Alarmujące statystyki nt. starości. ″Polki, brakujące córki″ Niemców | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 26.11.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Alarmujące statystyki nt. starości. "Polki, brakujące córki" Niemców

Coraz więcej ludzi w Niemczech wymagających opieki nie może sobie na nią pozwolić. Ich wybawieniem są często Polki. Branża opiekuńcza w Polsce i Niemczech walczy tymczasem o poprawę swojego wizerunku.

Jeszcze nigdy tak wyraźnie nie dał o sobie znać efekt dramatycznej sytuacji demograficznej w Niemczech. Według najnowszych danych Federalnego Urzędu Statystycznego, opublikowanych przez „Die Welt”, liczba osób skazanych dla zapewnienia im opieki na finansową pomoc państwa, tylko w ciągu jednego roku wzrosła o 5 procent, z 392 tys. w 2009 roku do 411 tys. w 2010 roku. I mowa tu tylko o pensjonariuszach domów opieki żyjących z zasiłków socjalnych. Już dziś państwowe wydatki na opiekę wynoszą ponad 3,4 miliardy euro. W 2050 roku potrzeby mogą sięgać 2 bilionów euro. W sumie opieki wymaga dziś 2,4 mln osób, w 2050 r. szacunkowo 4,7 mln; co 15. mieszkaniec Niemiec. Najnowszym pomysłem jest wysyłanie potrzebujących stałej opieki za granicę, np. do Polski czy Hiszpanii. Obok opiekunek z Polski i Azji, to jedna z alternatyw, nad jaką dumają politycy, bezradni wobec skali problemu.

Brakujące córki

Werner Tigges

Werner Tigges

Za problemem kryją się ludzie. Potrzebują pomocy w elementarnych, codziennych czynnościach i potrzebują ciepła. - Przez lata zniszczyliśmy więzy rodzinne. Wielopokoleniowa rodzina jako taka przestała istnieć - mówi Werner Tigges, pedagog socjalny i polityk, przewodniczący Federalnego Związku Agencji Opieki (BHSB). Lukę, jaką zostawiły lata błędnej polityki rodzinnej, wypełniają dziś głównie Polki, te „brakujące córki”, mówi o nich Werner Tigges. Według badań Niemieckiego Instytutu Badań Stosowanych nad Opieką Zdrowotną (DIP), półtora miliona ludzi w Niemczech korzysta z opieki w domu, dziesięć procent opiekunek to Polki. Są niezastąpione i przede wszystkim stosunkowo tanie. Jeszcze tańsze, jeżeli jak gros z nich, pracują na czarno lub na granicy legalności. Badanie heskiego ministerstwa ds. socjalnych mówi o 200 tys. do pół miliona nielegalnie zatrudnionych opiekunek. Stefan Schwarz, ekspert rynku pracy z agencji zatrudnienia Aterima, szacuje liczbę polskich opiekunek pracujących w Niemczech w tej dolnej granicy - 200 tysięcy. Może 5 tys. z nich pracuje legalnie, uważa ekspert: „Mam przeświadczenie, że agencje pracy w Polsce nie konkurują z sobą, tylko z rynkiem na czarno”.

Na pomoc opiekunkom i rodzinom

Nie jest łatwo być w Niemczech seniorem

Nie jest łatwo być w Niemczech seniorem

W marcu br. agencje niemieckie zrzeszone w BHSB i polskie skupione w Stowarzyszeniu Agencji Zatrudnienia (SAO) nawiązały oficjalną współpracę. Obydwie organizacje mają wspólny cel: zwalczanie nielegalnego zatrudnienia i szarej strefy na rynku usług opiekuńczych, ochronę polskich opiekunek pracujących na niemieckim rynku i edukację społeczną, która ma doprowadzić nareszcie do podniesienia prestiżu zawodu. Na efekty współpracy jeszcze za wcześnie, ale już, obserwuje Werner Tigges, wyraźnie coraz więcej agencji opieki w Niemczech jest zainteresowanych przystąpieniem do zrzeszenia. Podobnie dzieje się w Polsce, gdzie agencje opieki i agencje zatrudnienia rozpoznają, że mówienie jednym głosem nie przeszkadza zdrowej konkurencji a wręcz przeciwnie. Wspólnie ostrzegają też przed „czarnymi owcami”, które szkodzą branży, nie mówiąc o kobietach wyjeżdżających do pracy. 30 października ukazał się wydany przez Polskie Forum HR poradnik „Bezpieczna praca za granicą”, nie pierwszy poradnik tego typu w Polsce, ale ciągle potrzebny.

- Polki są coraz bardziej świadome, ciągle jednak wiele wybiera pracę na czarno, czyli opcję szybkiego pieniądza, nie myśląc o tym, że pozbawia się w ten sposób prawa do emerytury. Możemy przyjąc, że za 10-20 lat będziemy mieli w Polsce setki tysięcy starszych osób bez świadczeń emerytalnych - mówi Stefan Schwarz. Także niemieckie rodziny muszą sobie uświadomić, że nielegalne zatrudnianie Polek graniczy z handlem ludźmi, bo pozbawia je podstawowych świadczeń. Również tego typu edukacja jest celem zawartego porozumienia.

Nie będziemy szturmowali mieszkań

Dramatyczna sytuacja w sferze opiekuńczej jest efektem lat błędnej polityki rodzinnej

Dramatyczna sytuacja w sferze opiekuńczej jest efektem lat błędnej polityki rodzinnej

Udokumentowanych danych, ile osób w branży opiekuńczej pracuje na czarno, nie ma. Wszystkie opierają się na szacunkach. Zwłaszcza, że "szara strefa" czy "praca na czarno", to pojęcia nieostre, dlatego, że przepisy prawnenie są niejasne. Zamieszanie zaczyna się już od luksusu, na który pozwalają sobie Niemcy regulując w aż dwóch kodeksach cywilnych pojęcie opieki – jako opiekę medyczną i pomoc domową. Właśnie jako pomoce domowe zatrudnianych jest większość Polek, de facto pracujących jako opiekunki. Minimum płacowe wobec pomocy domowych w Niemczech nie istnieje, nie ma tym samym problemu dumpingu płacowego. - Jeżeli ktoś gotowy jest do pracy za 5 euro na godzinę, nie jest to w Niemczech przestępstwem - tłumaczy Klaus Salzsiedler z Federalnego Urzędu Celnego w Kolonii.

Służby celne (FKS – Finanzkontrolle Schwarzarbeit) przeprowadzają sporadycznie kontrole w mieszkaniach, ale „tylko, jeżeli mamy wskazówkę i nakaz sądowy, bo mieszkanie jest w Niemczech strefą nienaruszalną”, tłumaczy celnik. Z masowymi kontrolami nie trzeba się jednak liczyć, zwłaszcza, że: „Nikt nie będzie szturmował mieszkania dziesięciu ciężko uzbrojonymi funkcjonariuszami. Zawsze musimy pamiętać, że po drugiej stronie drzwi jest ciężko chory człowiek”. A przede wszystkim próby wykrycia złamania przepisów są nadzwyczaj nieefektywne. - Mamy 6,5 tys. funkcjonariuszy. Jeżeli przeprowadzamy kontrolę na budowie, gdzie nielegalnie pracuje 500 osób, mamy czym się wykazać - przyznaje Klaus Salzsiedler.

Elżbieta Stasik

red. odp.: Bartosz Dudek

Reklama