trumpa. Jest to bowiem decyzja Światowej Organizacji Handlu (WTO) na korzyść Stanów Zjednoczonych w sprawie, którą amerykański rząd zgłosił już przed 15 laty.

Ówczesnym prezydentem był Georges W. Bush, którego irytowały, tak jak wszystkich jego poprzedników i następców, państwowe subwencje UE dla producenta samolotów Airbus. Wszystkim wiadomo, że bez takiego państwowego wsparcia koncernu Airbusa dawno by już nie było. To samo odnosi się zresztą do Boeinga w Stanach Zjednoczonych. Tak więc także Europejczycy ze swojej strony złożyli podobną skargę do WTO i im także organizacja handlu przyznała rację, tylko trzeba czekać jeszcze na orzeczenie „wymiaru kary”. Wtedy okaże się, czy Europejczycy są tak bardzo otwarci na wolny handel, jak zawsze twierdzą. Bo oczywiście WTO także Unii Europejskiej przyzna prawo pobierania tzw. „ceł odwetowych” od amerykańskich towarów. I mogę się założyć, że Unia Europejska w pełni wykorzysta otwierające się wtedy możliwości.

Autor komentarza Felix Steiner

Autor komentarza Felix Steiner

Stany Zjednoczone mogłyby przykręcić śruby

WTO zezwala USA na swego rodzaju wyrównanie europejskich subwencji dla Airbusa przez obłożenie cłem towarów z UE na sumę prawie 7 mld euro, w wysokości nawet do 100 proc. Donald Trump tymczasem zapowiedział dużo niższe cła na części samolotowe (o co zapalił się cały konflikt), bo tylko 10 proc., a na cały wachlarz różnych towarów od sera, przez wino, oliwki po lutownice – tylko 25 proc. Wojna gospodarcza wygląda z pewnością nieco inaczej. Aby uzmysłowić wymiar tego sporu, zauważmy, że miesiąc w miesiąc z Unii Europejskiej do USA eksportuje się towary wartości ponad 40 mld euro. Przy całym dramatyzmie sytuacji, w jakiej obecnie znajdują się hiszpańscy producenci wina czy plantatorzy oliwek, 7 mld euro rocznie nie będzie robiło tak wielkiej różnicy.

Protekcjonistyczna Unia Europejska

Prawdziwe bitwy celne będą toczyć się na zupełnie innych polach. Na samochody z USA Europejczycy nakładają 10-procentowe cło, za to Amerykanie tylko 2,5-procentowe. Na chemiczne produkty z USA Unia Europejska nakłada 5 proc. cła, Stany Zjednoczone niecałe 3 proc. W przypadku produktów spożywczych Europa kasuje 18 proc., Stany Zjednoczone tylko 8 proc. Tę listę można tworzyć w nieskończoność.

Dlaczego więc Europa tak trzęsie portkami? Czy nasz przemysł i rolnictwo są słabe i nasze produkty tak złe, że musimy je chronić przed silniejszą amerykańską konkurencją klasycznymi cłami ochronnymi? Kto w Europie naprawdę wolałby jeść amerykański ser niż francuski? Czy rzesze Niemców wolałyby faktycznie jeździć chryslerami i cadillacami zamiast volkswagenami albo bmw, jeżeli amerykańskie modele byłyby o 10 proc. tańsze. Nikt chyba w to nie wierzy. 

Komu naprawdę szkodzącła?

Donald Trump ma więc rację w jednym decydującym punkcie: Unia Europejska traktuje swojego amerykańskiego partnera handlowego znacznie gorzej niż vice versa. Jeżeli wziąć pod uwagę relacje transatlantyckie, jest to nie tylko mało rozsądne, ale przede wszystkim jest to torpedowaniem praw konsumentów, ponieważ to oni, a nie eksporterzy, są pierwszymi ofiarami takich ceł. Politycznie pożądane podwyżki cen ograniczają ich możliwość wyboru.

Zdaje się, że dotarło to przynajmniej do świadomości niemieckiego ministra gospodarki Petera Altmeiera, który zaczyna głośno myśleć o całkowitej rezygnacji z cełna amerykańskie samochody. Czy Donald Trump musi się obawiać, że upodobanie jego wyborców w Stanach Zjednoczonych do przypuszczalnie nieco droższego przez cła włoskiego sera pecorino mogłoby mu stanąć kością w gardle w dążeniach do reelekcji? Ale tego z kolei większość Europejczyków życzyłaby mu z całego serca.

 

 

 

 

 

Redakcja poleca

Reklama